• Wpisów: 72
  • Średnio co: 29 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 23:07
  • Licznik odwiedzin: 21 853 / 2151 dni
 
paula110
 
Brałam łyk piwa i czułam się wyluzowana jak nigdy.
- Zaczekaj, przyniosę coś mocniejszego.
* * *
(Dwie godziny później)
- Słuchaj.. - ogarnął mnie śmiech, klepnęłam Alana w nogę.
- Ale co?
- No słuchaj ci mówię.
- No nic nie mówisz. - powiedział pełen uśmiechu.
- Bo mnie nie słuchasz. - pisnęłam, a potem machnęłam rękami. - To patrz - o uszy obił mi się dźwięk dzwonka, złapałam się za głowę.
- Czekaj tu, otworzę i zaraz do Ciebie wracam. - poruszał brwiami, posyłając mi zadziorny uśmiech.
Cały świat się kiwał, a ja czułam, że zaraz zasnę z nudy. Wstałam z kanapy i przytrzymując się wszystkiego wkoło dotarłam do okna. Otworzyłam je na oścież, wpuszczając zimne powietrze do środka. Wychyliłam się, żeby podziwiać oświetlone miasto.
- Hej! Hej! Heeej! - krzyczałam, a ludzie obracali się w kółko, myśląc pewnie skąd dobiega głos. Haha, to było takie śmieszne, małe pełzające mrówki. Wszystko było śmieszne. Czułam, że żyje! Nagle ktoś pociągnął mnie za rękę, aż poczułam ciepłe powietrze. Pchnął mnie na kanapę. Był to jakiś chłopak, śmieszy miał nos, a oczy jakieś różowe i cały w plamki. Oparłam się o oparcie kanapy.
- Ona jest kompletnie pijana. - powiedział nowy kolega, ale Alan jakoś się nie przejął.
- Nie jestem. - powiedziałam pewnie, lekko się śmiejąc.
- Nie przesadzaj, trochę wypiła. - rzucił Alan, włączając telewizor i ignorując chłopaka. Ten jednak szybko wyrwał mu pilot, trochę go denerwując - Wynoś się.
- Tak pewnie, żebyście z okien... - kłócili się, a dla mnie zrobiło się to nudne. Wstałam i ruszyłam do kuchni, kiwając się na boki. Nieznany mi koleś podszedł do mnie, przywarł do blatu i otworzył szeroko moje oczy.
- Czego ty jej dałeś? - zapytał po chwili.
- Nic jej nie dawałem! - Alan rozległ się na kanapie. Ja tylko patrzyłam od jednego do drugiego, czekając na ich ciekawe reakcje.
- Nie w ogóle. - dodał sarkastycznie. - Zobacz jej oczy, same źrenice.
- Przestań pierdolić, sam lepiej wiem co robiłem. Wynoś się stąd, albo wstanę do ciebie.
- Nawalony chcesz się bić? Daruj sobie. - miałam dość ich rozmów, położyłam się na zimnej podłodze i zasnęłam po paru minutach.
* * *
Poczułam ciepło, otworzyłam oczy. Leżałam obok Alana, właściwie wtulona w jego klatę. Odwróciłam się i runęłam dywan. Głowa bolała mnie strasznie, jakby ktoś wkręcał mi śrubki w skronie. Spojrzałam na wszystko dookoła. Wszystko było porozwalane, najbardziej przeraziło mnie moje ubranie. Miałam na sobie bluzkę Alana, a on nie miał jej w ogóle. Dresy, w które ubrałam się wczoraj wieczorem leżały w kącie obok kwiatka, a ja siedziałam w samych majtkach. Spojrzałam na chłopaka, miał otwarte oczy.
- Co tu się stało? - zapytałam cichym głosem.
- Trochę za dużo wypiłaś. - usiadł na kanapie.
- Ale jak? Dlaczego mam twoją koszulkę? Co ty mi zrobiłeś? - mówiłam cicho, a w oczach miałam łzy. - Zrobiłeś to specjalnie? - wstałam i poszłam do łazienki. Założyłam ciuchy, które zostawiłam na wiklinowym koszu, spojrzałam w lustro. Moje włosy odstawały w każdą stronę, oczy czerwone, tak jak twarz, nie wiedziałam co mam zrobić. Wyszłam szybkim krokiem z jego mieszkania. Ogarnął mnie zimny chłód, gdy otwierałam główne drzwi. I co teraz?
Ruszyłam przed siebie. Przyszłam nad rzekę, tam gdzie siedziałam całymi dniami po śmierci Babci. Tu gdzie tak dużo myślałam, jak postąpić, żeby nie stracić nadziei. Usiadłam na trawie, czując zimno przyciągające się do mnie od dołu. Podsunęłam kolana pod brodę, obejmując nogi rękami. Spojrzałam gdzieś w oddal. Czemu on to zrobił? Czemu ja tam poszłam? Tyle pytań, a odpowiedzi żadnej. Samochody jeżdżące niedaleko za mną umilały moje uszy. Przechodnie mijali mnie ze wzrokiem "jaka jebnięta". Bolało, strasznie bolało. Przychodziłam tu, bo czułam się bezpieczna, odizolowana. Nigdy nie widziałam nikogo ze szkoły w tych okolicach, to dawało mi większej ochoty przebywania w tym miejscu. Było moje, tylko moje.
* * *
Siedzę tu już 11 godzinę, niebo jest już ciemne, latarnie oświetlają całe miasto, a ja nie czuję nic. Pustka. Ciało bez duszy. Ciągle patrzę w jeden punkt, co chwilę słona łza spływa po policzku. Chore, monotonne życie. Babciu wróć. Potrzebuję cię, staram się z całych sił, ale nie mogę, mam jeszcze tylko parę procent nadziei, lecz to się kończy. Gdzie jesteś? Potrzebuję Cię. Tak bardzo Cię potrzebuję...
Rozmawiałam ze sobą w myślach, aż poczułam, że nie jestem w stanie nawet myśleć. Łzy zakryły moje oczy, ale były ciepłe. Ogrzewały mi policzki. Chociaż, siedząc na zimnej ziemi, w krótkim rękawku, w końcu jesieni przyzwyczaiłam się do niego. Ciało pokryte gęsią skórką, lekko trzęsło się z zimna, którego nawet nie odczuwałam. Czy to w ogóle ma jakiś sens?
Poczułam dotyk czegoś na plecach. Przestraszyłam się, ale nie drgnęłam. Zostałam dalej w swoim miejscu, nie podnosząc nawet głowy.
- Chcesz tu zamarznąć? - usłyszałam męski głos. Podniosłam mokrą twarz w górę. To ten chłopak, który był wczoraj u Alana.
____________________________________________________

Ostatni rozdział w 13 roku, dla którego na pożegnanie mam szczere "wypierdalaj".

Dużo szczęścia w roku, który będzie za godzinę. Będzie dobry, bo musi. Cieszcie się Nim, o to Was proszę i dziękuję, że jesteście ze mną.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
Wikistrony: