• Wpisów: 72
  • Średnio co: 29 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 23:07
  • Licznik odwiedzin: 21 853 / 2150 dni
 
paula110
 
- Uciekaj! - usłyszałam głos Alana, a potem zobaczyłam jak biegnie przed siebie, w stronę ulicy. Dał mi znak, więc też ruszyłam przed siebie. Moja sylwetka rzuciła się w oczy mamy co doprowadziło do chyba ulubionej gry, w którą dzisiaj zaczęła grywać. Rzuciła we mnie butelką, ale byłam daleko przed nią, czyste pudło. Przyspieszyłam kroku, ale ktoś zza rogu złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie. Jedną ręką objął brzuch i przytrzymał moją dłoń, a drugą zakrył mi usta. Czułam ciepło bijące od niego, ale nie przestawałam się trząść, bałam się. W pewnej chwili mocniej mnie do siebie przytulił, a sam bardziej przybliżył do zimnej ściany. Przed oczami miałam mamę. Wstrzymałam oddech. Szła odpychając się od jednego budynku do drugiego, rozglądała się dookoła i mruczała coś pod nosem. Serce waliło coraz mocniej, miałam wrażenie, że zaraz je usłyszy i do nas podejdzie. Kiedy minęło trochę czasu chłopak spojrzał czy nigdzie jej nie ma, a dopiero później mnie puścił. Stanęła przed nim, chociaż nie bardzo mogłam dostrzec gdzie jest. Ciemny kąty pomiędzy blokami nie pozwoliły na to. Chciałam wydusić z siebie głos, ale nie mogłam. Nie wiedziałam o co zapytać.
- Sara! - usłyszałam męski głos Alana, a także wyczułam jego obecność. - Nic ci nie jest? - zapytał, jakby nie wiedział, że ktoś stoi obok. Z resztą skąd mógł to wiedzieć?
Zachowywałam się jak człowiek bez duszy, cicha, sparaliżowana. Alan chwycił mnie za rękę i wyprowadził w stronę chodnika. Przy świetle z wielkich bilbordów, z latarni, sygnalizacji i innych światełek widziałam jego twarz. Miał rozwalony policzek, obok prawego oka. Patrzyłam w jego szare oczy w milczeniu.
- Chodź pójdziemy do mnie. - objął mnie ramieniem i przekręcił w dobrą stronę. Zepchnęłam jego dłoń i szłam obok.
***
Przekręcił kluczyk w zamku i wpuścił mnie do środka. W oczy rzucił mi się zegarek, który jako jedyny świecił się w ciemnym mieszkaniu. Było szesnaście po dziesiątej. Alan zaświecił światło i po ściągnięciu butów byliśmy już w jego pokoju.
- Masz wodę utlenioną i jakieś chusteczki? - patrzyłam na rany, które miał na twarzy.
- Zobaczę. - wyszedł, ale po paru sekundach był z powrotem, z potrzebnymi rzeczami w ręku.
Nalałam troszkę wody na biały gazik i przemyłam okolice jego oka. Zrobił skrzywioną minę, widocznie go zapiekło.
- Może pójdziemy do szpitala? - zapytałam kończąc obmywanie krwi.
- Nie. Wszystko jest dobrze. - wstał z łóżka - Dziękuje. - wziął rzeczy i wyszedł.
Rozglądałam się dookoła. Różowa bluzka, leżąca na fotelu, fajki na biurku, butelki po piwie na szafce, chyba było ciekawie zeszłej nocy.
- Chcesz coś do picia? - usłyszałam głos Alana, pytający gdzieś z kuchni.
Podniosłam się z łóżka chcąc pójść tam gdzie był. Tak jak zgadywałam, znalazłam go przy lodówce.
- Nie. Pójdę już. Trzymaj się. - myślałam, żeby go prosić, żeby zapomniał, jednak nie miałam odwagi, rzuciłam krótkie pożegnanie i udałam się do wyjścia.
- Ej, ej, ej... - stanął przede mną domykając drzwi, które właśnie otwierałam. - Gdzie pójdziesz?
- Nie twoja sprawa. Zejdź. - spiorunowałam go wzrokiem.
Obrócił się i przekręcił zamki kluczykiem, który schował do kieszeni.
- Proszę. - wrócił do kuchni i dalej szukał czegoś w lodówce.
- Otwórz te pieprzone drzwi. - sprawdziłam jeszcze parę razy czy są otwarte, ale nie drgnęły.
- Chodź. - kiwnął głową, zapraszając mnie do salonu.
Niechętnie powlekłam się w jego stronę. Stojąc przed nim splotłam ręce na klatce piersiowej i posłałam mu pytające spojrzenie.
- Siadaj. - uśmiechnął się miło. Przeszła po mnie ulga, coś miłego. Nic nie zrobił, a poczułam się jakbym wygrała samochód. Zajęłam kawałek kanapy na uboczu. On przyklęknął przede mną, a miły wyraz z jego twarzy nie znikał.
- Dokąd chcesz iść? - przestał się uśmiechać. - Do tej zapchlonej budy?
- Wybacz, że nie mam innej. - wydusiłam podniesionym głosem, a oczy zrobiły się szklane. Szybko odwróciłam głowę.
- Ej, ej... Nie płacz. - zauważył. Na przekór wszystkiemu wybuchłam płaczem, nie mogłam, nie chciałam, ale musiałam. - Nie chciałem, nie to miałem na myśli. - usiadł obok mnie, chyba próbował mnie pocieszyć. Złapał za rękę, po czym moje oczy popatrzyły na niego.
- Już, spokojnie. - czułam ciepły dotyk w rękę. - Posłuchaj... Przepraszam, nie chciałem cię urazić. Zostaniesz dzisiaj tutaj, nie wypuszczę Cię nigdzie, nie pozwolę, żeby coś ci się stało. Dam ci koszulkę i spodnie, wykąpiesz się, a później posiedzimy, obejrzymy coś w telewizji, albo pójdziesz spać, zrobimy co będziesz chciała, ale już spokojnie. Jesteś bezpieczna. - poprawił kosmyk włosów, który parę sekund temu zsunął mi się na zapłakane oczy.
Poczułam się kochana, wreszcie ktoś się mną zainteresował, zobaczył, że jest źle.
Chłopak wstał i poszedł do swojego pokoju, wracając z ubraniami dla mnie.
* * *
Wychodząc spod prysznica, delikatnie wytarłam swoje ciało, zawiązałam ręcznik na włosy i przemyłam buzię. Czułam się zupełnie inaczej. Dostrzegłam parę nowych siniaków, które na tle starszych nie charakteryzowały się jakoś szczególnie. Wszystkie dzisiejsze wydarzenia nie dawały mi spokoju, w dalszym ciągu byłam oszołomiona, choć dzięki Alanowi nie myślałam o tym. A pro po niego... Czego od ode mnie chce? Nagle w dosłownie kilka dni z mojego wroga stał się starszym bratem, który wielce się mną przejmuje. Nie pasowało mi tu coś. Sprawiał, że czułam się lepiej, ale wydarzenia, kiedy byliśmy przeciwko sobie zniechęcały mnie do przebywania z nim. Chłopak mijany przez tyle lat łukiem, paraliżujący strach, że pobije cię do zgonu, tak nagle się zmienił. Możliwe? Nie sądzę.
Kończąc wycierać ramiona wzięłam do ręki bluzkę, w którą miałam się przebrać. Była dwa rozmiary za duża, czarna z jakimś białym nadrukiem, a i tak najbardziej zwracał na nią uwagę zapach. Włożyłam przesiąkniętą męskimi perfumami koszulkę i zabrałam się za spodnie, szare dresy Alana. Będąc już ubrana poczułam się taka świeża, bezpieczna, zupełnie inna, jak nowo-narodzona. Zawiesiłam ręczniki na ciepłym grzejniku, żeby się wysuszyły. Podeszłam do drzwi i powoli pociągnęłam klamkę w dół. Dotarł do mnie niesamowity zapach, a ciepło i gładkość podłogi relaksowały moje bose stopy. Niepewnym krokiem poszłam w stronę kuchni. Alan, gdy tylko mnie zauważył, przejrzał od stóp do głowy, a potem szeroko się uśmiechnął. Nawet ja troszkę podniosłam kąciki swoich ust.
- Siadaj. - rzucił, kładąc jedzenie na talerz. - Zaraz wracam. - zniknął gdzieś w swoim pokoju, po chwili pojawił się z dwoma butelkami piwa w ręku. Podał mi jedną, przyjęłam ją niepewnie. Alan po chwili przyniósł miskę, w której roiło się od nuggetsów. Otworzył piwo i usiadł naprzeciwko mnie.
- Jedz, może się nie zatrujesz. - powiedział, biorąc jednego do ręki.
Nie zareagowałam, siedziałam wpatrzona jak gryzie każdy kęs, ale sama nie miałam ochoty. Odstawiłam piwo na ziemię i oparłam się o kolana, które przed chwilą przeniosłam na kanapę.
- Sara? - sprawdzał czy żyję, więc podniosłam głowę. - Co jest?
- Nic. - wzdychnęłam głęboko.
- A Twoja mama... Ona, zawsze taka jest? - widziałam po nim, jak niepewnie zadawał to pytanie.
- Nie. - odparłam krótko i na temat, nie patrząc w jego oczy.
- Sara, popatrz na mnie. Ona jest chora nie miała prawa, nie skrzywdzi cię więcej.
- Zrób coś dla mnie i zapomnij o tym. - burknęłam.
- Dobrze. - westchnął i wstał z kanapy. Podszedł do kuchni, wracając z małą miseczką. - Mandarynki, częstuj się. - postawił przede mną.
- Dziękuję. - popatrzyłam na niego z dołu, gdy stał przy mnie.
- Proszę. - uśmiechnął się, a mnie znowu przeszło to uczucie.
- To co, zdrowie? - podniósł butelkę piwa do góry.
- A twoja babcia?
- Nie wróci dzisiaj. - stuknęliśmy się butelkami.
____________________________________________________

Jest i ten wymęczony rozdział. Dłuższy niż wcześniejsze, potraktujcie to jako "prezent" na święta. :3
A co do świąt. Kochani, życzę Wam dużo, dużo szczęścia, bo jak je się ma to ma się wszystko. Wszystkiego o czym marzycie, spędzonych świąt z tą magią, która towarzyszyła w dzieciństwie, niech będzie też w tym roku, żeby były cieplutkie, wyjątkowe. W następnym roku... Wszystkie postanowienia, żeby się spełniły, żeby był lepszy. Wszystkiego o czym marzycie.
Dziękuję, że jesteście ze mną.
Wesołych Świąt.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
Wikistrony: