• Wpisów:73
  • Średnio co: 25 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 23:07
  • Licznik odwiedzin:20 213 / 1903 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Hej.. Jak wiecie dawno, bardzo dawno coś dodałam.. Naprawdę mnie to boli, bo wiele osób dopytuje się cały czas kiedy coś będzie. Nie chcę zawieszać bloga, ale nie mam, ani czasu, ani weny, do tego jeszcze poprawki w szkole i problemy z internetem. Wchodzę na pinger'a i czytam Wasze wpisy... Na razie nie zawieszam bloga i całym sercem Was przepraszam. Zawalam wszystko. Postaram się dodać coś na weekendzie, ale NIC nie obiecuję.. Przepraszam jeszcze raz i dziękuje Wam za motywacje. Kocham Was... <3
Jeśli jakieś pytania to możecie tu ---> http://ask.fm/HipHopowa10
 

gruzolandia2348900
 
paula110
 
Jeszcze raz wielkie dzięki za pomoc, naprawdę nie wiem jak bym dodała rozdział bez Twojej pomocy
 

 

3.

*Piosenka*
______________________________________________________________
Zeszliśmy na dół. Woźna dała nam miotły i pokazała co mamy robić. Przewróciłam oczami, zaczęłam zamiatać. Nie starałam się, bo po co? To nie moja wina. Alan zamiatał drugi koniec korytarza. Z biegiem minut byliśmy coraz bliżej siebie, w końcu spotakliśmy się na środku korytarza. Spojrzał na mnie złowrogim spojrzeniem.
- Suką jesteś.
- Pierdol się. - odpowiedziałam, idąc do kosza wyrzucić śmieci.
- K***a. To wszystko przez Ciebie! To przez Ciebie tu jestem, sprzątam, zamiast być z ziomkami na mieście. Obiecuje Ci, że Cie zniszymy, d**o. - wykrzyczał, a później buchając złością rzucił miotłę na ziemię. Poszedł w stronę wyjścia. - Pierdole to wszystko! - zaczęłam się śmiać, pierwszy raz był taki wkurzony. Ja też odłożyłam miotłe i wymknęłam się ze szkoły. Mam to w dupie.
***
Weszłam do domu. Mama spała. Byłam strasznie głodna, ale w lodówce było tylko światło. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie jadałam nic od wczorajszego ranka, przecież nie będę... Chociaż... I w tej chwili do głowy przyszedł mi genialny pomysł. Założyłam zniszczone trampki i wyszłam do najbliżeszego sporzywczaka. Na sobie miałam czarną kurtkę mamy, wzięłam ją bo ma całkiem duże kieszenie. Rozejrzałam się do okoła, nigdzie nie było kamer, przynajmniej nie były widoczne. Podeszłam do kąta z pieczywem, udawając, że szukam jakiejś reklamówki. Stanęłam tyłem, musiałam się zasłonić. W przeciągu kilku sekund włożyłam dwie zwykłe bułki do kieszeni. Zbadałam otoczenie, a kiedy byłam pewna, że nikt tego nie widział wyszłam ze sklepu. Uśmiechnęłam się sama do siebie - udało się. Zastanawiałam się jak długo tak pociągnę? Co jak kiedyś mnie złapią? Obiecałam sobie, że to był tylko jeden jedyny raz. Nie wróciłam do domu, nie miałam sensu tam iść. Na dworze było dość ciepło. Poszłam do parku w centrum miasta. Usiadłam na schodkach przy fontannie i w spokoju zaczęłam jeść bułkę. Drugą zostawiłam na później. Nagle poczułam dotyk. Czyjaś ręka dotykała moje ramię. Dodatkowo usłyszałam głos..
- Ej. - Odwróciłam się.. Przed oczami pojawili się kumple Alana i Jego dziewczyna. Wszyscy jak zwykle śmiali się. Nie miałam zamiaru tego słuchać. Wstałam i chciałam uciec, ale nie mogłam. Damian złapał mnie za rękę i mocno szarpnął. - Teraz chcesz uciekać, tak? Ale nie zapominaj przez kogo Alan siedział w budzie po lekcjach. - popchnął mnie, a ja runęłam na ziemię. Nie miałam siły wstać. Chłopaki podeszli do mnie i zaczęli kopać po brzuchu, plecach. Zaczęłam głośno krzyczeć.. Krew, zlała się z łzami, ale to nie miało znaczenia. Błagałam, żeby przestali, czułam, że nie wstanę. Uciekli. Tak, nagle uciekli. Tylko dlaczego? Ktoś wyciągnął do mnie rękę. Spojrzałam na tą osobę. Był to starszy mężczyzna, wyglądał na około 60 lat. Był niski i miał wiele zmarszczek.
- A to dranie! Nic Ci nie jest? - zapytał. Jego głos wydał się sympatyczny, ale pozory mylą. Podniosłam się z ziemi, nie korzystając z jego wyciągniętej ręki.
- Nic się nie stało. Dziękuje. - powiedziałam obojętnie i odeszłam. Miałam gdzieś co sobie o mnie pomyśli. Miałam wyjabane na ludzi, na świat. Wróciłam do domu. Przemyłam wszystko z krwi i koszulkę, która też się pobrudziła. Dochodziła dziewiętnasta. Położyłam się na łóżku. Miałam dosyć. Wszystkiego. Matka znowu piła, mimo tego, że nawet nie wytrzeźwiała. Czemu ona taka jest? We dwie dałybyśmy radę. Z resztą sama też dam. Nie poddam się. Wstałam. Dość tego, czas na pozytywną część dnia. Ubrałam trampki, kurtkę wzięłam do ręki i zbiegłam po schodach przed kamiennicę. Piętnaście minut później byłam już na rynku. Motory, wszędzie motory. Zapach benzyny i ten dźwięk.. Uwielbiam to. Podeszłam na środek, zaraz będzie wyścig. Wszyscy podjeżdżali bliżej lini startu. Wszystko wokół było inne: skury, rap rozbrzemiał w głośnikach, huk. Nie było "różowych laleczek", m.in dlatego lubiłam patrzeć na to. Byłam na tym zjeździe każdego dnia, kiedy miałam możliwość, kiedy był organizowany. Sama z chęcią wzięłabym udział... Tylko jak? Hmm..
Opuściłam spodnie, zluzowałam sznurówki w butach, schowałam włosy pod bluzę, zarzucając kaptur. Poszłam do męskiego kibla, gdzie paru gości przebierało się. Czyjś strój leżał na grzejniku, zabrałam go bezszelestnie i wybiegłam. Za budynkiem założyłam go na siebie, był trochę za duży, ale to nic. Teraz trzeba skombinować motor i uważać, żeby gostek od ubrania mnie nie zauważył. Plusem było to, że wiele osób miało podobny strój. Jeden z kolesi siadł z motoru i podszedł na chwile do jakiś innych typów. Zaczęło się odliczanie: 3, 2... Nie mogłam czekać. Widocznie koleś nie startował w zawodach, podbiegłam tak szybko jak potrafiłam i usiadłam. Właściciel motoru zbliżał się i zaczął biec. Przekręciłam kluczyk i z całej siły nacisnęłam gaz. Dogoniłam zawodników 30 sekund po wystartowaniu. Szarpało mną i rzucało na wszystkie strony. Miałam kask na głowie, ale wiem, że nie uchroni mnie, jeśli się wywale. Jechałam bardzo szybko, a ze stresu jeszcze mocniej naciskałam gaz. Zaczęłam wyprzedzać wszystkich po kolei. Ze starchu łzy naciskały mi do oczu. Pierwszy raz w życiu jadę na motorze. Zakręt! K***a... Przechyliłam się przyglądając się innym. Udało się. Jadę dalej. Jeszcze kawełek i meta. Nie poddam się, jak narazie jestem czwarta. Idę "łeb w łeb" z trójką. Nagle ona skręciła, skręciłam za nią i dobrze, bo gdyby nie wjechałabym na dwójkę, która sama się wyeliminowała, ratownicy już jej pomagają, a ja dalej się nie poddam. Dałam w siebie wszystko. Nie ważne było czy przeżyję czy nie. Muszę to wygrać. Wyprzedziłam kolesia i teraz został tylko jeden. Jechaliśmy równo, aż on zatrzymał się. Nawet nie zauważyłam, że przekroczyliśmy metę. Jakoś zatrzymałam się i zgasiłam silnik. Na wielkim ekranie pokazali nasze ostatnie starcie. Nagle podeszły do mnie dwie kobiety, ubrane w skurzane, obcisłe spódnice i neonowe bluzki. Wręczyły mi kwiaty i jakiś medal. Tylko po co mi to? Usłyszałam krzyki i głos komentatora, którzy prosili o ściągnięcie kasku.
______________________________________________________________
Chce Was przeprosić. Rzadko coś dodaje wiem, ale nie mam ani weny, ani czasu..
Wiecie ciepło jest to chyba nikt nie chce siedzieć w domu, ale nie tylko w tym rzecz. No więc przepraszam.. Nie opuszczajcie mnie tylko..
Rozdział jest nudny.. Planuję akcje, ale znając mnie nie wyjdzie..
_________________________
Obiecałam więc :
Zapraszam na Jej bloga ----> *http://aga155.pinger.pl/*
-----
I BARDZO polecam tego ---> *http://gruzolandia2348900.pinger.pl/* Historia wydarzyła się naprawdę, cały czas są jakieś akcje, emocje.. Zajebiste, wpadajcie!
-----
A tutaj E-mail dziewczyny, która uczy się w kierunku psychologii. Jeśli chcecie piszcie do niej z problemami, np. sercowymi. Może pomoże Wam. ---> *Zwariowana_idiotka@wp.pl*
___________________________

No i żegnam Was.. Piszcie komentarze, bo to bardzo motywuję. Dziękuje i do następnego <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (36) ›
 

 

2.

*Piosenka*

__________________________________________________
Czekaliśmy przed pokojem dyrektorki, aż w końcu weszliśmy do środka. Pomieszczenie było małe. Białe ściany, ciemne meble, czarny dywan na podłodze, przy oknie biurko zawalone stertami papierów, a za nim szczupła kobieta - pani Ledwicka. Jest dyrektorką szkoły od 10 lat. Jej charakterystyczną rzeczą w wyglądzie jest pieprzyk nad ustami, przez który wygląda nieco strasznie. Ma krótkie włosy i dziwnie się ubiera.. No ale co kto lubi.
- Czekam na wyjaśnienia. - położyła mój rozwalony telefon na biurku, oparła się wygodnie, założyła nogę na nogę i zaczęła patrzeć raz na mnie, raz na Alana. - No mówcie. Co tam się stało? - naciskała.
- To wszystko jego wina! - zaczęłam.
- Co?! To ty mnie popchnęłaś! - zaprzeczył.
- Hahah.. jasne, kłam, kłam. - obrzuciłam go złowrogim spojrzeniem.
- Cisza! - krzyknęła dyrektorka. - Czyj to telefon?
- No mój. - odpowiedziałam. - Wypadł mi, a on go zabrał i zaczął uciekać. Potem rzucił go do Karola, ale on nie złapał i się rozwalił. - streściłam wszystko.
- Tak było? - spojrzała na Alana. Przytaknął głową, nie miał wyjścia. W końcu są jeszcze kamery, wszystko można sprawdzić. - W takim razie daje Ci tydzień na odkupienie komórki, a dzisiaj oboje sprzątacie szkołe po lekcjach.
- Ale przecież.. - chciałam to wyjaśnić.
- Skończyłam! Widzimy się o 15 w szatni, pani sprzątaczka da wam miotły. - ona wcale nie żartuje. Ale dlaczego ja.. Przecież nic nie zrobiłam. To jego wina. - Idźcie na lekcje.
Zamknęłam drzwi za sobą. Nie chciałam iść na lekcje, niestety musiałam. Miałam dość problemów na dziś. Alan nie mówił nic. Szedł, nawet nie miał do mnie pretensji. Dziwne.. Weszliśmy do klasy. W drzwiach staliśmy we dwójkę, a cała klasa oczywiście musiała to skomentować.. 'Co wy razem?!', 'Gdzie byliście?', 'Alan nie sądziłem, że zniżysz się do jej poziomu'.. byłoby tego więcej, ale przerwał im pan od historii. W oczach Alana widziałam złość, miał ochotę komuś przywalić.. Pan Gromadzki zaprosił nas pod tablice. To się źle skończy.
- Proszę wyciągnąć zeszyty.
Podałam mu swój, zaraz po wyjęciu z plecaka.
- Zapomniałem.. - powiedział chłopak stojący obok mnie. Facet nie odpowiedział na to. Usiadł na krześle i przeglądał mój zeszyt.
- Za bardzo byłaś zajęta kolegą - spojrzał na Alana - i nie zdążyłaś odrobić lekcji? - wszyscy wybuchnęli śmiechem. Mówili coś szeptem po między sobą. - Alan do ławki - wskazał pierwszą na przodzie. - A Ty moja droga wymień mi cztery skutki upadku powstania listopadowego. - stałam ze spuszczoną głową. Nie odpowiedziałam. - Siadaj. Jedynka.
Ucieszyłam się, nie z jedynki, tylko dlatego, że da mi spokój. Wzięłam zeszyt z biurka i poszłam do ostatniej ławki.
- Ej, ej.. Zaczekaj - odwróciłam się - Tu. - pokazał miejsce obok Alana, w pierwszej ławce. Gorzej być nie mogło.
- Ale..
- Tu! - podniósł głos.
Przewróciłam oczami. Podeszłam do ławki i ze złością rzuciłam plecak na ławkę, wyciągnęłam książki, a potem zwaliłam go na ziemię. Usiadłam na krześle. Niewidzę szkoły. Lekcja była nudna, a facet co chwile na nas patrzył. W końcu zadzwonił dzwonek.
- Jesteś pytany na następnej lekcji. - powiedział do Alana jak wszyscy wychodzili z klasy.
***
Wszystko jest do dupy. Przede mną jeszcze trzy lekcje. Mam dość. Poszłam pod salę 34, usiadłam na podłodze. Nie miałam telefonu, co znaczyło brak muzyki. Odebrali mi jedyne szczęście. Oparłam się o ścianę i pogrążyłam w myślach. Wieczorem zjazd motorów na rynku, chyba pójdę zobaczyć. Drzwi klasy otworzyły się, nawet nie usłyszałam dzwonka na lekcje. Weszłam do środka i zajęłam ostatnią ławkę, jak zwykle.
***
Dzień ciągnął się i ciągnął, aż w końcu zadzwonił ostatni dzwonek. Nie miałam zamiaru sprzątać tej pieprzonej szkoły. To i tak nie moja wina. Szłam korytarzem na drugim piętrze, zatrzymała mnie sprzątaczka. Kurwa!
- Chyba kara cię czeka. - powiedziała kobieta w fioletowym fartuchu, z miotłą w ręku.
- Musiała się pani pomylić. - próbowałam wybrnąć, jednak na marne. Woźna wyciągnęła z kieszeni małą karteczkę i odczytała dwa nazwiska:
- Sara Werta i Alan Ruwikowski, klasa III B, mieliście być pod salą 34, więc gdzie miałaś lekcje? - spytała, rozglądając się po numerkach na drzwiach.
- Sara to ja.. - przyznałam się. W sumie, mogłabym mieć większe problemy, to lepiej załatwić to teraz.
- A gdzie Twój kolega? - zapytała ponownie.
- To nie jest mój kolega. Mam go w dupie. - odparłam obojętnie.
- Ej! Szacunku! - podniosła głos i poszła w stronę klasy, w której przed chwilą mieliśmy lekcje. Nie poszłam za nią. Usiadłam na ławce, na korytarzu. Po chwili wyszła, a obok niej był Alan.
__________________________________________________

Witam.
Miałam straszny problem z dodaniem wpisu.. ;___;
Komentujcie, proszę.. to dla mnie wiele znaczy.
Zapraszajcie innych, nowych, ja też chętnie poczytam ich blogi.
*Jeśli macie jakieś pomysły proszę piszcie... Bo u mnie to trochę słabo z tym. Będę wdzięczna i postaram się jakoś to wynagrodzić.*
A jeszcze jedno.. dawać te piosenki czy może lepiej nie? Jak wolicie?

Wszystkie inne pytania tu: http://ask.fm/HipHopowa10

Dziękuje za wszystko <3
  • awatar Na Rapie Wychowana. ♥: Na prawdę, cudowny rozdział. Może pomyśl o pisaniu książki czy coś w tym stylu, na pewno odniesiesz jakiś sukces :) Jedyne do czego się przyczepie to do tego fragmentu "..Wieczorem zjazd motorów na rynku .." Motor jest na przykład w pralce, dlatego raczej się mówi motocykle, takie moje zdanie :3
  • awatar A'nasa ♥: Omomo *o*
  • awatar Emoska<3: Wbij do Mnie <33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (26) ›
 

 
*Wpis kierowany do Angeliki (andziaaa1566.pinger.pl) <3*

Zanim zaczniesz czytać włącz muzykę.. :

__________________________________________________

Piszę tutaj, bo na ask'u mało miejsca..

Zaczynasz dzisiaj Hot15, a więc najlepszego.
Spełnienia wszystkich marzeń, co do najmniejszego.
Żebyś zawsze zdrowa była i dziś dużo se wypiła.
Dużo weny też Ci życzę, teksty piszesz znakomite.
I spotkania z Eminemem, bo największe to marzenie.
Chłopaka idealnego oraz życia z nim długiego.
Przyjaciół prawdziwych, a nie jakiś kurw fałszywych.
Żebyś zawsze sobą była i sukcesy odnosiła.
Jeśli masz płakać, to tylko ze szczęścia,
rób wszystko tak, by innym opadła szczęka.
Żebyś nigdy się nie poddała i z życia korzystała.
I wszystkiego czego pragniesz.
Zajebista jesteś, skarbie.

NAJLEPSZEGO KOCHANA.. <3

Jakby co to wierszyk pisałam sama.. Wyszedł jak wyszedł. Przynajmniej szczery. xD

"graffiti" w moim wykonaniu for You ;**
 

 

1.

*Piosenka* :
_______________________________________________________
Obudził mnie trzask. Szybko wstałam i pobiegłam do kuchni. Czego mogłam się spodziewać, jak nie pijanej matki? Siedziała tylko i piła dniami i nocami. Była lepsza, niż ojciec, który się powiesił, nie myśląc o mnie - swojej córce. Nie wytrzymał z matką i zakończył wszystko, zostawiając nas w tym zapchlonym domu. Było to mieszkanie w kamiennicy dla bardzo ubogich ludzi. Nasz "dom" nie miał ogrzewania, a niektóre szyby były nawet wybite. Miał tylko cztery pokoje - kuchnię, łazienkę, moją sypialnię i salon, w którym spała mama. Nienawidziłam tego miejsca, jednak lepsze było jak dom dziecka.
Podeszłam do mamy. Podniosłam ją i posadziłam na kanapie w salonie. Nie kontaktowała w ogóle, więc szybko zasnęła. Odetchnęłam z ulgą, poprawiając włosy. Poszłam do łazienki, niesprzątanej od lat. Śmierdziało tam jak w kiblu na dworcu, albo nawet gorzej. Spojrzałam na siebie w rozbitym lustrze. Niebiesko oka, wychudzona brunetka, nie mająca przyjaciół ani rodziny. Kiedy babcia zmarła, dwa lata temu, zostałam sama, co prawda mam jeszcze matkę.. Ale nie mogę na nią liczyć. Nie miałam już nikogo, kto wierzył we mnie i był blisko kiedy tego potrzebowałam. Przyjaciółka babci - Kasia, obiecała jej, że nigdy nie zostawi mnie, wiedziała jak dużo znaczyłam dla babci, znała moją sytuację. Mieszkała daleko. Starała się robić wszystko, żeby było dobrze, chociaż miała jeszcze swoje dzieci, wnuków. Pomagała nam finansowo, płaciła za czynsz i inne opłaty, oraz miesięcznie wysyłała nam 400 złotych na jedzenie. Dawała wszystko co mogła, żebyśmy miały trochę lepiej. Matka oczywiście całą kasę przeznaczała na wódkę, stąd moja szczupła figura. Oparłam się o umywalkę, patrząc na siebie. Po policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy, przetarłam je rękawem. "Weź się w garść" - powiedziałam w myślach, po czym przemyłam twarz zimną wodą. Wiedziałam, że muszę być silna i wyjść z tego gówna. Rozczesałam długie włosy i udałam się do kuchni w celu zjedzenia śniadania. Otworzyłam małą lodówkę w której nie było nic.. Przewróciłam oczami. Zarzuciłam plecak na ramię. Zrezygnowana, mocno trzaskając drzwiami wyszłam z domu. Założyłam słuchawki, które kiedyś dostałam na urodziny od taty, puściłam jedną z ulubionych kawałków Eminema - When I'm Gone. Zawsze podnosił mnie na duchu. Schowałam głowę w kapturze czarnej bluzy, nie myśląc o niczym poszłam do szkoły. Gdy weszłam do środka, zaczęło się..
- Ej ludzie! Nasza top model przyszła. - Krzyknęła jedna z dziewczyn. W koło mnie pojawił się nieduży tłum ludzi.. Napadali na mnie swoimi głupimi dissami.. Miałam ich dość! Przepchnęłam się przez nich i poszłam do mojej szafki. Chcąc wyciągnąć kluczyk z najmniejszej kieszeni mojego plecaka, niechcący wypadła mi komórka. Przede mną pojawił się Alan, popularny chłopak ze szkoły, wysportowany i nie powiem, że był przystojny, chociaż charakter miał do dupy. Nienawidziłam Go. Podniósł mój telefon i zaczął uciekać. Nie czekając ani chwili rzuciłam plecak na ziemię, biegnąc za nim.
- Zobaczymy co nasza Sara słucha.. - Uciekał, bawiąc się moim telefonem. - Eminem, Eminem, Eminem.. Boże! - Parsknął śmiechem, patrząc na mnie. Wkoło nas zgromadził się niezły tłum osób. Dlaczego mnie to spotkało? Czemu teraz nie może wyjść ktoś i stanąć w mojej obronie? Kurwa. Nie dam mu się tak łatwo. Rzuciłam się w Jego stronę. Szarpałam Go za bluzę, ale dalej nie mogłam odebrać komórki. - Eminem.. Cały telefon wypchany tym śmieciem. - Mam tego dość!
- Kurwa, oddaj to! - Krzyknęłam, z naiwnością że to zrobi. Złapał rękaw jego bluzy, byłam tak blisko, żeby odebrać telefon.
- Karol! Łap! - Rzucił nim w stronę kumpla. Łajza oczywiście nie złapał, a telefon rozwalił się na kawałki. Czułam przypływ złości, a w chwili obecnej największym moim celem było urwanie łba Alanowi. Zapłaci za to. Podbiegłam do niego. Zaczęłam szarpać i okładać go pięściami. Oddał mi. Co za dupek. Widać, że nie ma szacunku do kobiet i to w dodatku ze swojej winy. Nie wytrzymałam, coś we mnie pękło. Mocno zacisnęłam prawą pięść, była coraz bliżej jego oka, aż w końcu walnęłam go. Wszyscy w około zrobili sensację, a przed nami pojawiła się pani Fronczewska. Uczyła mnie polskiego. Rozdzieliła nas, a potem skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
- Sara, Alan, do dyrektorki. - powiedziała stanowczo.
Przewróciłam oczami, wstając z podłogi. Teraz kolejne problemy przez tego dupka. Ja pierdole.
__________________________________________________

*Opinię zostawiam Wam.*

Expirion † przepraszam, za pomówienie się po pomyśle z piosenkami.. Mam nadzieję że się nie obrazisz..

+ Zmieniłam trochę wygląd bloga.. Podoba się?
  • awatar Never stop dreaming < 3: Jeżeli ma być szczerze to będzie... Fajnie, że znalazłaś taką pasję. Takie pisanie jest mega zajęciem w wolnym czasie :) Jeśli Cię to kręci to rób to dalej :D Dla mnie za dużo niepotrzebnych informacji o tym, co robi Sara, a za mało o uczuciach, opisów przeżyć i w ogóle. Ale całość raczej na plus. Powodzenia :)
  • awatar faith, hope, love: niesamowity blog;)
  • awatar Take me to my dreams ... ♥: Boże... jakie to cudne *-* Ja chcę więcej :) Fakt... smutne, ale chcę więcej! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (35) ›
 

 
- No proszę, proszę. - zza drzewa pojawił się Konrad. W głowie miałam mętlik. - Możemy dołączyć? - przed oczami pojawiła mi się przyjaciółka. Nie rozumiałam o co chodzi. Stałam jak wryta. Wszystkie oczy skierowane były na mnie.
- To że Wy.. ? - spojrzałam na Kona i Natę. To nie możliwe. - Jesteście ze sobą...? - z trudem przełknęłam ślinę.
- Nie. - Wybuchnęli śmiechem.
- To o co chodzi? Dlaczego Ty - rzuciłam wzrok na Konrada - jesteś z Nataszą? Tutaj? W nocy? - Myślałam na głos. Śmiali się dalej, nie reagując na to co do niech mówię. - Konrad! - zwróciłam mu uwagę.
- To ja zorganizowałem tą kolację, to wszystko. - Zaczął Konrad. - Chciałem Cię przeprosić. Byłem zazdrosny i walczyłem o Ciebie, bo Cię kocham. Dowiedziałem się, że jesteś z Kubą i chciałem wynagrodzić Ci wszystko, najbardziej ten dzisiejszy pocałunek.. - Kuba o dziwo stał przy mnie, nic nie mówiąc. - Daria chcę Twojego szczęścia, a jeśli On - podkreślił obecność mojego chłopaka - Ci je daje to nie będę Waszą przeszkodą. Proszę Cię zostańmy przyjaciółmi.. - odebrało mi oddech. Ta cała romantyczna kolacja to jest sprawka Konrada. Wiedziałam, że Kuba nie byłby do tego zdolny. Dla niego randka to granie na konsoli, ale takiego Go kocham. To jest mój Kuba z którym jestem szczęśliwa. Podeszłam tylko do Konrada i czule Go przytuliłam. Zrozumiał mnie.
- Dobrze. Jesteśmy przyjaciółmi. - Uśmiechnęłam się.
- Natasza pomogła w przygotowaniu. - Pochwalił ją, a ja podziękowałam jej uściskiem.
- Zostawimy Was samych. - Nie zaprzeczałam, bo w końcu to kolacja dla nas. Odeszli. Usiedliśmy na krzesłach i zaczęliśmy jeść podane danie. Kiedy wszystko prawie że zostało wyczyszczone ze stołu położyliśmy się na trawie wpatrując w gwiazdy.
- Kocham Cię. - Wyznałam.
- Ja Ciebie też.
__________________________________________________

Boże... Jestem zawiedziona na maksa.. Okropnie to zakończyłam, ale chciałam jak najszybciej pozbyć się tego opowiadania. Było długie, nudne i bez sensu.. Przepraszam ;<
Chcę zacząć nowe, mam nadzieję, że będzie lepsze.
Nie mogę tego zakończenia, jak dla mnie zbyt pięknie.. "Happy End".. jak w każdym opowiadaniu.. wybaczcie. Przepraszam Was BARDZO.

Zrobię wszystko żeby na tym blogu ---> amen.pinger.pl/ w tym tygodniu pojawił się rozdział, ale nic nie obiecuję.

Tak przy okazji. Dziękuje że czytaliście to.. <3

Mam do Was jeszcze jedną prośbę.
*Jeżeli czytałaś/eś to opowiadanie zostaw komentarz pod tym rozdziałem, nie wiem jaki, chociażby napisz kropkę <.> Chciałabym wiedzieć ile osób to przeczytało.*

Dzięki za wszystko.

*Dodaję to po raz drugi, bo chyba niektórym się nie wyświetliło.. ;o*

Komentarze z poprzedniego wpisu.. :
"Opowiadanie było świetne, szkoda że już koniec, czytałam od samego początku a co do rozdziału to mi sie tam podoba <3" ~ było minęło i już nigdy nie wróci
"boskie czytałam do końca,nie taki zły koniec <3" ~ ....xoxo<3
"A mi się tam podoba,rzeczywiście końcówka trochę dziwna,bo tak..sztywno Kuba nic nie mówił,ale doskonale cię rozumiem,sama beznadziejnie napisałam moje zakończenie (na wyrost mam je ^.^) ale ogółem całe opowiadanie podsumuwując uznaje ze świetne,po prostu boskie. <3 czekam na kolejne. " ~ Expirion †
  • awatar My wonderland :3: Czytałam od początku do końca <3 Ja również piszę i zapraszam na mojego bloga:yuffie.pinger.pl Będzie mi miło jeżeli na onu tych blogach pozostawisz po sobie jakiś ślad :3
  • awatar After all, I miss you.: świetne . :) zapraszam do siebie . :)
  • awatar Pyśśka.: świetny blog , zapraszam do siebie - skomentuj mój najnowszy post proszę .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
- Co? - Spytał cicho.
- Dzisiaj jak czytałam książkę przyszedł do mnie ... - przerwał mi telefon Kuby.
- Przepraszam, to ważne. - Wcisnął zieloną słuchawkę i oddalił się, jakby chciał żebym nie słyszała Jego rozmowy.
Wpatrywałam się w wodę. Myśli mnożyły się (i znów napiszę bez skojarzeń), ale nie mogłam ich zatrzymać. Może nie chciałam?
Mój chłopak wrócił, liczyłam, że powie z kim rozmawiał.
- Wstawaj. - Wyciągnął do mnie rękę.
- Po co? - Z jego pomocą podniosłam tyłek. Nie odpowiedział. Kazał mi odwrócić się tyłem. Zrobiłam tak, cały czas dopytując o co chodzi. Prawie się przewróciłam, ale złapał mnie. Po co mam tak iść? Czemu nie mogę normalnie? Gdzie idziemy? Wszystko było dziwne. Zaufam Kubie i przestałam Go męczyć. Jestem przy nim, nie stanie mi się nic złego.
- Powoli idź do tyłu, nie odwracaj się. - Złapał mnie za ręce, pomagając. Czułam jak tyłem nóg walnęłam o coś. Zabolało i upadłam. Kuba stał nade mną. - Uważaj.
- Jak miałam uważać? Nie mam oczu z tyłu głowy! - próbowałam wstać i normalnie iść jak człowiek, ale złapał mnie za twarz i przybliżył do swojej.
- Nie możesz się odwrócić. - Zabraniał, tylko o co mu do cholery chodzi?! - Usiądź.
Zorientowałam się, że jesteśmy w małej, drewnianej łódce. Trochę się przestraszyłam. Odczepił sznurek. Odepchnął łódź. I wskoczył do środka. Zajął miejsce na przeciwko mnie.
- Mogę wiedzieć, co robimy? Gdzie płyniemy? - Zaczęłam spokojnie rozmowę.
- Dowiesz się, za chwilkę. - Odparł, wiosłując.
No i na tym koniec rozmowy. Nie miałam pojęcia co takiego się dzieje. Zamknęłam się i czekałam. Odpychał wodę, a jedynym dźwiękiem była właśnie ona. Obijała mi się o uszy, ale uspokajała. W końcu dobiliśmy do brzegu. Nadal nie wolno mi się odwrócić. Przywiązał łódkę do jakiegoś kija i zaczął mnie prowadzić. Był środek nocy, księżyc świecił, a moje serce waliło mocno.
- Jesteśmy. - Obrzuciłam Go spojrzeniem i obróciłam się. Przede mną ukazało się drzewo, pięknie oświetlone lampkami. Stał pod nim jeden drewniany stół, okryty białym obrusem, a którym stały różne przekąski, wino i świeczki. Byłam zaskoczona. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie spodziewałam się tego. Rzuciłam się Kubie na szyję i namiętnie pocałowałam w usta. Wziął mnie na ręce. Podszedł do stolika, odsunął jedno z krzeseł i posadził mnie na nim. On usiadł naprzeciwko. Jego oczy tak pięknie błyszczały się od tych światełek i świeczek. Byłam w szoku i nie mogłam wypowiedzieć żadnego słowa. Siedziałam z otwartą buzią, a Kuba tylko się uśmiechał. Rozglądałam się, aż w końcu ocknęłam i wróciłam do rzeczywistości.
- Boże, jakie piękne.. - wyszeptałam, a chłopak zaśmiał się.
Otworzył wino i nalał w dwie lampki. Zapowiadało się bardzo romantycznie, nie sądziłam, że On taki jest.
- No proszę, proszę. - zza drzewa pojawił się...
__________________________________________________

Ja pierdole.. Koszmar. Nie długo kończę to opowiadanie i albo zrobię sobie przerwę od pisania, albo zacznę nowe.
Wszystko się jebie, ale to tylko dlatego, że staram się i wiem że wyjdzie mi to na dobre.
Chujowy rozdział, ale cóż.. muszę coś dodać.
Do następnego.
  • awatar ` Droga Życia ♫: Zajebisty jak wszystkie! Też mi się wszystko jebie, nw czy się zgadza ostatni rozdział z resztą. Może to juz tak jest, jak się pisze xD Czekam na next :)
  • awatar Asia.<3: Meega. *__* + Skomentujesz mój najnowszy wpis ? Odwdzięczę się . ♥
  • awatar Gość: Mylisz się, rozdział jest cudny zresztą jak zawsze. Prosze nie kończ go jeszcze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Kochani przepraszam że nie ma rozdziału, ale dałam rady.. Ostatnie dni są trudne.. ;/
*Chcę żebyście byli szczęśliwi, spełnili swoje marzenia, te małe i te wielkie. Życzę Wam dużo zdrowia, miłości, przyjaźni, wsparcia. Żebyście spotkali swoich idoli i zawsze byli szczęśliwi. No i mokrzy w poniedziałek. Kocham Was. Wesołych Świąt! <3 / Paula.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Założyłam szare rurki, niebieską bokserkę, czarny sweterek i wybrałam odpowiednią biżuterię. Delikatnie podkreśliłam oczy kredką i pomalowałam rzęsy. "Jest okej" - oceniłam się w myślach. Wróciłam do swojego pokoju, Konrad z Natanem czekali na mnie. Udawałam, że tamto wydarzenie nie miało miejsca, Konrad też jakoś do tego nie wracał i nie pytał czemu Go odtrąciłam.
- Taksówka już czeka. - Powiedział Nat i zeszliśmy na dół.
*Pół godziny później*
Samochód zatrzymał się przed budynkiem. Nie było to kino, tylko nowy klub otwarty w Detroit.
- Co tu robimy? - spytałam, wysiadając z auta.
- Nie gadaj, tylko chodź. - popchnęli mnie w stronę wejścia.
Odłożyliśmy kurtki w szatni i usiedliśmy przy barze. Natan od razu zaczął flirtować z jakąś dziewczyną. "Jemu też należy się miłość" - pomyślałam.
- Zatańczysz? - Konrad wyrwał mnie z zamyślenia.
- Ee... Tak. - zgodziłam się, odrywając wzrok od brata i tamtej dziewczyny.
Weszliśmy na parkiet i zaczęliśmy tańczyć, na co nie miałam trochę ochoty. Wymyśliłam wymówkę i wyszłam do łazienki. Chciałam zadzwonić po Nataszę, w końcu dawno byłam z nią na jakiejś imprezie. Odblokowałam telefon. Trzy nieodebrane połączenia od Kuby. Ciekawe czego chciał. Potajemnie wyszłam z klubu i oddzwoniłam do mojego chłopaka. Odebrał po trzech sygnałach.
- Hej, dzwoniłeś? - rozpoczęłam rozmowę.
- Tak.
- Po co?
- Chciałem Cię usłyszeć.
- Jesteś w sierocińcu? - oparłam się o ścianę.
- Nie, nie wrócę tam. Wyjdziesz na boisko?
- Jest 23.. i nie ma mnie w domu. - Odparłam smutna, wiedziałam, że mu zależy. Chciałam Go przytulić.
- A gdzie?
- Brat wyciągną mnie na imprezę, a teraz kręci z jakąś laską.
- W "Underground" ? - oddaliłam się od drzwi, żeby zobaczyć nazwę.
- Tak. - potwierdziłam i jednocześnie zdziwiłam się skąd to wie. - Ale... - poczułam dotyk na lewym ramieniu, podskoczyłam z przerażenia. Spojrzałam na daną osobę. To Kuba.
- Hej. - Złapał mnie w tali, okręcając do o koła i czule całując w usta.
- Co tu robisz? - Spojrzałam w jego oczy.
- A nic. Idziemy na spacer?
- Okej, ale powiem bratu, że idę.. - chciałam coś dopowiedzieć, ale przerwał mi.
- Po co? Daj mu trochę swobody, pewnie jest nawalony. - nalegał.
- Muszę. - powiedziałam. - Zaczekaj chwilę. - weszłam do środka.
Zaczęłam szukać Natana, ale nigdzie Go nie było. Przypadkowo natknęłam się na Konrada.
- Chodź kochanie. - Zaczął mnie obmacywać i próbował całować. Odepchnęłam Go i dalej szukałam brata. W końcu znalazłam. Nie był tak pijany jak Konrad i chyba jeszcze kontaktował.
- Idę na spacer, sama wrócę do domu, albo przenocuję u Nataszy.. - próbowałam wyjaśnić mu to tak, żeby do niego dotarło.
- Spoko. - wzruszyłam ramionami i wybiegłam na dwór. - To jak idziemy? - spojrzałam na Kubę, pokiwał głową na "tak" uśmiechając się. Chwycił mnie za rękę. Spacer ciągną się długo. Nie rozmawialiśmy wiele. Kuba zaprowadził mnie nad jakąś rzekę.. Może nie było tam jakoś pięknie, ale mogliśmy szczerze pogadać. Usiedliśmy na trawie.
Zawiał chłodny wiatr, a ciarki przeleciały (bez skojarzeń) po mojej skórze. Kuba zdjął swoją koszulę i założył mi ją. Przytuliłam się do niego.
- Muszę Ci coś powiedzieć.. - mój wzrok sięgał daleko, a słowa były ciche, wahałam się, ale powinnam być szczera.
__________________________________________________

BOŻE... Chujowy jak nie wiem.. -,-
Ta depresja, wszystko mnie dobija. Bieber w Łodzi a ja w domu ;___; Ja też chce na Jego koncert.. Dwa dni płaczu i zazdrość do OLLG którą wziął na scene.. grr... dobra już Was nie zanudzam.
Możecie hejtować, bo rozdział beznadziejny.. -,-
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Około 19 byliśmy już w Detroit. Wszystkie te brudne, ślepe uliczki, na które patrzyłam przez okno policyjnego radiowozu w pewien sposób odpychały mnie od tego miejsca. Hiszpania była o wiele piękniejsza. Spojrzałam na Kubę. Był smutny i zmartwiony. Wiem, że nie chciał tutaj wracać. Dotknęłam Jego ręki i uśmiechnęłam się. Odwzajemnił to lecz niechętnie. Samochód podjechał pod mój dom. Jeden z policjantów otworzył tylne drzwi i kazał mi wysiąść. Nic nie mówiąc wyszłam z auta. Doszliśmy do drzwi. Bałam się reakcji rodziców. Przed oczami miałam dwie opcje, albo wpadną w furię i zaczną krzyczeć, że uciekłam, albo rzucą się na mnie przytulając i ciesząc się, że wróciłam. Nie wiem czego się po nich spodziewać. Gliniarz rozkazał mi wejść do środka. Tak też zrobiłam. Weszłam prosto do salonu, gdzie siedziała tylko mama i Natasza. Przyjaciółka rzuciła mi się na szyję ze łzami w oczach. Ja też się popłakałam. Cieszyłam się, że ją mam. Mocno wtulałam się w nią, czułam bicie jej serca. Wtulone w siebie stałyśmy około 5 minut. Mama rozmawiała z policjantem, podziękowała mu i wyszedł. Natasza oderwała się ode mnie. Obie otarłyśmy rękawami łzy i znów się przytuliłyśmy, ale krócej.
- Może lepiej będzie jak Natasza pójdzie do domu. Musimy poważnie porozmawiać. - Taa.. i teraz czeka mnie dwugodzinne kazanie. Ona nawet nie ucieszyła się, że wróciłam. Nic. Zero uczuć!
- Natasza nigdzie nie idzie! - zaprotestowałam.
- Natasza, proszę wyjdź. - matka zwróciła się do niej. Czułam, że zaraz wybuchnę! Jak ona może?! Dziewczyna skierowała się ku drzwiom. Pociągnęłam ją za rękę, ale ta wredna suka podeszła do mojej przyjaciółki i wyprowadziła ją na zewnątrz! Nienawidzę jej! Kurwa no! Wróciła do salonu i kazała mi usiąść.
- Co Ty odwalasz?! - krzyknęłam na nią. - Jak możesz ją wyganiać?! Już całkiem Cie po..gieło?! - nie chciałam przeklinać, ale byłam strasznie zła.
- Musimy porozmawiać. - lekceważąc moje pytania, powiedziała spokojnie.
- Nie mam zamiaru z Tobą rozmawiać! Nie przejmujesz się mną w ogóle. Nie wiesz gdzie byłam, ani z kim. Nie wiesz, dlaczego. A teraz będziesz na mnie krzyczeć, że jestem niewychowaną gówniarą i narobiłam Ci wstydu przed znajomymi. Jesteś tępą suką. Nienawidzę Cie, rozumiesz?! Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego! - wygarnęłam jej wszystko, może trochę za mocno. Widziałam łzy na jej policzkach. Należało jej się. Pobiegłam do pokoju i mocno trzasnęłam drzwiami. Usłyszałam tylko "Masz szlaban". Rzuciłam się na łóżko. Lepiej było tam zostać i nigdy nie wracać! Płakałam, aż zanurzyłam się w lepszym świecie - śnie. Spacer po łąkach z kimś.. nie wiem kto to był, wydaje mi się, że jakiś chłopak. Szliśmy powoli patrząc w niebo, żartując. Pamiętam jeszcze, że trzymaliśmy się za ręce. Chłopak wziął mnie na ręce i ob kręcił wkoło siebie. Nie wiem z czego się tak cieszyliśmy. Zaprowadził mnie gdzieś... ale Natan wszystko przerwał. Otworzyłam oczy i nic nie mówiąc mocno Go przytuliłam.
- Martwiłem się o Ciebie. - wyszeptał. - Matka wpadła w niezłą furię jak zobaczyła, że Cię nie ma. - dodał.
Opowiedziałam mu wszystko, oprócz tego z kim uciekłam i gdzie. Nie musi tego wiedzieć.
- To co może kino? O 22 leci fajny film. - zaproponował, uśmiechając się.
- Kocham Cie, braciszku. - przytuliłam go. To miało oznaczać, że się zgadzam.
- Konrad pójdzie z nami dobrze? - zapytał. Nie miałam nic przeciwko, więc przytaknęłam głową. Nat wyszedł z pokoju i poszedł do siebie. Włączyłam laptopa i zaczęłam logować się na facebooka. Parę powiadomień, to co zwykle. Wyłączyłam lapka. Podeszłam do lustra i spojrzałam na siebie. Ubrana byłam w krótkie spodenki i T-shirt. Nie chciało mi się szukać innych ubrań, więc wzięłam się do czytania jakiejś książki. Będąc na 34 stronie, ktoś zapukał do mojego pokoju.
- Proszę. - powiedziałam.
- Hej mała. - do środka wszedł Konrad, jak zwykle uśmiechnął się na mój widok. Zerwałam się z łóżka i przytuliłam Go. - Nat powiedział, żebym poczekał u Ciebie, bo musi skoczyć na chwile do Rafiego. Przyjmujesz propozycje? - spytał.
- A mam inne wyjście? - zaśmiałam się.
- Chyba nie. - uśmiechnął się i usiadł na łóżku. - Wyładniałaś. - Po chwili milczenia strzelił sucharem.
- Haha..nie, no ale dzięki. - podziękowałam.
- Czemu wyjechałaś i gdzie? - spojrzał na mnie dość poważnie. Chyba pierwszy raz od jakiegoś czasu widziałam taką powagę na jego twarzy. Żadnych żartów? Dziwne.
- Wyjechałam, bo nie radziłam sobie w szkole, nie mogłam znieść tych wszystkich ocen, uwag i wszystkiego. - skłamałam. - A gdzie? To do koleżanki w Londynie. - Nie powiem mu przecież prawdy, nie musi jej znać.
- Kłamiesz. - odparł stanowczo. - Byłaś z nim? - popatrzył mi głęboko w oczy.
- Z kim? - udałam, że nie wiem o kogo chodzi.
- Z Kubą. Nie było Go w szkole, to łatwo się domyślić.
- A jeśli z nim byłam to...?
- Nie, nic. - spuścił wzrok. Wiedziałam, że mu przykro, ale co mogłam poradzić?
Podeszłam do szafy i zaczęłam szukać jakiś ciuchów na wieczór. Konrad nie odzywał się, przez co czułam się niekomfortowo. Stojąc tyłem wyczuwałam na sobie Jego wzrok. Odwróciłam się chcąc przerwać niezręczną ciszę. Stał za mną, był tak blisko, że czułam Jego zapach. Podszedł bliżej i objął mnie w tali. Nie odepchnęłam Go, nie potrafiłam. Przybliżył się jeszcze bardziej, tak pięknie pachniał. Zaczął całować mnie, a ja mu na to pozwoliłam. Po niedługim czasie odwzajemniłam ten długi pocałunek. Był cudowny. Ocknęłam się i natychmiast oderwałam się od kolegi. Przecież jestem z Kubą. Nie mogę Go zdradzać.
- O co chodzi? - zapytał Konrad, patrząc na moją minę.
- O nic. - odparłam. - Idę się przebrać. - wzięłam ubranie i wyszłam do łazienki.
__________________________________________________

Po 11 dniowym oczekiwaniu macie rozdział, jeśli wgl ktoś na niego czekał. Dwa dni próbowałam go dodać i udało się.. Jakiś problem wyskakiwał.
Zaraz będzie 5.000 wejść za co Wam strasznie dziękuje. ;***
Pytajcie.. ---> http://ask.fm/HipHopowa10
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
*Mamy już prolog!*
*Zapraszam skarby ---> http://amen.pinger.pl/*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
No, a więc moja niespodzianka którą Wam obiecałam. Dużo osób mówi, że rzadko coś dodaję.. Więc założyłam z Magdą (http://chalk-outline.pinger.pl/) drugi blog. Już kiedyś pisałyśmy razem może ktoś pamięta (http://paula19011999.pinger.pl/, teraz na tym blogu są opisy, które ja dodaje, bo Madzia jest zbyt leniwa ) Dobra przejdźmy do rzeczy. Na naszym nowym blogu pojawi się opowiadanie, a z resztą więcej dowiecie się tutaj ----> *http://amen.pinger.pl/*
*ZAPRASZAM* ♥
 

 
Przeszliśmy się po plaży i wróciliśmy do domu. Przebrałam się w swoją koszulkę, założyłam spodnie i zapinałam koszulę, gdy Kuba mnie zawołał. Szybko wbiegłam do pokoju.
- Patrz. - pokazał na telewizor. Na ekranie zobaczyłam Natasze! Była w okropnym stanie i cała we łzach.
"Ludzie błagam, znajdźcie ją, albo jakoś pomóżcie! - płakała. - Zrobię wszystko, żeby ją odzyskać, a jak coś jej się stało, nigdy tego sobie nie wybaczę. Daria jeśli to oglądasz proszę wróć do Detroit. Proszę! - płakała, a ja patrzyłam zdziwiona, bo nie widziałam jej jeszcze w takim stanie. - Osoby które widziały tą dziewczynę - facet z ekranu przejął mikrofon zwracając uwagę na zdjęcie po lewej stronie w rogu ekranu mówił - proszone są o pilny kontakt. Poszukiwania trwają." - przerażona spojrzałam na mojego chłopaka, w Jego oczach widziałam obojętność. W wiadomościach zaczęli nawijać coś o polityce więc wyłączyłam telewizor. Miałam mieszane uczucia. Dobrze było mi zostać tu tylko z Kubą i mieć wspaniałe życie, ale z drugiej strony tęskniłam za Natą, bratem, Konradem, Polą, tatą, a nawet mamą. Muszę tam wrócić..
- Co teraz zrobimy? - spojrzałam na Kubę. - Szukają nas.
- Nie Daria, to Ciebie szukają. - powiedział.
- Musimy tam wrócić. - kontynuowałam nie komentując Jego uwagi.
- Ja się stąd nie ruszam. - powiedział stanowczo.
- Jak to? - spuściłam wzrok.
- Ja nie mam rodziny, jestem zwykłym śmieciem. Ale Ty wróć do Detroit, tam masz rodzinę, przyjaciół, a chłopaka znajdziesz sobie lepszego. - powiedział.
- Ty jesteś najlepszy i nie chcę Cie zamienić na żadnego innego, rozumiesz? Kuba ja Cie kocham! - mówiłam.
- To czemu chcesz wrócić? - popatrzył głęboko w moje oczy.
- Bo ich też kocham. - odpowiedziałam.
- Widzisz.. ja mam tylko Ciebie, a jeśli zostaniesz tu ze mną to będę najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Tylko Ty jesteś mi do szczęścia potrzeba. - wyznał.
- Kuba ja nie mogę tak. Musze wrócić. Błagam wróć ze mną. - złapałam Go za rękę.
- Nie mam zamiaru mieszkać w Domu Dziecka. - odparł.
- A Bryan?
- Jego rodzice mnie nienawidzą.
- Kurwa.. Czemu to jest takie trudne?! - myślałam na głos. - Wie... - przerwało mi pukanie do drzwi. Wzrok przeniosłam na Kubę, a on na mnie. Serce waliło jak pojebane. Przecież nikt nas tu nie zna.. kto to może być? Chłopak wstał i poszedł w stronę drzwi, stanęłam obok niego, a on powoli nacisnął klamkę na dół i pociągnął drzwi do siebie. Przed nami stał gostek w głupiej czapce ubrany na czarno. Przy sobie miał jakieś pistolety i inne bronie.
- Policja. - pochwalił się odznaką. - Daria Dębińska i Kuba Nikiel? - zatkało mnie. Skąd wiedzą gdzie jesteśmy? Kuba odruchowo pchnął drzwi, żeby je zamknąć, ale gliniarz walną w nie nogą i nie udało mu się.
- Kolego uspokój się! - przycisnął Kubę do ściany i trzymał Go, żeby nie uciekł. - Spakuj swoje rzeczy i kolegi też. Wracacie do domu. - powiedział stanowczo. Wykonałam Jego rozkaz i schowałam co moje do walizki, nie układając, tylko powrzucałam jak leci. Kubie tak samo.
Dwadzieścia minut później byliśmy już w radiowozie policyjnym. Pojechaliśmy na lotnisko gdzie punktualnie zdążyliśmy na samolot. Zajęliśmy miejsca i wystartowaliśmy z Hiszpanii. Siedziałam przy oknie i co chwilę oglądałam chmury, przez małe okienko. Kuba był zły, i wiedziałam, że nie chce z nikim rozmawiać, ale po mimo wszystko spróbowałam..
- Tak będzie lepiej. - próbowałam się uśmiechnąć.
- Nic nie będzie lepiej! - powiedział oburzony. Ryzykując dałam mu całusa w policzek. Bałam się że mnie odepchnie, ale on obdarzył mnie słodkim uśmiechem.
- A to za co? - zapytał.
- Na pocieszenie. - uśmiechnął się, a ja znów Go pocałowałam.
- A ten?
- Za uśmiech. - zaśmiałam się. Spojrzał prosto w moje oczy i zbliżył swoje usta do moich. Zaczął mnie namiętnie całować, co bardzo mi się podobało. Długo mnie całował, ale nie miałam nic przeciwko.
- A ten za tamte dwa. - uśmiechnął się i złapał mnie za rękę.
__________________________________________________

Rozdział z dedykacją dla: było , minęło , nie wróci . (kaczorka500121.pinger.pl) ;*
Mam dla Was małą niespodziankę, ale później się o niej dowiecie
Wszystkim dziewczynom najlepszego! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
- Zbieraj się mała, za pół godziny wychodzimy. - powiedział i poszedł do łazienki.
Weszłam do sypialni i zaczęłam ściągać ubranie, będąc już w samej bieliźnie Kuba wszedł do pokoju. Spojrzałam na niego, a on poruszał brwiami i szyderczo się uśmiechnął.
- No co się tak gapisz?! Wynocha! - rzuciłam w niego poduszką.
- Ej maluśka chodź ze mną do łóżka. - zaśmiał się. Spojrzałam na niego złym spojrzeniem. Czułam się skrępowana, wyszedł i zamknął drzwi.
Ubrałam się w nowe ciuchy, a później poszłam do łazienki zrobiłam makijaż i czesałam włosy.
- Ile można siedzieć w łazience? Chodź już. - wkurzał się chłopak.
- Sekundę. - psyknęłam dwa razy perfumami Avril Lavigne i otworzyłam drzwi. Kuba gotowy czekał przy drzwiach.
- Ślicznie wyglądasz. - powiedział cicho, przyglądając mi się.
- Dzięki.
Zamknęliśmy "nasz" mały domek i poszliśmy w stronę klubu. Na dworze było już ciemno. Zeszliśmy w dół do piwnicy, w środku było pełno ludzi, pijani, naćpani, radośni. Muzyka grała głośno, a kolorowe światła raziły po oczach. 'Kiedy ja byłam na jakiejś zabawie' - pomyślałam. Zostawiliśmy bluzy na wieszakach, usiedliśmy przy barze i kupiliśmy sobie drinki. Facet nawet nie pytał nas o wiek, z resztą sam był jakiś najebany.
- Chodź. - chłopak wstał i podał mi rękę. Weszliśmy w tłum ludzi. DJ zapodał nutę i wszyscy zaczęli tańczyć. Zajebiście się bawiłam, ale po 15 minutach wróciłam do stolika i poprosiłam o kolejnego drinka. Gdy wypiłam ostatni łyk zaczęłam szukać Kuby. Nigdzie go nie było. Kurwa, w głowie kręciło mi się jak nigdy, a w klubie było dużo ludzi.. Przeszukałam wszystkie łazienki i zakątki klubu. Wychodząc na dwór ktoś złapał mnie za rękę i przycisnął do ściany przytulając. Nie wiedziałam kto to, więc zaczęłam się wydzierać z objęć.
- Mała spokojnie. - znajomy głos.
- Kuba? - spytałam cicho.
- Dasz buziaka to Ci powiem. - dodał.
- Możemy wracać do domu? - zapytałam.
- Za to należy się coś więcej. - był tak pijany, że nie wiedziałam czy zdołam doprowadzić Go do domu. Nie wiem nawet czy trafię.
- Chodź. - pociągnęłam Go za rękę.
***
Obudziłam się w domu. W większej z sypialni. Obok leżał Kuba, odkryłam kołdrę i zorientowałam się, że jestem goła! Obok łóżka znalazłam swoje majtki, ale koszulki niestety nie, więc założyłam T-shirt mojego chłopaka i wyszłam z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi. Usiadłam przy stole próbując przypomnieć sobie wczorajszy wieczór, imprezę, a także dalsze zdarzenia. Pusto, film się urwał i nic nie pamiętam. Zatopiłam palce w moich blond włosach myśląc jedno wielkie "Kurwa". Głowa bolała mnie, strasznie. Z zamyśleń wyrwał mnie Kuba, który właśnie wstał. Miał na sobie tylko bokserki, a po Jego minie można od razu zauważyć, że nieźle się bawił. Włosy miał nieogarnięte jakby nie spał cały tydzień. Ja nie wyglądałam lepiej. Oparł się o blat kuchenny i złapał za głowę.
- Jest coś do picia? - przetarł rękami twarz. Podsunęłam mu sok w kartonie. Wziął Go i się napił.
- Kuba... - spojrzał na mnie. - czy my ten, no.. - nie wiedziałam jak o to zapytać.
- Chodzi Ci o seks? - zapytał. Pokiwałam twierdząco głową. - To Ty pierwszy raz?
- Tak. - spuściłam wzrok.
- To dobra byłaś. - uśmiechnął się i poruszał brwiami, tak jak zawsze.
- Jesteś żałosny. - wstałam z krzesła i wybiegłam z domu trzaskając drzwiami. Nie wiedziałam gdzie iść! Byłam zła i to strasznie. Łzy napływały mi do oczu. Kuba dogonił mnie i próbował zatrzymać, ale wydarłam się i zaczęłam biec. Nie poddawał się i biegł za mną.
- Daria, daj mi to wytłumaczyć! - krzyczał.
- Kuba co chcesz mi wytłumaczyć? - mówiłam przez łzy. - że co? Zmusiłeś mnie do tego żebym się z Tobą przespała? - płakałam dalej. - Nie chcę być w ciąży rozumiesz to? Nie poddam się aborcji jeśli będę, ale też nie poradzę sobie z dzieckiem. Rodzice mnie zabiją! Kurwa.. - chłopak ciepło mnie przytulił.
- Ale.. - złapał mnie za ręce. - Spokojnie. Nie jesteś w żadnej ciąży. Wszytko będzie dobrze. Zabezpieczyliśmy się i ja Cię do tego nie namówiłem. Sama chciałaś.
- Ja? - zdziwiona spytałam.
- No Ty, Ty. - zaśmiał się.
- Kuba ja nic nie pamiętam. Przepraszam. - mówiąc to zdałam sobie sprawę, że stoję na środku plaży w majtkach i koszulce mojego chłopaka, zaczęłam się śmiać.
- O co chodzi? - zdziwił się Kuba.
- O nic, zapomnijmy o tym. - uśmiechnęłam się.
__________________________________________________

Jeśli nie zrozumiecie tego rozdziału to powiem że sama nie wiem co miało się w nim wydarzyć, pełen spontan. xD
Przepraszam że musieliście tyle czekać..
Dedykacja dla : zacząć wszystko od nowa ♥ (http://fuckdream.pinger.pl/). <3

Do następnego i dziękuję za motywacje ;***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
- Jesteś głodna? - zapytał Kuba spoglądając na mnie.
- Może trochę. - powiedziałam.
- Zjemy na mieście, bo lodówka pusta, dobrze?
- Okej. - pocałował mnie w czoło i poszliśmy się przebrać. Będąc gotowa, sięgnęłam po telefon, który od wczoraj leżał wyciszony w torbie. 70 nieodebranych połączeń?! Wow! Od mamy, taty, Natana i Nataszy, a nawet od Poli i babci. Chyba się martwią. Mam to gdzieś. Wyłączyłam telefon i ponownie wrzuciłam go do torby.
- Idziesz? - usłyszałam głos Kuby. - Czekam na dworze.
Wzięłam kasę i wyszłam z domu. Na zewnątrz była ładna pogoda, nie było tam śniegu. Dom otoczony był czarnym płotem, a wkoło niego rosły przeróżne krzewy i drzewa. Ruszyliśmy przed siebie. Domek położony był na ogromnej plaży. Trochę ciężko było iść przez piasek, ale daliśmy radę. Dziwiła mnie znajomość Kuby tego miejsca.
- Byłeś tu już kiedyś? - zapytałam tupiąc butami o chodnik, żeby otrzepać je z piasku.
- W dzieciństwie przyjeżdżałem tu co roku z Bryan'em, nasi rodzice byli przyjaciółmi, a potem moi zaczęli pić i skończyła się ta znajomość. Ostatnio byłem tu 6 lat temu. - mówił. - Bryan'owi nie wolno było się ze mną spotykać, ale i tak mimo wszystko utrzymujemy kontakt do dziś. - otoczył mnie ramieniem.
Doszliśmy do pobliskiej restauracji i zajęliśmy jeden z dwuosobowych stolików. Po chwili podszedł do nas kelner.
- Poproszę naleśniki z owocami. - zamówiłam.
- Ja też. - dołączył się do zamówienia.
Gadaliśmy i żartowaliśmy z różnych rzeczy. W pewnej chwili kelner przyniósł nam jedzenie. Zjedliśmy śniadanie, przy muzyce z MTV. Później poszliśmy na krótki spacer po okolicy. Piękne miasto. Zadbane.
Wygłupialiśmy się i śmialiśmy na cały głos.
- Nie złapiesz mnie. - pokazałam Kubie język i zaczęłam uciekać. Dogonił mnie, złapał w talii, obrócił całując w usta.
- Wieczorem idziemy na dyskotekę. - powiedział, łapiąc mnie za rękę.
- To pytanie czy rozkaz?
- Rozkaz. - uśmiechnął się.
- No dobrze, ale... - westchną. - teraz idziemy na zakupy. - pociągnęłam Go za rękę w stronę sklepu.
- Nie, proszę, tylko nie to! - marudził.
- Chodź. - powiedziałam stanowczo.
Weszliśmy do środka. Zaczęłam od poszukiwania jakiejś bluzki, a później spodni. Kiedyś już coś wybrałam, podeszłam do kasy i zapłaciłam. Wyszliśmy ze sklepu. Kuba był szczęśliwy, że tak szybko poszło. Do wieczora zostało dużo czasu, więc poszliśmy na basen. Przebrałam się w strój kąpielowy, który leżał w torbie, od zeszłych wakacji, pewnie gdybym nie wzięła tej torby musiałabym kupić jakiś inny strój. Kuba nie byłby zadowolony. Założyłam bikini i szłam w stronę drabinek. Basen był kryty i cały dla nas. Nic dziwnego, tutaj dużo takich miejsc. Kuba złapał mnie i wrzucił do wody, zaczęłam piszczeć.
- Głupek! - zaśmiałam się.
- Co powiedziałaś?! - ochlapał mnie, a ja zaczęłam uciekać.
- Że Cię kocham. - rzuciłam się na niego i pocałowałam w usta. Odwzajemnił pocałunek i przycisnął mnie do ścianki otaczającej basen.
- Naprawdę? - przybliżył swoją głowę. Był tak blisko, że czułam Jego oddech. - A zgodzisz się ze być? - zapytał, patrząc prosto w moje oczy. Przyznam szczerze, trochę mnie zatkało. Byłam pewna moich uczuć co do niego, tylko bałam się reakcji Konrada, nie chcę Go ranić.
- Tak. - odparłam mimo wszystko. Przecież Go kocham. Konu musi do zrozumieć.
Podniósł mnie do góry rzucając przed siebie, zanurkowaliśmy. Po pływaliśmy jeszcze parę chwil, ale ja chciałam odpocząć i wyszłam z wody. Usiadłam na leżaku, a Kuba jeszcze pływał.
- No chodź.. - prosił.
Usadowiłam na brzegu ścianki, a Kuba podpłynął do mnie.
- Chodź. - przekonywał mnie.
- Nie. - nie zwracając uwagi na moje słowa pociągnął mnie za nogi i wpadłam do wody.
***
- Siedzimy tu już trzy godziny. Może wrócimy do domu? - podpłynęłam do Kuby.
- A dostanę buziaka? - cmoknęłam Go w policzek i wyszłam z wody. Odwróciłam się sprawdzić czy idzie, a on z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej i miną smutnego psiaczka był w wodzie.
- Hahahahaha... no chodź. - śmiałam się z niego. Tak świetnie wyglądał.
- Chciałem tu. - wskazał na usta.
- Jak wyjdziesz to dostaniesz. - zaczęłam iść po ręcznik, nie czekając na niego. Wiedziałam, że wyjdzie. Doszłam do mojego leżaka i zaczęłam się wycierać. Włosy związałam w koka, a na kostium założyłam ubranie. Kuba dołączył do mnie też zaczął się ubierać. Oczywiście dałam mu obiecanego całusa. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w budynku, czekając na taksówkę, bo nie chciało nam się iść. Przyjechała. Wsiedliśmy do środka. Kwadrans później byliśmy już w domu.
__________________________________________________

Miał być dzisiaj no i jest.
Cieszycie się że Daria jest z Kubą, czy woleliście żeby była z Konradem, a może z Dave'm? ^^
--------------------------------------------------
Dziękuje za wszystko, bez Waszej motywacji, już bym chyba nie pisała! Kocham Was! <3
 

 
Samolot doleciał. Droga była spokojna. Wzięliśmy torby i poszliśmy na najbliższy przystanek. Usiadłam na ławce. Ulice rozświetlone lampami, ale mimo to było ciemno. Autobus przyjechał. Wzięłam dwie torby, a Kuba kupił bilet. Usiedliśmy przy końcu. Przed nami dwie godziny jazdy autobusem. Włożyłam słuchawki w uszy i zatonęłam w nutach Pih'a. Kuba też słuchał muzyki. Zmęczona oparłam głowę o jego ramię i zasnęłam.
***
- Ej mała, wstawaj. - dotknął mojej ręki. Przetarłam oczy, zapięłam kurtkę i założyłam czapkę na głowę. Wyszliśmy z autobusu, Kuba zapytał jeszcze kierowcę o drogę i ruszyliśmy do domku.
***
- To chyba tu. - powiedział chłopak, przekręcając kluczyk w drzwiach. Weszliśmy do środka.
Mały domek wyposażony był w dwie sypialnie, łazienkę i kuchnie. Było tam przytulnie, ale nie za ciepło. W jednym z pokoi stało jednoosobowe łóżko, nieduża komoda, fotel oraz regał z różnymi figurkami. Druga sypialnia wyposażona była w duże, dwuosobowe łóżko, telewizor wiszący na ścianie, piękne firanki, dywan, komodę i lustro. Kuchnia nieduża. Mały stół a przy nim trzy krzesła, oczywiście kuchenka, lodówka i takie tam. W łazience prysznic, wanna i to co zawsze - kibel oraz zlew. Zwykły dom, jednak miał świetny wystrój, normalnie jak taka mała willa.
Ustaliliśmy z Kubą że ja będę spała w mniejszym pokoju, a on w tym większym. Czułam się trochę niekomfortowo. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w piżamę. Poszłam do "mojego" pokoju i położyłam się na łóżku, opatulając kołdrą. Obserwowałam wszystko po kolei, mimo, że bardzo chciało mi się spać, nie mogłam zasnąć. Wszystko wydawało się przerażająca i jeszcze ta cisza.. Około 4 nad ranem wstałam i poszłam do pokoju w którym spał Kuba. Powoli uchyliłam drzwi. Starałam się robić to jak najciszej.
- Śpisz? - zapytałam podchodząc bliżej łóżka.
- Nie. Nie mogę zasnąć.
- Ja też.. - odparłam cicho.
- Chodź. - powiedział unosząc kołdrę. Weszłam i położyłam się obok niego.
- Dobrze zrobiliśmy? - spytałam cicho, patrząc na ścianę.
- Żałujesz? - spojrzał na mnie a ja tylko wzruszyłam ramionami. - Ja tam się ciesze, najbardziej że jestem tu z Tobą. - uśmiechnął się słodko, takim uśmiechem do którego zawsze miałam słabość. Odwzajemniłam i przysunęłam się bliżej niego. Ślicznie pachniał.
- Dobranoc. - odwróciłam się na drugi bok.
- Miłych. - on również się obrócił.
***
Przetarłam oczy siadając na brzegu łóżka. Kuba widocznie już wstał. Wyszłam z pokoju. Siedział w kuchni, a na stole jakiś biały proszek. Podeszłam i ręką strzepnęłam go na podłogę. Kuba oburzony wstał i przycisnął mnie do ściany, chyba chciał mnie uderzyć. Serce zaczęło walić mocniej i mocniej.
- Przepraszam. - oddalił się.
- Obiecałeś.
- Wiem. Uzależniłem się i nie mogę przestać, znalazłem dużo koki w torbie. Ostatni raz. - zaczął wyciągać kolejny woreczek z kokainą ze swojej torby.
- Nie. - zabrałam mu go. - To dla Twojego dobra.
- Daria.. Proszę.
- Masz ćpaj! - rzuciłam w niego woreczkiem - Zaćpaj się na śmierć, jak tak bardzo tego chcesz! - wyszłam z kuchni udając się do mniejszej sypialni i mocno trzasnęłam drzwiami.
Boże, co z niego za dupek! Nie chcę mieć nic wspólnego z ćpunami! Kiedy już trochę się uspokoiłam wstałam z łóżka i weszłam ponownie do kuchni.
- Albo przestajesz, albo wracam do Detroit. - powiedziałam stanowczo.
Wziął wszystkie swoje narkotyki i podał mi.
- Masz, zrób z nimi co chcesz, tylko ich nie bierz, ale nie wyjeżdżaj. - powiedział dając mi woreczki napełnione kokainą. Z początku nie wiedziałam co z tym zrobić. Wyrzuciłam te świństwa do kosza. Podeszłam do Kuby. Ciepło Go przytulając podziękowałam.
__________________________________________________

Z dedykacją dla "twój fan". ♥
 

 
- Proszę daj mi drugą szanse. - powiedział Kuba.
- Ale ostatnią. - uśmiechnęłam się.
- Czyli wybaczyłaś?
- Tak. - przytuliłam Go. - Zamierzasz wrócić do Domu Dziecka?
- Nie. - odpowiedział stanowczo.
- To co ze sobą zrobisz? - zapytałam.
- Zatrzymam się u kumpla. - uśmiechną się. - Ja chyba muszę już lecieć. Trzymaj się. - dał mi całusa w policzek i wyszedł.
Po paru minutach zeszłam na dół. Julia oglądała telewizje, a mama robiła coś w kuchni.
- Daria chodź tu na chwile. - powiedziała surowym głosem, podeszłam do stołu i usiadłam. - Nie możesz się z nim zadawać.
- A to niby czemu? - czułam przypływ złości.
- Dziewczyno popatrz jak on wygląda! Nie ma rodziców! Mieszka w domu dziecka! Pewnie też nie uczy się za dobrze. - pewnie znalazłaby więcej wontów (albo wątów nie wiem jak to się pisze xD).
- To nie Jego wina, że nie ma rodziców i mieszka w sierocińcu. Uczy się jak potrafi. - w tej chwili miałam jej dość.
- Nie będziesz się z nim zadawać. Nie pasuje do Ciebie. Jesteś zadbaną dziewczyną, a On tylko biednym śmieciem. - Nie wierzę. Moja własna matka mówi takie rzeczy? Koniec z tym!
- Będę się zadawać z kim chcę! Nie będziesz mi rozkazywać, rozumiesz?! - złapałam za kurtkę i wybiegłam z domu trzaskając drzwiami. Nienawidzę jej. Na dworze było zimno, poczułam ciepłe łzy. Wyciągnęłam komórkę z kieszeni.
- Halo? Kuba? Gdzie jesteś? - pytałam przez łzy.
- Co się stało? Stój przed swoim domem, zaraz będę. - rozłączył się.
Oparłam się o kamienny płot, później usiadłam na krawężniku i czekałam na niego. Po upływie jakiś piętnastu minut podjechał czarny samochód, a z niego wysiadł Kuba, był z jakimś kolegą, który czekał w aucie. Podbiegł do mnie i zaczął dopytywać się co się stało.
- Ja tak nie mogę. Nie wrócę tam! Nienawidzę jej! - krzyczałam, tuląc się do Kuby. - Wyjedźmy stąd!
- Ale o co Ci chodzi? - dopytywał.
- O matkę! Kuba wyjedźmy stąd, proszę. - mocno Go objęłam.
- A Twoje ubrania? - spytał.
- Mam uchylone okno. - ruszyliśmy w stronę domu. Weszliśmy powoli na dach garażu, a później do pokoju przez okno, Kuba czekał na dachu, a ja zaczęłam się pakować. Wepchnęłam większość ubrań do torby, wzięłam jeszcze pieniądze. Delikatnie podałam torbę Kubie, a później sama wyszłam, oczywiście z Jego pomocą. Będąc już na dole weszliśmy do samochodu i usiedliśmy z tyłu. Za kierownicą siedział chłopak, pewnie pełnoletni skoro prowadzi.
- I co zrobicie? - zapytał, odwracając się do nas. - Jak chcecie możecie się u mnie zatrzymać dwa dni, później starzy wracają.
- Wspominałeś kiedyś że masz domek w Hiszpanii.. - zaczął Kuba.
- No mam. Chcecie możecie tam wbić. - rzucił propozycje. - Do wakacji daleko, więc nie będzie tam nikogo.
- Ale mówisz serio? - zapytał Kuba patrząc na mnie.
- Jasne. Jedziemy do mnie po kluczyki i o ile się nie mylę o 20 macie wylot. - odpalił samochód.
Cały czas milczałam, dopiero gdy byliśmy przed domem kolegi Kuby, zapoznałam się z chłopakiem.
- A tak w ogóle to Bryan jestem. - wyciągnął do mnie rękę.
- Daria. - uścisnęłam jego dłoń. Weszliśmy do środka. Nowo poznany mi chłopak od razu włączył laptopa, a potem poszedł gdzieś na górę. Kuba znalazł najbliższy lot do Hiszpanii. Dzisiaj o 21. Mamy jeszcze dwie godziny. Poszliśmy z Kubą do sklepu i kupiliśmy jakieś przekąski na drogę.
*Dwie godziny później*
Siedzimy już w samolocie. Zaraz będziemy startować. Nie wiem czy dobrze robię. Może zbyt pochopnie podjęłam tą decyzję? Co będzie to będzie. Nie mam zamiaru oglądać mojej matki. Nienawidzę jej! Jak długo tu będziemy? Nie wiem. Ja nawet nie wiem do jakiego miasta jedziemy.. Ufam Kubie i wierze, że sobie poradzimy.
__________________________________________________

Pierwszy raz od jakiegoś czasu jestem zadowolona z rozdziału, nawet nie wiem czemu.
Dziękuje za motywacje. Do następnego. ;3
 

 
Ranek. Wstałam, poranny prysznic i takie tam. Zeszłam na śniadanie.
- Hej. - przywitałam się z Natanem i mamą. Tata w pracy.
- Siema. - odpowiedział brat.
- Siadaj Daria, zaraz jedziemy na miasto. Na zakupy. - dodała mama stawiając talerz z naleśnikami na stole.
Godzinę później chodziliśmy już po centrum handlowym. Przeszliśmy wiele sklepów z czego nie znalazłam nic ciekawego. Powiedziałam mamie, że poszukam coś sama, a ona coś dla siebie. Pojechałam schodami na górę. Szłam od sklepu do sklepu. Zagapiłam się, i lecę na ziemie. Spojrzałam do góry, a tam Kuba na deskorolce!
- Sorry. - powiedział głośno.
- Powinieneś być w szpitalu! - krzyknęłam otrzepując spodnie.
- Nie potrzebuję żadnego szpitala, żadnych lekarzy! - obrócił się do tyłu. W naszą stronę szli jego 'koledzy'. Znowu ćpa? Podeszli do nas i stanęli.
- Oo.. Kubuś dupcie wyrywasz. - powiedział jeden z pięciu.
- Ej mała, on ma dziewczynę. - spojrzałam na Kubę. Spuścił wzrok. Stałam jak wryta. Podbiegły do nas trzy dziewczyny, szpileczki, miniówy, cycki na wierzchu, tona tapety na ryju. Dały każdemu buziaka w policzek.
- Nie załamuj się, aż tak źle z Tobą nie jest. - powiedział Kuba! Tak, Kuba. Łzy napływały mi do oczu, ale powstrzymałam je. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- To jak idziemy? - spytała jedna mizdrząc się do Kuby.
Przewróciłam oczami, zarzuciłam torebkę na ramię i szybkim krokiem oddalałam się od nich. Byłam już zalana łzami, nie umiałam inaczej! Głupia myślałam, że mnie kocha!
- Czekaj! - krzykną Kuba podjeżdżając na desce. Jednak nie zatrzymywałam się. Szłam przed siebie nie patrzyłam na niego.
- Daria, przepraszam. - pociągnął mnie za rękę.
- Myślisz, że Twoje przepraszam coś zmieni. - zaśmiałam się przez łzy. - Nienawidzę Cie! - wyrywałam się mu, ale nic to nie dało. Łzy nadal lały się po policzkach.
- Przepraszam! - powtórzył, patrząc prosto w oczy. Nie mogę wymięknąć! Nie!
- Odwal się! Idź sobie do swojej dziewczyny. Ja nie jestem taka zajebista jak ona! - krzyknęłam ironicznie.
- Ona nie jest moją dziewczyną. - odparł. - To wszystko to były żarty! - żałował.
- Nie chce Cię znać! Nienawidzę Cie, rozumiesz? - rycząc przywaliłam Kubie w policzek. Należało mu się. Przydusił mnie do ściany i zaczął całować. Wyrywałam się. W końcu uległam i zaczęłam odwzajemniać pocałunek. Kuba powoli zaczął ściągać moją bluzkę..
- Ogarnij się, jesteśmy w sklepie. - powiedziałam cicho.
- Kocham Cię. - wyszeptał i zaczął znów mnie całować.
- Przestań. Nie mogę, muszę iść. - ruszyłam w stronę schodów. Przechodząc obok New Yorker'a spotkałam mamę.
- Idziemy już? - spytałam, patrząc obojętnie.
- Poczekaj w samochodzie. - dała mi kluczyki.
Bez zastanowienia poszłam do auta. Usiadłam z tyłu. Po niedługim czasie przyszła mama z bratem i wróciliśmy do domu.
Mama przygotowywała obiad w czym jej pomagałam. W pewnej chwili mój telefon wydał krótki dźwięk. "2 nowe wiadomości". Kliknęłam w pierwszą, była od Nataszy "Hej, będę o 15". Druga nieco dłuższa "Hej mała. Przepraszam Cię bardzo, że nie zdążyłem się pożegnać, ale w ostatniej chwili dowiedziałem się o której mam samolot. Nie gniewaj się.;** /Dave". Chciałabym Go przytulić.. Trudno. Po zjedzeniu obiadu przyszła Nata. Dała mi siostrę pod opiekę, a sama poszła się zabawić. Mała brunetka ucieszyła się na mój widok. Poszłyśmy na górę. Julce dałam parę misi do zabawy, a ja weszłam na fejsa. Zobaczyłam profil Dave'a i przypomniało mi się coś. Poszperałam w komputerze i znalazłam zdjęcie jeszcze z mojego wyjazdu do Hiszpanii. 'To będzie zemsta' - pomyślałam z uśmiechem. Oczywiście nie miałam nic złego na myśli. Wstawiłam to zdjęcie na jego tablice za to że się nie pożegnał. Może się nie wkurzy. Jula weszła na łóżko i położyła się obok mnie.
- Łatne - powiedziała wskazując na fotografię.
- Naprawdę? - popatrzyłam na małą z uśmiechem.
- Tak. - zaśmiała się i wróciła do zabawy.
Do pokoju ktoś zapukał. Otworzyły się drzwi, a za nimi? Kuba.. Boże co on tu robi?
- Czego chcesz? - spytałam z lekką wściekłością w głosie.
- Pogadać. Przepraszam. - wręczył mi bukiet kwiatów. Serce radowało się i zaczęło szybciej bić, ale nie dałam po sobie poznać tego szczęścia. - Wypisali mnie dzisiaj ze szpitala, teraz mieszkam w Domu Dziecka, ale nie mogłem siedzieć w tym bulderze.. Daria wyjedźmy gdzieś.
- Przestań.. Gdzie Ty chcesz jechać? Wszędzie nas znajdą, po za tym.. Nie! Nawet o tym nie myśl! Zachowałeś się jak ostatni dupek.. - usiadłam na łóżku, kładąc obok kwiaty.
Do pokoju wtargnęła mama.
- O cześć. Nie chciałam Wam przeszkadzać. Proszę masz tutaj dwie bluzki, Natan wybierał. - uśmiechnęła się i położyła reklamówkę na komodzie. - Wezmę Julkę na dół, a Was zostawię samych. Chodź skarbie. - wzięła dziewczynkę i wyszła.
- No wybacz mi proszę. To wszystko to była zbita. Jesteś zajebista, piękna i najlepsza, tak uważam, zapomnij o tamtym, dobrze? - uśmiechnął się.
- Nie. - odwróciłam się do okna.
- Daria przepraszam.. - powtarzał, podchodząc do mnie, przytulił mnie do siebie, lecz Go odepchnęłam. - Nie wyjdę stąd do póki mi nie wybaczysz.
- Kto to te chłopaki i dziewczyny? - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej, opierając się o parapet.
- Tacy starzy znajomi, ale to nie jest ważne. - spuścił wzrok.
- Te ćpuny prawda? - spojrzałam na niego. Pokiwał głową na "tak". - Obiecałeś.. - przewróciłam oczami.
- Ja nie ćpałem. - tłumaczył się. Powiedział to takim tonem, jakby mówił prawdę. - Daria proszę wybacz mi.
__________________________________________________

Wróciłam :3
Bez sensu ten rozdział. ;/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
*Tydzień później* (Piątek, dzień konkursu)
Zerwałam się z łóżka, bo i tak już zaspałam. Szybko założyłam strój i pobiegłam na dół. Mama podwiozła mnie pod studio. Będę tańczyć z Davidem, bo pani Kasia się zgodziła, a Erni złamał nogę. Nic na to nie poradzę. Wszyscy już czekali, ale na szczęście jeszcze nic się nie zaczęło.
- Cześć. - przytuliłam Dave'a.
- Siema, co tak późno? - spytał. - Ominęły Cię dwa występy.
- Tak wie.. - nie dokończyłam, bo przerwała mi kobieta prowadząca konkurs.
"Przed państwem HHLife (nazwa naszej grupy tanecznej)" Wszyscy weszli na środek i ustawili się na swoich miejscach. Oklaski rozbrzmiały się po studiu. Usłyszeliśmy piosenkę Petey Pablo - Show Me The Money z głośników i zaczęliśmy tańczyć. Wszystko wychodziło świetnie i nadszedł czas na naszą solówkę. Bardzo się stresowałam, ale co poradzić.. Trzeba to wygrać! Dałam z siebie wszystko. Podczas wykonywania jednego z kroków na sali zobaczyłam Kubę, co on tu robi? Tańcz, tańcz ocknęłam się i przestałam o nim myśleć. Ostatni wyskok i koniec. Dysząc ze zmęczenia ukłoniłam się. Weszliśmy za kulisy, gdzie mogliśmy odpocząć. Bocznymi drzwiami wszedł Kuba.
- Świetna byłaś! - skomentował.
- Dziękuje, ale co Ty tu robisz? Powinieneś być w szpitalu. - odparłam.
- Musiałem Cię zobaczyć. - uśmiechnął się.
- Daria musimy iść. - powiedział Dave. Więc poszłam. Weszliśmy na środek. Koło nas jeszcze trzy grupy. Bałam się wyników. "Trzecie miejsce zajmuje... 'To Dance'!" Oklaski, podanie sobie rąk, gratulacje. Dobra przejdzie już do nas! Musimy to wygrać! - mówiłam w myślach. "Drugie miejsce... 'Skate Dance'". I znów oklaski, gratulacje. "Uwaga. Moment ostatecznej wygranej. Pierwsze miejsce dostaje grupa.. - serca mocniej biją, konkurencja była tak samo dobra jak my, więc wszystko jest możliwe - 'HHLife'". Pisk ogarną wszystkich! Wygraliśmy! "Jeszcze coś proszę o uwagę. - tłum ucichł - specjalną nagrodą, czyli tymi dwiema statuetkami chciałam wyróżnić, chłopaka i dziewczynę z grupy 'OneStreet' za wspaniałą współpracę! Brawa" Powiedziała podając im dwie statuetki.
Szczęśliwa wróciłam do domu. Mama była dumna, tata również. Usłyszałam dźwięk telefonu, to Nata:
- Hej, co tam? - odebrałam.
- Hej, spotkamy się dzisiaj? - zaproponowała.
- Jasne, o której?
- Szesnasta w parku?
- Okej. To pa. - rozłączyłam się.
Dwie godziny, do spotkania. Nie będę się nudzić, poszłam na laptopa i jak zwykle pisałam z moim internetowym kolegą.
*Daria*
Siema ;P
*Bartek*
Elo królewno ;*
*Daria*
Haha.. nie jestem "królewną"!
Co tam?
*Bartek*
A spoko. Właśnie dzisiaj miałaś występ. Jak poszło?
*Daria*
1 Miejsce ;D

Rozmowa przeciągnęła się w półtory godziny. Później zaczął się dylemat i mały problem w czym iść na spotkanie z Natą. Wybrałam niebieskie rurki, białą bluzkę i szary sweterek. Założyłam czarne martensy, kurtkę i wyszłam z domu. Punktualnie doszłam na miejsce. Z oddali widziałam moją przyjaciółkę z siostrą.
- Sorry musiałam z nią iść. - przeprosiła.
- Spoko. Ona jest słodka. - wzięłam Julię (siostrę Nataszy) na ręce.
Chodziliśmy po parku, ale było zimno więc weszłyśmy do kawiarni. My zamówiłyśmy gorącą czekoladę, a Julii soczek.
- Kuba był na występie. - rozpoczęłam rozmowę.
- Co? Przecież on powinien leżeć w szpitalu. - zdziwiła się.
- Właśnie wiem.. A co tam w szkole?
- Spoko, ominą Cię sprawdzian z chemii. Ej, Pola robi urodziny jutro, zapraszała całą klasę, zapomniałam Ci przekazać. - powiedziała, biorąc łyk czekolady.
- A spoko. Idziesz? - zapytałam.
- Chyba nie. Rodzice jadą na weekend do Rumunii i muszę być z Julą. - powiedziała.
- A chcesz iść? - zapytałam ponownie, odstawiając kubek.
- Nom, będzie Filip. - spojrzała co robi Julka.
- Nowa miłość? - poruszyłam brwiami.
- On mi się tylko podoba. - odparła, uśmiechając się.
- Przyprowadź Julkę do mnie jutro, bo ja i tak nie pójdę. - lubię tą małą.
- Czemu? - zapytała zdziwiona.
- Muszę nadrobić zaległości i nie chcę mi się.
- Ale naprawdę? - uśmiechała się.
- Tak. - dodałam.
- Dziękuje, kochana jesteś! - przytuliła się do mnie.
Ubrałyśmy kurtki i wyszłyśmy. Po trzydziestu minutach byłam w domu. Natan z Konradem wyciągnęli mnie do kina. Film "Bejbi Blues". Nie wiem co sądzić, aktorów mieli zajebistych. To spodobało mi się najbardziej. Do domu wróciłam około 24 i od razu zasnęłam.
__________________________________________________

Napisałam jeszcze jeden, bo trochę mi się chciało, ale głównie dlatego, że za dwa dni będzie 100 dni bloga. Piszę to teraz, bo wtedy nie będzie mnie na blogu. To taka pierwsza, mała rocznica, więc Dziękuje że byliście przez te 100 dni i myślę że będziecie przez kolejne! <3
Tym co mają ferie to udanych!
Pa..

*Blog zawieszony prawdopodobnie do 24 lutego* (powód w rozdziale 25)
 

 
- David! - rzuciłam mu się na szyję. - Co Ty tu robisz? Jak mnie znalazłeś? - szczęśliwa wtulałam się w niego. - Wejdź.
Zostawił buty na chodniczku i poszliśmy do kuchni.
- Mamo to David. Kolega z Hiszpanii. - przedstawiłam Go.
- Cześć, aż z Hiszpanii tu przyjechałeś? - spytała.
- Mamy konkurs w Detroit. - powiedział.
Mama milczała, więc pociągnęłam Dave'a za rękę i poszliśmy na górę do mojego pokoju.
- Ładnie mieszkasz. - uśmiechną się, siadając na łóżku.
- Heh.. Co tu robisz? - spytałam.
- Mamy konkurs z Break'a i Hip Hop'u, jak dowiedziałem się że w Detroit od razu zacząłem Cię szukać.
- Haha.. a skąd znasz mój adres?
- Od jakiejś Poli z Twoich znajomych na fejsie. - odpowiedziałam uśmiechem.
- Może pójdziemy się przejść? - zaproponował. Zgodziłam się.
Dwadzieścia minut o później chodziliśmy już po parku. Było cicho i spokojnie dopóki nie podeszło do nas dwóch gości. Jeden, blondyn ubrany w czarną czapkę i niebieską kurtkę. Był wyższy od tego obok. Drugi miał na sobie okulary, i brązowe włosy. Kurtka w kolorze czerwonym. Obaj należeli do gangu ćpunów, w którym kiedyś był Kuba. Rozpoznałam ich, bo lepszym przyjrzeniu się.
- O proszę, proszę, dziewczyna Kubusia. - skrzyżował ręce na klatce piersiowej, jeden z kolesi. - Zdradzasz Go, czy on już nie żyje?
- Zaćpał się, pewnie. - wpieprzył się drugi. - A laskę zajebistą miał, wolna jesteś, czy ten typo z Tobą chodzi? - spojrzał na Dave'a.
- Zajebistą dupę masz komu ją dasz? - zanucił wyższy
- Odwal się! - Dave stanął w mojej obronie.
- Hahah.. myślisz że się Ciebie boje? - dodał wyższy. Dave popchnął Go, ale kumple zdołali Go złapać.
- Tak Ci przypierdolę, że Cię nie zdążą uratować. - podszedł do niego z pięściami. Rzuciłam się na niego. Wiem, że może dziewczyna nic nie zdziała, więc zaczęłam Go całować. Nie wiem dlaczego! Chciałam bronić Dave'a! Oderwałam się od niego i zaczęłam uciekać. Gdy byliśmy w centrum miasta zatrzymaliśmy się.
- Haha.. No Daria dajesz na dwa fronty. - poruszył brwiami.
- O co Ci chodzi? - zaśmiałam się, łapiąc oddech.
- Jakiś Kuba i jeszcze tamten. - odparł.
- Kuba to kolega, a ten tamten to ... chciałam Cię ratować! Mógłbyś podziękować! - krzyknęłam śmiejąc się.
- Dziękuje. - przytulił mnie.
Odprowadził mnie do domu, szybka kąpiel i laptop. Znów pisałam z Bartkiem, ale nie tak długo, jak ostatnio. Zasnęłam..
__________________________________________________

Teraz zawieszam bloga na tydzień lub dwa, bo w piątek zaczynam ferie i przyjeżdża siostra, naprawdę nie będę mogła pisać, po za tym ona nie wie o tym blogu i chcę żeby tak zostało.
Nie gniewajcie się.
Przepraszam wszystkich 'gości' za to poniżej. Ten rozdział dedykuje Wam. Dzięki że czytacie ♥
 

 
Obudziła mnie wiadomość na GG. Kątem oka rzuciłam na zegarek.. jest czwarta rano. Nie wstanę do szkoły. Pożegnałam się z Bartkiem i wyłączyłam laptopa. Szybko zasnęłam, a gdy obudziłam się byłam już spóźniona. Ubrałam się w pośpiechu i poprosiłam mamę, żeby mnie podwiozła, autobus odjechał już dawno. Niechętnie ale jednak podrzuciła mnie pod szkołę. Wysiadłam z samochodu i poszłam do klasy, spóźniłam się 25 minut. Cóż, bywa.. Nie wyspana i przymulona chodziłam po szkole z klasy do klasy. Na lekcjach nie kontaktowałam prawie wcale i dostałam dwie jedynki. Dobra pominę temat szkoły, bo to naprawdę chyba nikogo nie interesuje.. Szkoła jest nudna, ale dzięki niej poznajemy zajebistych ludzi, to chyba jej jedyny plus.
Po lekcjach jak co dzień poszłam do Kuby. Za dwa tygodnie wychodzi ze szpitala, będzie mieszkał w Domu Dziecka. Nie ucieszył się z tego powodu. Nie dziwię się, ponoć jest tam okropnie! Poobdzierane ściany, zimno i w ogóle istny koszmar. Oczywiście to tylko słowa które słyszałam, a jak jest naprawdę to nie wiem. Godzinę później mama czekała już przed budynkiem, żeby podwieźć mnie na tańce. Gdy byłam już w środku ludzie już tańczyli, znowu się spóźniłam. Haha co za pechowy dzień. Na szczęście pani Kasia jest fajna i na pewno się nie wkurzy. Zmieniłam szybko spodnie i zaczęłam się rozgrzewać. Gdy skończyłam dołączyłam do reszty mojej grupy. Krok po kroku wszystko mi się udawało.
- Zmieniamy solówkę Darii. Zatańczysz razem z Ernestem. - co?! Ona sobie żartuje, prawda? Nie chce z nim tańczyć. Jest "najgorszym", znaczy najmniej lubianym chłopakiem przeze mnie z grupy. - Proszę was na środek. Reszta ma piętnastominutową przerwę. - podeszła do mnie i lekko dotykając moich pleców zaprowadziła mnie na środek sali. Pokazała kroki Erniemu (tak wszyscy mówią na Ernesta), a potem mi. Podszedł do mnie i złapał mnie w tali. Z niechęcią musiałam to przecierpieć. Lewą nogę postawił z przodu. Prawą z tyłu. Delikatnie przeniósł swoje dłonie na moje ręce, ja odbiłam się nogami i przerzucił mnie przez siebie.
- Wspaniale! - powiedziała pani, gdy reszta biła brawo. Byliśmy w centrum uwagi. Koszmar! - A teraz drugi krok. O tak. - pokazała. - Potem tak. Powtórzcie.
Wykonaliśmy jej zadanie, ponoć świetnie. Moim zdaniem było chujowo. Nadszedł czas na trzeci ruch. Erni postawił nogę prosto, a drugą pod skosem. Podniósł mnie do góry. Poczułam jak wypucza mnie, a ja spadam w dół. Prosto na niego!
- Kurwa! - krzynką. A wszystkie osoby zbiegły się do nas. Dziewczyny podały mi rękę i wstałam. Lecz on nadal leżał i zwijał się z bólu. Pani Kasia zawiadomiła lekarza. Przyjechał po 20 minutach.
- Obawiam się, że jest złamana. - stwierdził oglądając spuchniętą nogę. - Zawiozę Go do szpitala. Chłopaki pomożecie? - rzucił wzrok na trzech pozostałych chłopaków z grupy, gdyż dwóch dzisiaj nie było. Podeszli do Ernesta, podnosząc Go jeden z nich zwrócił się do mnie:
- Jesteś grubą suką.. - powiedział cicho, by pani Kasia nie usłyszała. Było mi przykro.. a łzy cisnęły się do oczu. Niby człowiek ma na to wyjebane, ale i tak to boli. Gdy wyszli, pani powiedziała, żebyśmy wracali do domu. Mama przyjechała po mnie. Całą drogę myślałam o tym wszystkim. To moja wina? Czy może tylko pechowy wypadek? A może faktycznie jestem gruba? Jednak 50 kilogramów przy 168 centymetrach wzrostu, to chyba nie jest dużo.. Nie wiem, nie znam się. Szczerze mówiąc jakoś nie jest mi żal Erniego. Tylko dlaczego mam wyrzuty sumienia? Okej, koniec tych pytań, i tak nie poznam odpowiedzi. Wyszłam z samochodu i weszłam do domu. Opowiedziałam mamie o całej przygodzie. Wsparła mnie, mówiąc że to tylko pech. Zmieniłyśmy temat, na szkołę, a głównie oceny. Usłyszałam dzwonek do drzwi, bardzo mnie ucieszył, bo przerwał tą rozmowę, nie chciałam mówić mamie o moich ocenach. Ostatnio się pogorszyły. Zeszłam z krzesła i poszłam otworzyć drzwi. Mało nie zemdlałam gdy zobaczyłam kto za nimi stoi.
_________________________________________________

No i macie. Było 17 komentarzy (bo od gości nie wliczam, tylko od 'Lovee<3' bo to stały czytelnik i od początku czyta, ale tak strasznie naszło mnie na pisanie więc jest xD

Dziękuje za wszystkie komentarze i ponad 3.000 wejść jesteście najlepsi! ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (25) ›
 

 
Obudził mnie budzik. I kolejny nudny dzień. Po lekcjach z Konradem mieliśmy iść do Kuby. Wyszliśmy ze szkoły. Gdy już doszliśmy do białego, dużego budynku zwanego inaczej szpitalem okazało się, że Kuba został przeniesiony na siódme piętro. Poszliśmy do windy, bo żadne z nas nie miało ochoty wspinać się po schodach. Weszliśmy do środka i nacisnęliśmy cyferkę z numerem *7*. Byliśmy w środku tylko we dwójkę. Poczuliśmy jak uniosła się do góry i do dołu. Spojrzałam z przerażeniem na kumpla.
- Co jest? - spytałam.
- Winda się zacięła! - wybuchłam śmiechem, ale Konrada wcale to nie bawiło. Zaczął walić pięściami w drzwi i krzyczeć "Pomocy" - No może byś pomogła! - zwrócił się do mnie.
No i myślicie że co zrobiłam? Podeszłam i zaczęłam krzyczeć razem z nim. Nie trwało to długo, bo po dziesięciu minutach bolało mnie już gardło. usiadłam na ziemi, a Konrad stanął przede mną.
- Co teraz zrobimy? - zapytał. - Wiem! Masz telefon?
- Ja bez telefonu?! Jasne. - wyciągnęłam komórkę z kieszeni i podałam mu. Coś poklikał i przyłożył ja do ucha.
- Brak środków na koncie! Zajebiście. - westchnął. - Wygląda na to, że zostaniemy tu trochę. - usadowił się obok mnie.
Rozmawialiśmy o byle czym, aby zabić ciszę, to było nudne i przeciągnęło się w trzy godziny.
- Zimno - zaciągnęłam rękawy bluzy na ręce. Konrad ściągnął swoją bluzę i pomógł mi ją założyć. Podziękowałam mu smajlem.
Siedzieliśmy i myśleliśmy, było zimno, ale jakoś wytrzymywałam. Konrad bawił się moim telefonem, który nagle zadzwonił. Odrzucił połączenie. Wyrwałam mu komórkę z ręki.
- Co Ty robisz?! Kto dzwonił?! - weszłam w połączenia nieodebrane: Kuba. - Mogłeś mu powiedzieć że siedzimy od kilku godzin w windzie i żeby przysłał pomoc! Głupi jesteś czy jaki?! - krzyczałam na niego.
- To był przypadek, sorry mała. - odparł.
- Zajebiście! - wkurzyłam się, rzuciłam telefonem i przysunęłam kolana pod brodę opierając się o nie.
- Przepraszam naprawdę nie chciałem. - powiedział cicho.
- No nic się nie stało.. Ja po prostu chcę już stąd wyjść. - Przytulił mnie do siebie.
Nagle winda uniosła się w górę i drzwi się otworzyły. Wyszliśmy szybko, bo nie chcieliśmy uniknąć pytań czy wszystko w porządku. Weszliśmy do sali Kuby, siedział z nim Natan. Nie odzywali się do siebie. Weszliśmy i przywitaliśmy się z nimi. Kuba ucieszył się jak zawsze.
- No Daria ilu Ty masz adoratorów? - poruszał brwiami Nat.
- Yy.. - nie rozumiałam o co chodzi.
- Był u nas dzisiaj jakiś chłopak i pytał o Ciebie. Powiedziałem mu że nie żyjesz.
- CO?! - szarpnęłam brata za bluzę.
- Hahah.. no żartuje. Wpadnie jutro o 17.
- Yhym. - pewnie kolejne żarty, nawet się nie przejęłam jego 'wiadomością'.
- Kuba a co u Ciebie? - spytałam siadając bratu na kolanach. Drugie krzesło było zajęte, przez tyłek Konrada. Natan zwalił mnie, więc usiałam na łóżku.
Gadaliśmy i gadaliśmy, a dwie godziny później stałam już pod domem.
- Pa. - krzyknęłam do Konrada i weszłam do środka.
Zjadłam kolację i pobiegłam na górę, los chciał, że potknęłam się na schodach, ale nic mi się nie stało. Weszłam do łazienki i ściągnęłam ubranie, nalałam wannę ciepłej wody.
Po odprężającej kąpieli weszłam do pokoju i włączyłam laptopa. Napisał Bartek.
*Bartek*
Witam :3
*Daria*
No hej ;p
*Bartek*
Co u Ciebie ślicznotko? ;>
*Daria*
Skąd wiesz, że jestem śliczna? Nie widziałeś mnie, może mam ryj cały poparzony? A może nie mam brwi?
*Bartek*
Hahah.. mam nadzieję że to ja mam rację.;D Wyślesz swoją fotkę? ^^
*Daria*
Zależy co z tego będę miała..
*Bartek*
Moja fotka.. ?
*Daria*
i...
*Bartek*
<przytul>
*Daria*
Hehe ;D
Zw.
***
Co ja mam mu wysłać?! Ta z wakacji.. - kliknęłam, żeby powiększyć. Nie, tutaj mam inaczej ściętą grzywkę. Ta z dzieciństwa jest z dzieciństwa?! Hahah.. no chyba zdjęcia z mnie jako dziecko mu nie wyślę. Trzeba umówić się z Nataszą na sesję. Zeszłam na dół i wzięłam lustrzankę taty. Cyknęłam słit focie w lustrze wróciłam na górę.
***
*Daria*
Jestem. : )
*Bartek*
*.* Miałem racje ;D
*Daria*
No to teraz Ty.;p
*Bartek*
Nie mam jakiejś zajebistej kamerki więc musisz zadowolić się tą jakością xDD
*Daria*
Omg.. *w* Ładny..
*Bartek*
Nie!
__________________________________________________

Wróciłam. Pomysłów nadal brak więc będę improwizować xD
20 komentarzy poproszę! I nie zaszkodzi trochę krytyki ;p
Do nexta ;*
 

 
Był od Nataszy. "O wilku mowa" Zobaczyłam ją stojącą obok szafek. Gadała z Konradem. Podeszłam do nich. Konu odszedł, spojrzałam na niego, lecz wbił wzrok w ścianę.
- A jemu co? - spytałam, opierając się o szafki.
- Musimy pogadać. - usiadłyśmy na ławce. - Wczoraj jak Konrad odprowadzał mnie do domu, to gadaliśmy o różnych rzeczach, no i tak jakoś wypsnęło mi się, od razu mówię, że nie zrobiłam tego specjalnie..
- Co mu powiedziałaś? - przerwałam jej.
- Że kochasz Kubę.
- Co?!
- Przepraszam! Nie chciałam! Naprawdę! - powiedziała.
- Ty kurwa weź czasem pomyśl za nim coś zrobisz okej?! Nie powiedziałam Ci że kocham Kubę! Nikomu tego nie powiedziałam! - krzyczałam.
- Dziewczynki spokojnie! - wpieprzyła się nauczycielka polskiego.
Wybiegłam z budynku. Nie miałam zamiaru wracać do szkoły. Pobiegłam do szpitala. Weszłam do środka.
- Cześć. - przywitałam się z Kubą.
- Co Ty tu robisz? Dlaczego nie w szkole? - spytał.
- Nie mogę tam wrócić! Nie chcę! Jak się czujesz?
- Jest dobrze. - zrobił uroczy uśmiech.

*Dwie godziny później*
Wychodząc ze szpitala zadzwonił mi telefon. Tak jak myślałam - mama. "Już idę." Powiedziałam po czym szłam do domu. Szybko pobiegłam na górę spakowałam się i ponownie wyszłam z domu. Mama podwiozła mnie pod studio taneczne. Jejku jak ja dawno tu byłam. Weszłam do środka. Dziewczyny zleciały do mnie i od razu zaczęło się przytulanie.
- Tęskniłyśmy! - powiedziały.
- Ja też. - odparłam.
Chłopaki z mojej grupy, a było ich tylko sześciu nie powiedzieli nawet 'cześć'. Nie zależy mi w sumie na tym. Przebrałam się w moje szare dresy i zaczęliśmy rozciąganie. Później przyszła pani Kasia i zaczęliśmy tańczyć nowy układ. Bardzo mi się spodobał, więc pani dała scenę na dwie minuty dla mnie. Powiedziała, że ta choreografia jest przygotowana na konkurs który będzie za trzy tygodnie. Zajęcia dobiegały końca. Zmieniłam ubranie na zwykły T-shirt i czarne rurki. Mama troszkę się spóźniła, ale to nic.
- I jak było? - spytała gdy wsiadałam do auta.
- Fajnie. - Nie kłamałam. Taniec to coś co zawsze pomagało mi w zwalczeniu stresu czy zapomnieniu o problemach. Po powrocie do domu wzięłam szybki prysznic i oglądałam telewizję. Przerwał mi dzwonek do drzwi. Zerwałam się z fotela i pobiegłam w ich stronę. Otworzyłam je i zobaczyłam Konrada.
- Natan w domu? - zapytał.
- Nie. - odpowiedziałam krótko, a on zaczął odchodzić. - Poczekaj! - złapałam Go za rękę.
- Czego chcesz? - spojrzał na mnie złym wzrokiem. - Jeśli chcesz mi powiedzieć o Kubie to już wszystko wiem. Nie mamy o czym gadać. Cześć.
- Nie wiesz wszystkiego! Wejdź do środka.
- Ty wyjdź na zewnątrz. - sprzeczał się. Uległam mu i założyłam kurtkę.
- No więc słucham.. - oparł się o ścianę.
- Ja.. Nie umiem nic poradzić. Kocham i Ciebie i Jego. Rozumiesz?
- Nie.
- Ehh.. Jeden i drugi znaczy dla mnie wiele, naprawdę! Ja nie wiem .. - złapał mnie za ręce.
- Posłuchaj. Kocham Cie i nie umiem bez Ciebie żyć rozumiesz? - powiedział patrząc mi prosto w oczy.
Zbliżył swoje usta do moich, zaczęliśmy się całować.
- Przestań.. - wyszeptałam.
- Nie potrafię. - całował dalej.
Oddaliliśmy się dopiero wtedy aż ktoś otworzył drzwi. Przestraszyliśmy się!
- Ooo.. przepraszam, że Wam przeszkodziłam, ale Daria masz jutro kartkówkę z matmy wracaj do domu. - wepchała się mama, po czym zamknęła drzwi.
Zaczęliśmy się śmiać.
- Muszę iść..
- Eh.. to do jutra. - pocałował mnie w policzek i weszłam do domu.
- No córciu ale masz adoratora. Ładnie to tak podrywać najlepszego kumpla brata? - zaśmiała się.
Poszłam na górę i weszłam na laptopa. Facebook - sprawdzony, nie ma żadnych nowych powiadomień, na poczcie też nic ciekawego, a na GG nikt nie jest dostępny. Wyłączyłam lapka. Nadszedł czas na naukę.. Masakra. Tak się wczytałam w książkę od matmy, że aż na niej zasnęłam.
__________________________________________________

Tymbarkoooowa<3 - masz! xD

No więc na wstępie, chciałam Was przeprosić za to że bardzo rzadko piszę. Rozdział cholernie nudny, nie mam pomysłów.
Jeden z 'gości' zwrócił/a mi uwagę, że teraźniejsze rozdziały nie są takie fajne jak kiedyś. Postaram się to zmienić..

Blog zostaje zawieszony. Pewnie nie na długo, ale na razie nie będę udostępniać rozdziałów. Muszę naćpać się pomysłami Napiszę coś sobie prywatnie. Ulepszę i jak wrócę to udostępnię. Bardzo przepraszam, ale naprawdę muszę.
PYTAJCIE! ---> http://ask.fm/HipHopowa10
Pa ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›