• Wpisów:73
  • Średnio co: 23 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 23:07
  • Licznik odwiedzin:19 531 / 1751 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

21.

Przebiegamy właśnie przez ostatnie przejście i zaraz będziemy w domu Alana. Po co ja się dałam namówić? Wbiegamy przemoknięci na klatkę. Zadyszana nawet się śmieję. Muszę zachować rozum, nie mogę się odrywać, bo skończy się amnezją jak ostatnio.
- Kto pierwszy na górze? - zapytał Alan, po czym wbiegał schodek po schodku.
Nie czekałam na nic, po mimo zmęczenia ruszyłam za nim. I tak dobiegł pierwszy, to znaczy jeszcze tego pewna nie byłam, bo po dziesięciu schodkach, spokojnie szłam co stopień. Było mi gorąco, ale w końcu dotarłam na odpowiednie piętro. Alan stał spokojnie oparty o ścianę. Uśmiechnął się kiedy mnie zobaczył. Nacisnął klamkę, i jako pierwsza weszłam do mieszkania. Czułam jak woda z włosów płynie mi po plecach. Głupio było mi wchodzić tak mokra do środka, ale sam mnie zaprosił, niech teraz ma za swoje. Zamknął drzwi i ponownie przesłał mi promienny uśmiech. O dziwo odwzajemniłam go.
- Alanku wróciłeś już? - ten sam głos, który już tu słyszałam.
Zatroskana babcia stanęła w progu i przyglądała się nam bez słów.
- Pójdziemy się przebrać, bo trochę pada... - dodał chłopak i poprowadził mnie do swojego pokoju. Nie pościelone łóżko, brudne ciuchy, talerzyki, a na nich ogryzki z kanapek dodawało jego pokoju takiego charakteru. Od razu widać było, że jego. Ten bałagan.
- Poczekaj znajdę coś dla ciebie. - otworzył szafkę i zaczął wyciągać z niej jakieś ubrania, to nie, bo odłożył, tamto też, aż w końcu coś znalazł. - Trzymaj. - podał przesyłając uśmiech.
Ogarnęło mnie głupie uczucie, nie wiedziałam jak się zachować. W rękach trzymałam szare dresy i bordową koszulkę.
- Spokojnie możesz się przebrać, zaraz wrócę. - wyszedł z pokoju, po czym zamknął za sobą drzwi.
Powoli zdjęłam przemoczone spodnie i włożyłam drugie, za duże, ale przyjemnie ciepłe. W koszulce zatonęłam bardziej. Była znacznie cieńsza, ale ten zapach... Podobało mi się. Poprawiałam spodnie, bo bardzo mi spadały. Nagle drzwi otworzyły się i wszedł Alan z suszarką w dłoniach. Zaśmiał się, odłożył ją na łóżko i podszedł do mnie. Złapał za sznureczki przy spodniach. Ściągnął je i związał, a na koniec dodał swój uroczy uśmiech, który znowu odwzajemniłam.
- Nie będziesz miała nic przeciwko jak kolega jeszcze wpadnie? - spytał patrząc na moją reakcje. Nie spodobał mi się ten pomysł.
W tym samym momencie rozległ się dzwonek do drzwi. To teraz przecież nie powiem nic. Miałam nadzieję, że szybko sobie pójdzie, a najbardziej bałam się, że okaże się kimś z naszej szkoły.
- Zaraz wracam. - wyszedł otworzyć koledze. Po paru minutach był już w pokoju, a raczej byli, bo z nim jakaś dziewczyna. Ostry makijaż, skórzana spódniczka ledwo zakrywająca jej dupę, krótka i obcisła bluzka, oczywiście z cyckami na wierzchu. Wydaje mi się, że już kiedyś ją widziałam gdzieś na mieście, a na pierwszy rzut oka nie wydawała się być fajna. Żując sobie gumę chodziła po pokoju oglądając to i owo. Chłopaki rozmawiali, a ja nawet tego nie zauważyłam, bo dziewczyna strasznie odwróciła moje myśli. Wszystko wyglądało tak, jakby wpadli po coś na chwilę, a potem szli na imprezę. Zaczęli do mnie podchodzić, zaczyna się zapoznawanie.
- Wiktor. - wyciągnął do mnie rękę, jako pierwszy.
- Sara. - powiedziałam moje imię.
- Tatiana - dziewczyna również podała mi dłoń, a ja znów wypowiedziałam swoje imię.
- Zaraz Kadi z ludźmi wpadnie. - dodał Wiktor, po czym usiadł na łóżku.
- Co? - Alan wyglądał na lekko niezadowolonego.
- No już zbiera ludzi, spoko towar też przyniosą.
- Mogliście uprzedzić. Siadajcie. - powiedział, po czym wyjął telefon z kieszeni i przyłożył go do ucha.
- Siema. Weź kup mi po drodze dwa bilety do kina, na cokolwiek. - dziwiłam się po co.
- ...
- Wiem, tylko jakoś babcię muszę zająć co nie?
- ...
- Jak będziecie pod blokiem zadzwoń. Siema.
Rozłączył się i spojrzał na nas wszystkich.
____________________________________________________

Przepraszam, że tak krótki.
  • awatar *Etta*: żyjesz jeszcze?
  • awatar Echo to tylko odbicie dźwięku: Oooo super masz to opowiadanie <3 Pierwsze które mnie naprawdę zainteresowało na pingerze. :3 Najlepsze jest to, że Sara nie rzuciła się od razu w ramiona Alana (jeśli w ogóle to zrobi), jak dzieje sie w większości opowiadań.
  • awatar #Happy: Kurcze świetny. Zastanawiam się kiedy pojawi się następny rozdział ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 

20.

- Zaczekaj tu. - zostawiłam Alana na ławce i ruszyłam w stronę kiosku.
- Dwie paczki chusteczek. - szybko rzuciłam i wymieniłam je w zamian za 2-złotową monetę. Podeszłam do niego dając mu jedną. Resztę wepchnęłam do kieszeni.
- Przepraszam za niego. - rzuciłam mu spojrzenie, typu "kpisz?!" po tym co powiedział. - Za siebie też.. - zareagował na moje gesty.
- Chcę wiedzieć co działo się tamtej nocy. - powiedziałam prosto z mostu.
- Której? - zapytał, denerwując mnie.
- Mów. - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- Czemu jesteś taka chamska? - zmienił temat.
- Odpowiedz mi. - rzuciłam, upierając się ciągle przy jednym.
- Ty pierwsza - uśmiechnął się.
- Zacznijmy od tego, że mnie wkurzasz, lub mam to w genach.. Wybieraj co wolisz. A teraz mów. - natarczywie próbowałam dojść do prawdy.
- Za dużo wypiłaś, zasnęłaś i rano wyszłaś. - nie rozwinął swojej wypowiedzi, dlatego potrząsnęłam głową, tak aby zrozumiał, że mam mówić dalej, ale to nie skutkowało.
- Dobra, muszę iść. - odwróciłam się zostawiając Alana na ławce.
- Zaczekaj. - wstał - Pójdziemy się przejść? - delikatnie podniósł kąciki swoich ust. Nie mogłam mu ulec, zgodzić się, chociaż trochę miałam ochotę. Nie mogę, Sara, rozumiesz, nie! - Nie daj się prosić..
- Niech będzie. - odparłam po dłuższej chwili namysłu, nie pokazując na twarzy zainteresowanych emocji. Czemu taka jestem?
Głucha cisza sprawiała, że spacer stawał się porażką. Liczyłam na jakikolwiek początek rozmowy od Alana, jednak po krótkim namyśle sama ją rozpoczęłam.
- Kim był ten chłopak? - przy okazji mogłam dostać odpowiedz na nurtujące mnie pytanie.
- Nikim ważnym. Uważaj na niego.
- Czemu? - drążyłam temat.
- Kręci cię zabawa uczuciami? Zmienianie dziewczyn jak rękawiczki. - spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem.
- A ty to niby co? - pytanie retoryczne, z którego pewnie się wyprze.
- W porównaniu do niego to małe gówno. (Pozdrowienia dla Madzi, dziękuję za tekst!)
- Skąd go znasz? - chciałam wyciągnąć więcej.
- Nie interesuj się tym. Nie chcę, żeby cię wykorzystywał. - zatrzymał się przede mną patrząc prosto w moje oczy. Speszyłam się i nie wiedziałam jak zareagować. Odległość między nami była coraz mniejsza. Intensywny zapach jego perfum unosiły mnie gdzieś w nieznane. Położyłam dłoń na klatce piersiowej Alana i odepchnęłam go. Przygryzł wargę, nie udało mu się. Nie jestem tak słaba, żeby się tak poniżyć.
- Przepraszam, zbyt bardzo mnie pociągasz. - powiedział niezbyt głośno. Rzuciłam dziwny wzrok, a w środku szczerzyłam się jak dziecko.
Stałam w ciszy, bo nie widziałam co odpowiedzieć. Tak seksownie przygryzł swoje usta. Rozmarzyłam się. Sara! Sara! Powrót!
- Co mówiłeś? - wyrwałam się zza myślenia.
- Pytałem czy wpadniesz do mnie? - spoglądał nietypowym wzrokiem.
- Nie udało ci się mnie pocałować, to myślisz, że zwiążesz i zgwałcisz? Prędzej ja to zrobię. - rzuciłam pewna siebie. Na twarzy wciąż miałam poważną minę.
- Każdego tak nisko cenisz? - spoważniał. Przyznam, że zrobiło mi się głupio. Od kiedy ja mam jakieś wyrzuty sumienia? Co za człowiek.
- Muszę iść. - minęłam go uderzając ramieniem w jego.
- To wpadniesz? - krzyknął za mną.
- Daruj sobie. - moja duma zawsze musiała być na swoim miejscu.
* * *
Wchodzę na swoją klatkę, do kamienicy. Otwieram drzwi, a za nimi wspaniałą mamę. Te same rozczochrane włosy, brudna szara bluzka. Bez słowa mijam ją, udając się do kuchni w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia.
- Znowu nic nie kupiłaś? - wiem, że to pytanie retoryczne, ale i tak za każdym razem je zadaję. Trzaskam drzwiami od lodówki i idę do siebie.
O dziwo podeszła do mnie dając mi cieniutką reklamówkę, a w niej dwie bułeczki. Nie podziękowałam, tylko odeszłam do siebie. Zjadłam je od razu, nie patrząc na nic. Postanowiłam się położyć, czułam w głowie ciężkie zmęczenie, nieprzyjemny ból. Zimne powietrze mobilizuje mnie do znalezienia jakiegoś nakrycia. Po parunastu minutach gdzieś znalazłam małe, brudne i dziurawe prześcieradło. Tylko co innego mi pozostało? Położyłam się na zniszczonym łóżku z zapadniętym materacem i przykryłam starą płachtą. Długo nie mogłam zmrużyć oka. Telepałam się, a zęby stukały mi o sąsiednie. Słyszałam stukanie deszczu o parapet. Pojedyncze kap, kap. Tylko tego brakowało. Zwinięta w kłębek powolutku zamykałam oczy...
* * *
Coś mnie obudziło. Przecież położyłam się dziesięć minut temu, akurat zawsze jak zasnę ktoś musi to przerwać. Tym razem nie słyszałam poszczególnych kropel. Deszcz lał się jak z kranu. Otworzyłam jedno oko, z nadzieją, że może mi się tylko wydaje i nikt mnie nie budzi. Odwróciłam się na drugi bok. Cholera, Alan. Spokojnie krążył po pokoju obserwując łażące i przerażające mnie pająki. Zerwałam się z łóżka. Kto go tu w ogóle wpuścił?!
- Co ty tu robisz?! - zapytałam zdenerwowana, trochę podniesionym głosem, niż zwykle.
- Przyszedłem po ciebie. - odparł rozglądając się tu i ówdzie.
- Kto cię tu wpuścił? - wkurzona, pełna złych emocji czułam, że zaraz wybuchnę.
- Twoja mama, powiedziała, że jesteś u siebie. A teraz pójdziesz ze mną. - opanowany oświadczył mi coś co nie spodobało się mojemu charakterkowi. Jedna z zasad - nikt nie będzie mi mówił co mam robić.
- Nie przychodź tu więcej. - szepnęłam patrząc na drzwi. Chciałam przekazać mu, żeby wyszedł. Jednak uparty osioł dalej stawiał na swoim.
- Nie wyjdę stąd bez ciebie. - usiadł na krańcu łóżka.
- To sama cię wywalę. - odparłam, choć wiedziałam, że dziś nie mam na to siły.
- Sara - wstał i zaczął podchodzić w moją stronę - Wolisz tutaj zostać? - patrzył na wszystko dookoła.
- Po prostu wyjdź, czego nie rozumiesz? - wiem, że to nie grzeczne wypraszać gości, ale nie należę do osób towarzyskich.
- Wyjdę, jak wyjdziesz ze mną. - był cierpliwy.
- Dobra, ale pada na dworze. - improwizowałam, a moim celem było wygonienie Alana z domu, zanim matka uzna go za jakiegoś alfonsa.
____________________________________________________

No wreszcie się udało zmobilizować i dodać coś. Trochę dłuższy jak zwyczajnie, to dobrze.
Chciałabym dodawać trochę swobodniej to opowiadanie, żeby było jak kiedyś, ważne. Teraz jest tylko małym dodatkiem. Może jeszcze to się zmieni. Dziękuję, że wciąż jesteście, chociaż z rozdziału na rozdział Was coraz mniej.
Pytania: ask.fm/HipHopowa10
  • awatar beautiful. ♣: piękny rozdział! jestem naprawdę ciekawa, jaką niespodziankę szykujesz dla czytelników w następnym rozdziale.. czy między Sarą, a Alanem coś się wydarzy? jestem bardzo ciekawa, czekam na następny:)
  • awatar BOPIERDOLSIE: Łoo ja, tyle dobrych teklstów w jednym rozdziale :D No ta jej matka to wgl, taka dziweczka, a bułeczki raz w zyciu kupiła, może zatrute? No nie wiem. Ciekawe co z tym Alanem będzie. najvbardziej to mi się podobał fragment: 'Co za głupi człowiek' :D
  • awatar Fuck Yeah ♥♥: O fak! Świetne :) Nic dodać nic ująć ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

paula110
 
madxangel
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

19.

Z dedykacją dla:
- Magdy - dziękuję za wszystkie pomysły
- *Etta* (etta.pinger.pl.pinger.pl)
- Desolation.(kiniuaa.pinger.pl)
Miłego czytania.
__________________________________________________
Odejście wychowawczyni wprowadziło dziwną atmosferę. Nie wiedziałam co powiedzieć, ale wypadało podziękować.
- Dzięki. - odparłam i chciałam go wyminąć, żeby znów szlajać się po mieście bez celu.
- Chodź, odwdzięczysz się. - zaczął iść w stronę głównej ulicy. Stałam nadal na swoim miejscu, patrząc na niego z niezrozumieniem lub innym zinterpretowaniem tego co powiedział. - No chodź, przecież cię nie zgwałcę.
Nie pewnie dogoniłam go. Szłam obok nie odzywając się, przecież zawsze mogę uciec. Mijaliśmy boczne uliczki, jak zwykle zaplute, zaśmiecone, ale jednak gimbaza miała gdzie się napić, więc jakiś urok miały. Po piętnastominutowej drodze w milczeniu doszliśmy do małej kawiarenki. Stojąc przed małym, różowym budynkiem, otworzył drzwi i przepuścił mnie przodem. Miły gest, jednak pogawędki przy kawie nie wyglądały na jedno z jego ulubionych zajęć, z resztą do moich też nie należało. Zajęliśmy miejsce przy ścianie i czekaliśmy na kelnerkę. Za parę minut przyniosła nam menu. Gdy przeglądałam kartę górą zerkałam na chłopaka siedzącego naprzeciwko, aż w końcu zapytałam:
- Co tu robimy?
- Będziemy pić herbatkę - odpowiedział ciągle czytając napisy. - No chyba, że wolisz piwo...
- Słodki, różowy klimat nie jest w moim guście. - odparłam.
- Całe szczęście. - wstał i czekał, aż zrobię to samo. Chwilę później byliśmy już na zewnątrz. Szłam za nim jak przyklejony rzep, nikt się nie odzywał. Z resztą rozmowa z nim nie była jakaś fascynująca. Weszliśmy w polną dróżkę otoczoną jakimiś krzakami, przepuścił mnie przodem, gdzie zobaczyłam dziurę w płocie. Przedarłam się przez nią, a on zaraz za mną. Wróciliśmy na chodnik, który doprowadził nas do mostu nad ulicą Gutenberga. Z oddali widziałam dalej stojącą grupę osób, obawiałam się kto mógł tam być. Z krokiem na krok byliśmy coraz bliżej zgromadzenia, słyszałam śmiechy, ale mina wciąż była poważna.
W pewnym momencie chłopak zatrzymał się i przywitał z innymi. Jeden blondyn wziął i podał mu piwo, a kolejne dotarło do mnie...
- Trzymaj. - wzięłam puszkę mocnej Tatry.
Nikogo nie obchodziło kim jestem, skąd się wzięłam. Nawet chłopak z którym przyszłam mnie nie znał, ja go tym bardziej. Żarty ludzi stojących wokół mnie obijały mi się o uszy. Wzięłam łuk gorzkiego alkoholu.
- Dżej skocz po mocniejszy prowiant. - jeden z chłopaków zwrócił się do typka najbardziej wyróżniającego się z całej paczki. Był niski i miał delikatną bródkę. Kolczyk i tunel, dość spory charakteryzowały go na niegrzecznego faceta. Jednak było coś co przekreślało ten pozór. Głos miał bardzo wysoki, ledwo powstrzymywałam się, żeby nie wybuchnąć śmiechem, kiedy coś mówił. A dokładnie w tym momencie to zrobił. Uśmiechnęłam się szeroko, nie mogłam nad tym zapanować.
- Już ją bierze? Po jednym? - spytał koleś, opierający się o barierkę przez cały czas, jakby był do niej przyklejony.
- Nie. - zaprzeczyłam, robiąc poważną minę.
- To co ci tak wesoło? - do rozmowy wkroczył koleś, który przez cały czas w ogóle nic nie mówił.
- Nie mogę jego głosu.
- Spokojnie on się helu nawdychał, normalnie leci basem. - powiedział ktoś z tłumu.
Impreza coraz bardziej się rozkręcała. Byłam już w połowie drugiego piwa. Nie mogłam skończyć tak jak ostatnio. Powolutku i po troszku, żeby nie przegapić żadnego momentu. Przede mną nagle pojawił się nijaki Alan. Podszedł do chłopaka, który mnie tu przyprowadził i zaczął na niego krzyczeć z niewiadomego powodu.
- Po co ją tu przyprowadziłeś?! - szarpał go za bluzę. - Może masz jakieś plany?! Upić, przelecieć?
- I kto to mówi... Co się niby działo ostatnio u ciebie? - przysłuchiwałam się słowom chłopaka, którego imienia nie znałam.
- Odpierdol się od niej! - pięść Alana leciała w stronę twarzy chłopaka. Ten jednak się obronił, a to zadziałało jak bumerang, bo Alan nie był w stanie się obronić. Szybko oddał koledze zadane mu ciosy i teraz oboje mieli zakrwawione twarze. Do kolejnych ran nie doszło, bo szybko przytrzymali nieznanego mi chłopaka, a ja zabrałam Alana do parku cztery ulice dalej.
____________________________________________________
  • awatar Fuck Yeah ♥♥: Warto było czekać na kolejny rozdział :) Oby tak dalej, robi się coraz ciekawiej :)
  • awatar Gość: Oh, dedyk dla mnie <3 Tyle wygrać <3 Shpadlinka w formie jak wiedzę ;D Rozdział naprawdę świetny, chociaż co ja mogę pisać i tak znam zakończenie nawet jeśli zaczynasz dopiero rozwijać wątek główny aka miłosny xd No ten teges... W razie czego, zawsze do usług =3
  • awatar FeelThisMoment.: Genialne.. tylko dlaczego tak rzadko piszesz..?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

18

Kolejny dzień
Wchodząc rano do szkoły, od razu podeszłam do szafki. Miałam w sobie trochę pozytywnych uczuć. Ludzie patrzyli na mnie jak zawsze, podstawiali nogi, wyśmiewali moje ubrania, przymknęłam oko.
- Hej maleńka. - ktoś wyszeptał mi do ucha, delikatnie odgarniając moje włosy. Odwróciłam głowę, przed oczami zobaczyłam Krystiana. Wbił mi kolano w plecy, ale przytrzymał przed upadkiem. Kumple zasłonili całą akcję, więc szybko przeprowadził mnie do "ciemnego zaułka". Całą siłą pchnął na ławkę, która stała przy ścianie, w którą uderzyłam głową. Podszedł do mnie i trzasnął mnie w policzek. Rozrodziła się we mnie ogromna złość, chciałam wstać, ale był silniejszy, a za nim jeszcze dwóch. Pociągnął mnie za rękę, żebym wstała.
- Patrzcie czy nikt nie idzie. Wszedł ze mną w jakiś kąt. Właściwie siłą mnie tam wepchnął.
- Na kolana. - powiedział, pewny siebie. Stałam w bezruchu. - Mam ci pomóc? - pchnął mnie na ziemię.
- Zostaw mnie. - wyszeptałam.
- Mała przyjemność i spadam. - zaczął rozpinać swoje spodnie. Trzęsłam się, wiedziałam, że to nie skończy się dobrze. Bałam się, tak cholernie się bałam. Łzy lały się potokiem. Złapał mnie za włosy, przysuwając bliżej. Ktoś go odepchnął, prosto na ziemię.
- Schowaj tego małego. - rzucił i za rękę wyprowadził mnie na zewnątrz szkoły, bocznym wyjściem.
Zapłakanymi oczami spojrzałam na chłopaka, który mnie stamtąd wyciągnął. Znowu on? Moje myśli nie były złe, uratował mnie. Co by się stało jakby go tam nie było? Czarne myśli przeleciały przed powiekami. Oparłam się o ścianę budynku, waląc w nią zdrową pięścią. Czułam się źle, najgorzej, chciałam się zabić, chciałam wszystkich zabić, musiałam się wyżyć.
- Cicho już... - zbliżył się do mnie, biorąc mnie lekko za rękę. Delikatnie, przysunął ją do siebie. Odwróciła się i wtuliłam w jego klatkę. Trochę chyba go zszokowałam, bo stał się nieruchomy, jednak po chwili przysunął jeszcze bliżej i głaskał moje włosy... Czułam się, jak przy Alanie, gdy wyprowadził mnie z domu od atakującej matki. Wszystkie emocje przeszły. Odfrunęły. Jeden mały gest, a zmienił wszystko.
Odsunęłam się od niego, jaka ja jestem głupia. Dopiero teraz wiem, co zrobiłam.
- Przepraszam. - powiedziałam. - To nie tak miało wygl... Jezu, co ja w ogóle tutaj robię. - przyłożyłam rękę do głowy - Sorry, muszę iść. - Minęłam go, z zamkniętymi oczami, kiwając głową, chcąc zapaść się pod ziemię, udałam się do drzwi wejściowych. W których... na moje nieszczęście zderzyłam się z wychowawczynią. Na swoje ramie zarzuciła brązową torebkę, zadając mi pytanie, którego wolałam uniknąć:
- Sara czemu nie jesteś na zajęciach?
Milczałam, a kiedy chciałam wydostać z siebie jakieś głosy, chłopak, nadal stojący za mną przerwał mi.
- Właśnie idziemy do dentysty.
- Dentysty? - mocniej z akcentowała słowo, jakby nie wiedziała co oznacza. Chłopak kiwnął głową, robiąc przy tym odpowiednią minę. - To dlaczego wchodzisz do szkoły? I dlaczego płaczesz?
- Ona po prostu boi się dentysty. Chciała mi uciec, ale jak dobrze, że pani się zjawiła. - zmyślał, próbując wybrnąć z sytuacji.
- Nie przekonujecie mnie. Nie wiem nawet kim dla Sary jesteś. - odparła - Wracaj na lekcje. - skierowała się do Sary i już chciała odejść, jednak chłopak zatrzymał ją, dotykając czule jej ramienia.
- Proszę pani - spojrzał jej w oczy - jestem dla Sary dalszym kuzynem, proszę, musimy iść, bo w domu ciągle marudzi. Jestem tu na prośbę jej taty, sama by nie poszła. - patrzył z przekonywaniem, a ona się nabrała.
- Zgoda, idźcie, usprawiedliwię ci to, ale masz być jutro w szkole i chcę dostać karteczkę od stomatologa.
- Sam ją tu odprowadzę. - uśmiechnął się sztucznie. Ridecka odwzajemniła to i odeszła.
____________________________________________________
Napisałam to ponad tydzień temu i teraz przed dodaniem nawet nie przeczytałam. Nie wiem czy dalej chcę prowadzić tego bloga, nie wiem czy jest jakikolwiek sens. W myślach mam założenie nowego, nie chcę przestać pisać, ale w mojej głowie jest miliony myśli i z czasem wszystko chciałabym zmienić, akcja nawet nie jest w połowie tego co planowałam, a to JUŻ 18 rozdział. Pomyślę, ale nie wiem czy kolejny się pojawi.
Przepraszam.
  • awatar Desolation.: Rozdział jak zwykle cudny. Och też miałam chwilowe wahania i poddałam się :/ zrobisz jak uważasz, ale myślę, że jeszcze możesz wiele zmienić, dodać. Możesz wprowadzić wiele wątków. Wiele rzeczy możesz zrobić wystarczy to jakoś porządnie ułożyć :) komentuje z poślizgiem, tak wiem, ale cóż. Nadal czekam, aż będzie coś z Alanem i chyba nigdy nie przestanę na ten moment czekać. Piszesz cudownie, więc jeśli z tego rezygnujesz kolejne będę czytać z takim samym zachwytem, a może nawet i większym. Czekam na kolejny :)
  • awatar Zawsze z nim.: Bardzo fajnie piszesz ;)
  • awatar FeelThisMoment.: Dla mnie bomba.. Masz talent do pisania takich opowiadań :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Poczułam dotyk czegoś na plecach. Przestraszyłam się, ale nie drgnęłam. Zostałam dalej w swoim miejscu, nie podnosząc nawet głowy.
- Chcesz tu zamarznąć? - usłyszałam męski głos. Podniosłam mokrą twarz w górę. To ten chłopak, który był wczoraj u Alana.
Usiadł obok, na trawie. Nie bałam się go. Byłam spokojna, co mógł mi zrobić? Nic. Westchnął głęboko, a potem próbował dowiedzieć się co się stało. Nie powiedziałam mu ani słowa.
- Chodzi o Alana? - spojrzał przed siebie, ale chwilę potem wzrokiem był na mojej twarzy.
- Obudziłam się tam - zaczęłam cichym głosem, wydobywać z siebie słowa - całkiem inaczej ubrana, obok niego. Rozumiesz? Nic nie pamiętam. - usłyszałam trąbienie samochodu, a potem krzyki. Wołali chłopaka, który siedział obok mnie.
Zareagował na to i wstał. Przycupnął przede mną, podtrzymując się moich kolan.
- Nie spaliście ze sobą. - miał poważną minę, przez kilkanaście sekund wpatrywał się w moje oczy, to chyba oznaczało, że mówi prawdę. Po za tym był tam, to pamiętam na pewno. Kolejne dźwięki klaksonu obijały się o uszy i jakieś wrzaski też.
- Bluzę oddasz kiedy indziej. - odszedł.
Wszystko było dziwne. Takie niepoukładane. Co jeśli kłamał? Wstałam, włożyłam jedną rękę w rękaw bluzy, którą chłopak nałożył na moje plecy przy przyjściu.
* * *
Wróciłam do domu. Mamy nie było, całe szczęście. Weszłam do łazienki, z której chciałam skorzystać... Sam zapach wypchnął mnie z niej aż do kuchni. Zawiązałam twarz bluzką, która leżała gdzieś na blacie i powoli weszłam do środka. Po załatwieniu swoich spraw wybiegłam jak najszybciej, wykaszlując zaciągnięte stamtąd powietrze. Ohyda.
Weszłam do salonu, oczywiście zawalonego butelkami piw przeróżnej marki. Rozejrzałam się dookoła i podeszłam za kanapę, gdzie znalazłam różowe stringi, zużyte prezerwatywy i pięćdziesiąt złoty. Ten dom to jakiś burdel. Wzięłam kasę do ręki i zdecydowałam się wyjść do sklepu po coś do jedzenia. Miałam w dupie czyje to pieniądze. Trochę się zdziwiłam, bo ta kwota nie była u mnie częstym gościem, w sumie jak każda...
Szybko podeszłam w stronę drzwi, w których zderzyłam się z Alanem. Po co on tu przylazł?! Wkurzona, ominęłam go bez słowa i zbiegłam po schodach na dół, na świeże powietrze. Jakby nic się nie stało, zupełnie obojętna, chociaż to były tylko pozory. Czemu o nim myślę? Próbował mnie zatrzymać. Łapał za rękę, stawał przede mną, mówił, ale kompletnie nie chciało mi się go słuchać. Nie wytrzymałam, co za osioł!
- Czego ty kurwa chcesz? Zostaw mnie w spokoju! - krzyknęłam i jakby nigdy nic szłam dalej, może tylko trochę szybciej.
- Stój. - przytrzymał rękaw bluzy, którą miałam na sobie, ale szybko się wyrwałam. - Dobra to będę za tobą szedł.
Kurwa czego on pragnie? Zauważyłam, że mój szybki marsz zmienił się w trucht, biegłam pomiędzy blokami, plącząc się gdzieś za kontenerami na śmieci, żeby tylko go zgubić i nic. Bez problemu biegł obok, nawet się nie męczył. Zapotrzebowana oddechem stanęłam opierając się o zimną ścianę budynku.
- Tak szybko się zmęczyłaś? - był pełen uśmiechu.
- Nie. - schyliłam się, wyminęłam go i pobiegłam przed siebie. Zaśmiał się i lajtowo ruszył za mną. Nie byłam zła, to przeminęło, chciałam mu tylko dopiec i być szybsza. Z każdym kolejnym krokiem byłam coraz dalej, ale i tak mnie dogonił. Zmęczona zatrzymałam się w ciemnej uliczce. Alan stanął obok. Dyszałam, jakby mi płuca wychodziły, chyba bieg na dłuższy dystans nie jest dla mnie, albo trzeba popracować nad kondycją.
- Poddaje się. - zaczęłam zdyszana.
- Chciałem pogadać.
- O? - poprawiłam włosy.
- Może nie tu.
- To gdzie? - uniosłam pytająco brew.
- Wpadniesz gdzieś o 20? - zapytał.
- Nie. - odwróciłam wzrok i zaczęłam iść.
- Okej, zaczekaj. Przepraszam za to, nie powinienem pozwolić ci spróbować, ani w ogóle dawać nic do picia, byłaś pijana, a ja nieodpowiedzialny. Naprawdę żałuje. - takie wystąpienie z jego strony? A może to nie Alan? Byłam w szoku, zaskoczył mnie.
- Było coś między nami? - musiałam o to zapytać.
- Nie - odarł z poważną miną - a szkoda - dodał uśmiechnięty. Walnęłam go w ramię. - To jak? Sztama?
- Sztama. - uśmiechnęłam się, chociaż niezbyt mu ufałam. Miałam gdzieś wszystko co złe. Przy nim czuję się inna.
_____________________________________________________________________
Długa przerwa była, ale już jestem.

*WYGLĄD BOHATERÓW*

*Sara*
wygląda trochę inaczej, niż tak jak ją sobie wyobrażam, ale po paru dniowym szukaniu poddaję się.


*Alan*

*Matka Sary*


Tajemniczy ktoś innym razem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Odzyskałam dzisiaj kompa, bo miałam karę.
Nie mam nawet zdania na kolejny rozdział, ale coś zaraz napiszę. Jutro znów mi chyba zabiorą, więc nie wiem kiedy się pojawi.
Przepraszam, że nie dodawałam nic, ale no. W każdym bądź razie mamy dopiero 22, więc coś okoły połowy powinnam mieć, jeśli wena będzie chciała współpracować.
* * *
No i pochwalę się Wam tutaj. Spotkałam wczoraj człowieka, dzięki któremu istnieje takie, a nie inne opowiadanie, a także tego, który już nie raz podnosił mnie z ziemi. Tak, więc nie jestem w stanie w to uwierzyć, czasem nie wiem co się dzieje. Łzy szczęścia. Dziękuję, Wojtek, całym sercem.
A także Mikser, który także się do wszystkiego przyczynia.



* * *
Co do zdjęć bohaterów to wstawię, postaram się.
A co do wątku z motocyklami też się postaram coś wstawić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›
 

 

16.

Brałam łyk piwa i czułam się wyluzowana jak nigdy.
- Zaczekaj, przyniosę coś mocniejszego.
* * *
(Dwie godziny później)
- Słuchaj.. - ogarnął mnie śmiech, klepnęłam Alana w nogę.
- Ale co?
- No słuchaj ci mówię.
- No nic nie mówisz. - powiedział pełen uśmiechu.
- Bo mnie nie słuchasz. - pisnęłam, a potem machnęłam rękami. - To patrz - o uszy obił mi się dźwięk dzwonka, złapałam się za głowę.
- Czekaj tu, otworzę i zaraz do Ciebie wracam. - poruszał brwiami, posyłając mi zadziorny uśmiech.
Cały świat się kiwał, a ja czułam, że zaraz zasnę z nudy. Wstałam z kanapy i przytrzymując się wszystkiego wkoło dotarłam do okna. Otworzyłam je na oścież, wpuszczając zimne powietrze do środka. Wychyliłam się, żeby podziwiać oświetlone miasto.
- Hej! Hej! Heeej! - krzyczałam, a ludzie obracali się w kółko, myśląc pewnie skąd dobiega głos. Haha, to było takie śmieszne, małe pełzające mrówki. Wszystko było śmieszne. Czułam, że żyje! Nagle ktoś pociągnął mnie za rękę, aż poczułam ciepłe powietrze. Pchnął mnie na kanapę. Był to jakiś chłopak, śmieszy miał nos, a oczy jakieś różowe i cały w plamki. Oparłam się o oparcie kanapy.
- Ona jest kompletnie pijana. - powiedział nowy kolega, ale Alan jakoś się nie przejął.
- Nie jestem. - powiedziałam pewnie, lekko się śmiejąc.
- Nie przesadzaj, trochę wypiła. - rzucił Alan, włączając telewizor i ignorując chłopaka. Ten jednak szybko wyrwał mu pilot, trochę go denerwując - Wynoś się.
- Tak pewnie, żebyście z okien... - kłócili się, a dla mnie zrobiło się to nudne. Wstałam i ruszyłam do kuchni, kiwając się na boki. Nieznany mi koleś podszedł do mnie, przywarł do blatu i otworzył szeroko moje oczy.
- Czego ty jej dałeś? - zapytał po chwili.
- Nic jej nie dawałem! - Alan rozległ się na kanapie. Ja tylko patrzyłam od jednego do drugiego, czekając na ich ciekawe reakcje.
- Nie w ogóle. - dodał sarkastycznie. - Zobacz jej oczy, same źrenice.
- Przestań pierdolić, sam lepiej wiem co robiłem. Wynoś się stąd, albo wstanę do ciebie.
- Nawalony chcesz się bić? Daruj sobie. - miałam dość ich rozmów, położyłam się na zimnej podłodze i zasnęłam po paru minutach.
* * *
Poczułam ciepło, otworzyłam oczy. Leżałam obok Alana, właściwie wtulona w jego klatę. Odwróciłam się i runęłam dywan. Głowa bolała mnie strasznie, jakby ktoś wkręcał mi śrubki w skronie. Spojrzałam na wszystko dookoła. Wszystko było porozwalane, najbardziej przeraziło mnie moje ubranie. Miałam na sobie bluzkę Alana, a on nie miał jej w ogóle. Dresy, w które ubrałam się wczoraj wieczorem leżały w kącie obok kwiatka, a ja siedziałam w samych majtkach. Spojrzałam na chłopaka, miał otwarte oczy.
- Co tu się stało? - zapytałam cichym głosem.
- Trochę za dużo wypiłaś. - usiadł na kanapie.
- Ale jak? Dlaczego mam twoją koszulkę? Co ty mi zrobiłeś? - mówiłam cicho, a w oczach miałam łzy. - Zrobiłeś to specjalnie? - wstałam i poszłam do łazienki. Założyłam ciuchy, które zostawiłam na wiklinowym koszu, spojrzałam w lustro. Moje włosy odstawały w każdą stronę, oczy czerwone, tak jak twarz, nie wiedziałam co mam zrobić. Wyszłam szybkim krokiem z jego mieszkania. Ogarnął mnie zimny chłód, gdy otwierałam główne drzwi. I co teraz?
Ruszyłam przed siebie. Przyszłam nad rzekę, tam gdzie siedziałam całymi dniami po śmierci Babci. Tu gdzie tak dużo myślałam, jak postąpić, żeby nie stracić nadziei. Usiadłam na trawie, czując zimno przyciągające się do mnie od dołu. Podsunęłam kolana pod brodę, obejmując nogi rękami. Spojrzałam gdzieś w oddal. Czemu on to zrobił? Czemu ja tam poszłam? Tyle pytań, a odpowiedzi żadnej. Samochody jeżdżące niedaleko za mną umilały moje uszy. Przechodnie mijali mnie ze wzrokiem "jaka jebnięta". Bolało, strasznie bolało. Przychodziłam tu, bo czułam się bezpieczna, odizolowana. Nigdy nie widziałam nikogo ze szkoły w tych okolicach, to dawało mi większej ochoty przebywania w tym miejscu. Było moje, tylko moje.
* * *
Siedzę tu już 11 godzinę, niebo jest już ciemne, latarnie oświetlają całe miasto, a ja nie czuję nic. Pustka. Ciało bez duszy. Ciągle patrzę w jeden punkt, co chwilę słona łza spływa po policzku. Chore, monotonne życie. Babciu wróć. Potrzebuję cię, staram się z całych sił, ale nie mogę, mam jeszcze tylko parę procent nadziei, lecz to się kończy. Gdzie jesteś? Potrzebuję Cię. Tak bardzo Cię potrzebuję...
Rozmawiałam ze sobą w myślach, aż poczułam, że nie jestem w stanie nawet myśleć. Łzy zakryły moje oczy, ale były ciepłe. Ogrzewały mi policzki. Chociaż, siedząc na zimnej ziemi, w krótkim rękawku, w końcu jesieni przyzwyczaiłam się do niego. Ciało pokryte gęsią skórką, lekko trzęsło się z zimna, którego nawet nie odczuwałam. Czy to w ogóle ma jakiś sens?
Poczułam dotyk czegoś na plecach. Przestraszyłam się, ale nie drgnęłam. Zostałam dalej w swoim miejscu, nie podnosząc nawet głowy.
- Chcesz tu zamarznąć? - usłyszałam męski głos. Podniosłam mokrą twarz w górę. To ten chłopak, który był wczoraj u Alana.
____________________________________________________

Ostatni rozdział w 13 roku, dla którego na pożegnanie mam szczere "wypierdalaj".

Dużo szczęścia w roku, który będzie za godzinę. Będzie dobry, bo musi. Cieszcie się Nim, o to Was proszę i dziękuję, że jesteście ze mną.
  • awatar Kynga i Tomuś ;3 <3: Świetne . Czekam na następne ! ;) / Kynga
  • awatar HoPe`LoVe`BeLiEvE <3: Świetne ;* . Czytam wszystko . Czekam na kolejny rozdział (:
  • awatar Gość: Co wkońcu z Alanem?On chce sprzedać Sare temu koledze żeby ją zgwałcił?Czy co? Nie wiem o co chodzi z tym kolegą.Chciałabym żeby oni z sb byli.Dodasz zdjęcia bohaterów?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 

15.

- Uciekaj! - usłyszałam głos Alana, a potem zobaczyłam jak biegnie przed siebie, w stronę ulicy. Dał mi znak, więc też ruszyłam przed siebie. Moja sylwetka rzuciła się w oczy mamy co doprowadziło do chyba ulubionej gry, w którą dzisiaj zaczęła grywać. Rzuciła we mnie butelką, ale byłam daleko przed nią, czyste pudło. Przyspieszyłam kroku, ale ktoś zza rogu złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie. Jedną ręką objął brzuch i przytrzymał moją dłoń, a drugą zakrył mi usta. Czułam ciepło bijące od niego, ale nie przestawałam się trząść, bałam się. W pewnej chwili mocniej mnie do siebie przytulił, a sam bardziej przybliżył do zimnej ściany. Przed oczami miałam mamę. Wstrzymałam oddech. Szła odpychając się od jednego budynku do drugiego, rozglądała się dookoła i mruczała coś pod nosem. Serce waliło coraz mocniej, miałam wrażenie, że zaraz je usłyszy i do nas podejdzie. Kiedy minęło trochę czasu chłopak spojrzał czy nigdzie jej nie ma, a dopiero później mnie puścił. Stanęła przed nim, chociaż nie bardzo mogłam dostrzec gdzie jest. Ciemny kąty pomiędzy blokami nie pozwoliły na to. Chciałam wydusić z siebie głos, ale nie mogłam. Nie wiedziałam o co zapytać.
- Sara! - usłyszałam męski głos Alana, a także wyczułam jego obecność. - Nic ci nie jest? - zapytał, jakby nie wiedział, że ktoś stoi obok. Z resztą skąd mógł to wiedzieć?
Zachowywałam się jak człowiek bez duszy, cicha, sparaliżowana. Alan chwycił mnie za rękę i wyprowadził w stronę chodnika. Przy świetle z wielkich bilbordów, z latarni, sygnalizacji i innych światełek widziałam jego twarz. Miał rozwalony policzek, obok prawego oka. Patrzyłam w jego szare oczy w milczeniu.
- Chodź pójdziemy do mnie. - objął mnie ramieniem i przekręcił w dobrą stronę. Zepchnęłam jego dłoń i szłam obok.
***
Przekręcił kluczyk w zamku i wpuścił mnie do środka. W oczy rzucił mi się zegarek, który jako jedyny świecił się w ciemnym mieszkaniu. Było szesnaście po dziesiątej. Alan zaświecił światło i po ściągnięciu butów byliśmy już w jego pokoju.
- Masz wodę utlenioną i jakieś chusteczki? - patrzyłam na rany, które miał na twarzy.
- Zobaczę. - wyszedł, ale po paru sekundach był z powrotem, z potrzebnymi rzeczami w ręku.
Nalałam troszkę wody na biały gazik i przemyłam okolice jego oka. Zrobił skrzywioną minę, widocznie go zapiekło.
- Może pójdziemy do szpitala? - zapytałam kończąc obmywanie krwi.
- Nie. Wszystko jest dobrze. - wstał z łóżka - Dziękuje. - wziął rzeczy i wyszedł.
Rozglądałam się dookoła. Różowa bluzka, leżąca na fotelu, fajki na biurku, butelki po piwie na szafce, chyba było ciekawie zeszłej nocy.
- Chcesz coś do picia? - usłyszałam głos Alana, pytający gdzieś z kuchni.
Podniosłam się z łóżka chcąc pójść tam gdzie był. Tak jak zgadywałam, znalazłam go przy lodówce.
- Nie. Pójdę już. Trzymaj się. - myślałam, żeby go prosić, żeby zapomniał, jednak nie miałam odwagi, rzuciłam krótkie pożegnanie i udałam się do wyjścia.
- Ej, ej, ej... - stanął przede mną domykając drzwi, które właśnie otwierałam. - Gdzie pójdziesz?
- Nie twoja sprawa. Zejdź. - spiorunowałam go wzrokiem.
Obrócił się i przekręcił zamki kluczykiem, który schował do kieszeni.
- Proszę. - wrócił do kuchni i dalej szukał czegoś w lodówce.
- Otwórz te pieprzone drzwi. - sprawdziłam jeszcze parę razy czy są otwarte, ale nie drgnęły.
- Chodź. - kiwnął głową, zapraszając mnie do salonu.
Niechętnie powlekłam się w jego stronę. Stojąc przed nim splotłam ręce na klatce piersiowej i posłałam mu pytające spojrzenie.
- Siadaj. - uśmiechnął się miło. Przeszła po mnie ulga, coś miłego. Nic nie zrobił, a poczułam się jakbym wygrała samochód. Zajęłam kawałek kanapy na uboczu. On przyklęknął przede mną, a miły wyraz z jego twarzy nie znikał.
- Dokąd chcesz iść? - przestał się uśmiechać. - Do tej zapchlonej budy?
- Wybacz, że nie mam innej. - wydusiłam podniesionym głosem, a oczy zrobiły się szklane. Szybko odwróciłam głowę.
- Ej, ej... Nie płacz. - zauważył. Na przekór wszystkiemu wybuchłam płaczem, nie mogłam, nie chciałam, ale musiałam. - Nie chciałem, nie to miałem na myśli. - usiadł obok mnie, chyba próbował mnie pocieszyć. Złapał za rękę, po czym moje oczy popatrzyły na niego.
- Już, spokojnie. - czułam ciepły dotyk w rękę. - Posłuchaj... Przepraszam, nie chciałem cię urazić. Zostaniesz dzisiaj tutaj, nie wypuszczę Cię nigdzie, nie pozwolę, żeby coś ci się stało. Dam ci koszulkę i spodnie, wykąpiesz się, a później posiedzimy, obejrzymy coś w telewizji, albo pójdziesz spać, zrobimy co będziesz chciała, ale już spokojnie. Jesteś bezpieczna. - poprawił kosmyk włosów, który parę sekund temu zsunął mi się na zapłakane oczy.
Poczułam się kochana, wreszcie ktoś się mną zainteresował, zobaczył, że jest źle.
Chłopak wstał i poszedł do swojego pokoju, wracając z ubraniami dla mnie.
* * *
Wychodząc spod prysznica, delikatnie wytarłam swoje ciało, zawiązałam ręcznik na włosy i przemyłam buzię. Czułam się zupełnie inaczej. Dostrzegłam parę nowych siniaków, które na tle starszych nie charakteryzowały się jakoś szczególnie. Wszystkie dzisiejsze wydarzenia nie dawały mi spokoju, w dalszym ciągu byłam oszołomiona, choć dzięki Alanowi nie myślałam o tym. A pro po niego... Czego od ode mnie chce? Nagle w dosłownie kilka dni z mojego wroga stał się starszym bratem, który wielce się mną przejmuje. Nie pasowało mi tu coś. Sprawiał, że czułam się lepiej, ale wydarzenia, kiedy byliśmy przeciwko sobie zniechęcały mnie do przebywania z nim. Chłopak mijany przez tyle lat łukiem, paraliżujący strach, że pobije cię do zgonu, tak nagle się zmienił. Możliwe? Nie sądzę.
Kończąc wycierać ramiona wzięłam do ręki bluzkę, w którą miałam się przebrać. Była dwa rozmiary za duża, czarna z jakimś białym nadrukiem, a i tak najbardziej zwracał na nią uwagę zapach. Włożyłam przesiąkniętą męskimi perfumami koszulkę i zabrałam się za spodnie, szare dresy Alana. Będąc już ubrana poczułam się taka świeża, bezpieczna, zupełnie inna, jak nowo-narodzona. Zawiesiłam ręczniki na ciepłym grzejniku, żeby się wysuszyły. Podeszłam do drzwi i powoli pociągnęłam klamkę w dół. Dotarł do mnie niesamowity zapach, a ciepło i gładkość podłogi relaksowały moje bose stopy. Niepewnym krokiem poszłam w stronę kuchni. Alan, gdy tylko mnie zauważył, przejrzał od stóp do głowy, a potem szeroko się uśmiechnął. Nawet ja troszkę podniosłam kąciki swoich ust.
- Siadaj. - rzucił, kładąc jedzenie na talerz. - Zaraz wracam. - zniknął gdzieś w swoim pokoju, po chwili pojawił się z dwoma butelkami piwa w ręku. Podał mi jedną, przyjęłam ją niepewnie. Alan po chwili przyniósł miskę, w której roiło się od nuggetsów. Otworzył piwo i usiadł naprzeciwko mnie.
- Jedz, może się nie zatrujesz. - powiedział, biorąc jednego do ręki.
Nie zareagowałam, siedziałam wpatrzona jak gryzie każdy kęs, ale sama nie miałam ochoty. Odstawiłam piwo na ziemię i oparłam się o kolana, które przed chwilą przeniosłam na kanapę.
- Sara? - sprawdzał czy żyję, więc podniosłam głowę. - Co jest?
- Nic. - wzdychnęłam głęboko.
- A Twoja mama... Ona, zawsze taka jest? - widziałam po nim, jak niepewnie zadawał to pytanie.
- Nie. - odparłam krótko i na temat, nie patrząc w jego oczy.
- Sara, popatrz na mnie. Ona jest chora nie miała prawa, nie skrzywdzi cię więcej.
- Zrób coś dla mnie i zapomnij o tym. - burknęłam.
- Dobrze. - westchnął i wstał z kanapy. Podszedł do kuchni, wracając z małą miseczką. - Mandarynki, częstuj się. - postawił przede mną.
- Dziękuję. - popatrzyłam na niego z dołu, gdy stał przy mnie.
- Proszę. - uśmiechnął się, a mnie znowu przeszło to uczucie.
- To co, zdrowie? - podniósł butelkę piwa do góry.
- A twoja babcia?
- Nie wróci dzisiaj. - stuknęliśmy się butelkami.
____________________________________________________

Jest i ten wymęczony rozdział. Dłuższy niż wcześniejsze, potraktujcie to jako "prezent" na święta. :3
A co do świąt. Kochani, życzę Wam dużo, dużo szczęścia, bo jak je się ma to ma się wszystko. Wszystkiego o czym marzycie, spędzonych świąt z tą magią, która towarzyszyła w dzieciństwie, niech będzie też w tym roku, żeby były cieplutkie, wyjątkowe. W następnym roku... Wszystkie postanowienia, żeby się spełniły, żeby był lepszy. Wszystkiego o czym marzycie.
Dziękuję, że jesteście ze mną.
Wesołych Świąt.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 

14.

*Kilka dni później*
Ze snu wyrwał mnie głośny huk, jakby ktoś rzucił stertę naczyń na ziemię. Serce przyśpieszyło rytm, choć było przyzwyczajone do dźwięku bijącego się szkła. Wzięłam dwa głębokie oddechy, a potem usiadłam na szpitalnym łóżku. Zarzucając na siebie biały szlafrok, który dostałam od pielęgniarek, wsunęłam nogi w ciepłe kapcie. Chciałam sprawdzić co się stało. Podeszłam do drzwi, w których zderzyłam się z lekarzem.
- Jak się spało? Dzisiaj do domu. - uśmiechnął się i poczochrał mi włosy. - Właściwie możesz się zbierać, ale jak chcesz zostań jeszcze na śniadanie.
- Nie, dziękuję. - stałam się miła, chociaż to były tylko słowa, twarz nadal pozostała ponura.
* * *
- Zapraszamy za dwa tygodnie - jedna z sióstr podała mi jakąś kartkę.
- Sara! Poczekaj - jakaś zdyszana zdyszana pielęgniarka podbiegła do mnie z żółtą reklamówką. - Proszę, to dla Ciebie.
Szczerze się uśmiechnęłam, wzięłam prezent i wyszłam ze szpitala. Słowo dziękuję nie było w moim stylu, po za tym już dzisiaj go użyłam. Nie przywykłam do tego, żeby być miłą.
* * *
Jedną ręką otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Gips bardzo mi utrudniał, spowolniał o połowę każdy ruch.
W przedpokoju zobaczyłam mamę, była bardzo brudna, włosy potargane i śmierdziała alkoholem. Czułam, że coś jest nie tak, ale ze spokojem odłożyłam reklamówkę na ziemię. W tym czasie ona rzuciła się na mnie łapiąc za moją szyję.
- Gdzie byłaś gówniaro?! - zarobiłam od niej "z liścia". Całą siłą wyrwałam się z jej rąk i uciekłam na drugi koniec kuchni.
- Gdzie byłaś do jasnej cholery?! - krzyczała, jakby była opętana. - Nie mamy w ogóle kasy, rozumiesz?! -
- Wszystko przepiłaś! - Powiedziałam donośnym, pewnym głosem, po czym spojrzałam na nią. Czerwone oczy ze złości, na twarzy siniaki, brakowało tylko, żeby ślina zaczęła z ust jej wyciekać. To był jakiś koszmar. Sięgnęła po brązową butelkę Tatry i rzuciła ją w moją stronę. Szybko schyliłam głowę, a szkło rozsypało się po całej kuchni. Trzęsłam się ze strachu, łzy zasłaniały obraz, lęk paraliżował jakiekolwiek myślenie. Nie wiedziałam co się dzieje. Co w nią wstąpiło?
- Przestań! - upadłam na kolana i zdzierając gardło krzyczałam, żeby cokolwiek do niej dotarło.
Powstrzymała się przed drugim atakiem, ale złość nie schodziła z jej twarzy. Drzwi otworzyły się z głośnym hukiem, a w środku pojawił się Alan. Czy on mnie do cholery śledzi?! Chciałam zapaść się pod ziemię. Jednak nie mogłam. Musiałam być silna.
- Czego tu kurwa szukasz? - matka zaczęła rozmowę. - Co się tak gapisz? Wypierdalaj stąd. - krzyknęła podchodząc do niego z butelką. Spojrzał na mnie, ruszając ustami powtarzałam "Idź stad" tak, żeby nie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Kiwając się szła w jego stronę, a z sekundy na sekundę była coraz bliżej, więc musiałam jakoś zareagować.
- Idź. - krzyknęłam, płacząc. Zwróciłam tym uwagę mamy.
- Zamknij się szmato, sama z nim porozmawiam.
- Odpieprz się od niego! - zareagowałam, ale ona ostro wkurzona wycelowała kolejną butelką we mnie. Alan szybko staną przede mną, obronił mnie. Przy kolejnym rzucie trafiła prosto w szafkę wiszącą nad zlewem. Szczęście nas spotkało i przy którejś źle stanęła, po czym runęła na zimną podłogę.
- Chodź. - Alan złapał mnie za rękę i wyciągnął z mieszkania.
Byłam totalnie oszołomiona. Ona nigdy się tak nie zachowywała, bywało źle, ale nie aż tak. Zapłakana oparłam się o ścianę kamiennicy i schowałam twarz w dłoniach.
- Nie płacz, już wszystko jest dobrze. - objął mnie ramieniem.
- Nic nie jest dobrze. - Przybliżyłam się do niego i przyparłam do klatki piersiowej, przytulił mnie.
Do uszu dotarło trzaśnięcie drzwiami. Oddaliłam się od chłopaka i spojrzałam w stronę drzwi wejściowych.
- Poczekaj tu, sprawdzę to. - poszedł do środka.
Czekałam, bojąc się o niego. Mogła mu coś zrobić. Po pijaku miała całkiem dobrego cela.
____________________________________________________

Przepraszam, że tak długo, miałam jeszcze dopisać, ale czasu brak, więc dodaję taki krótszy.
Postaram się szybko kolejny i przepraszam za dużą ilość przekleństw, po prostu pasują mi do tematyki.
Dziękuje za wszystko, że czytacie (jeśli jest tu ktoś jeszcze) i baaardzo Was przepraszam, trudny temat do pisania, brak czasu. Dziękuje jeszcze raz.
  • awatar MaszProblemToNapisz..: przeczytałam pięć rozdziałów i jestem pod wielkim wyrażeniem, że masz siłę to pisać. Ja z każdym kolejnym rozdziałem płakałam coraz bardziej. Dlatego na tą godzinę już nie czytam więcej, resztę dokończe wieczorem.
  • awatar Życie za śmierć, śmierć za życie...: Aaaw.. Megaa. *-*
  • awatar Be different: Uwielbiam czytać twoje opowiadania! Są inspirujące, jak i ten cały blog. Nie zawsze znajduję takie świetne rozdziały :). Masz czas? Wpadnij do mnie ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

13.

Stanęliśmy przed drzwiami dużego budynku. Było ciemno, ale o godzinie pojęcia nie miałam. Nie odzywałam się do Alana od rozmowy w domu, pomimo, że próbował rozpocząć rozmowę cały czas milczałam.
- Gotowa? - zapytał, otwierając drzwi i pokazując ręką, abym weszła.
Pokiwałam głową na nie, ale niestety musiałam tam wejść. Podeszliśmy do pokoju, gdzie siedział lekarz. Miałam poczekać przed nim, a Alan wszedł do środka. Bałam się. Nie wiedziałam co się stanie, a wiedziałam, że wesoło nie będzie. Nie ufałam Alanowi, mógł coś knuć. Tyle razy już przekonałam się, jak straszny był. Przerażał mnie, zawsze omijałam go łukiem, można nawet powiedzieć, że po to, aby przeżyć.
Drzwi otworzyły się. Obok Alana stał mężczyzna trochę wyższy od niego. Ubrany był na biało, miał lekki zarost i krótko ścięte włosy. Gdy mnie zobaczył lekko się uśmiechnął i poszedł prosto na koniec korytarza. Chcąc nie chcąc ruszyłam za nim. Objęłam się rękami, uważając na prawą, która lekko mnie pobolewała.
- Zapraszam - doktor otworzył drzwi, którymi przedostaliśmy się do gabinetu.
Na środku stało duże, biało-szare urządzenie. Miało miejsce z kawałkiem materaca, ogromne lampy, ekrany i wiele kabli. Nie mogę opisać tego szczegółowo, bo naprawdę zajęłoby to dużo czasu, skomplikowana budowa. Przeraziło mnie to miejsce. Zielone rolety, które odsłonięte pokazywały parking. Wszędzie pełno monitorów i wszelkich przedmiotów.
- Chodź tutaj - kiwnął głową, na znak żebym do niego podeszła. Siedział na krześle, przy komputerze. Wziął moją rękę i zaczął ściskać w różnych miejscach. Za każdym razem pytał czy boli, ale ja nie czułam nic.
- Czuję pokruszone kości, ale masz podane zbyt silne leki, co znieczula twój ból. Nie wiem kto jest tak nieodpowiedzialny, żeby ci to podać... - spojrzał na mnie, a potem na Alana, pytającym wzrokiem. - W szkole ci to podali? - w końcu zapytał, bo żadne z nas nie domyśliło się, żeby odpowiedzieć.
Kiwnęłam głową na tak, nie otwierając ust.
- W takim razie dziwię się - popatrzył prosto w moje oczy, z poważną miną - że wcześniej do nas nie trafiłaś. - po parunastu sekundach zdziwionej miny, zamienił ją, na bardziej wesołą. Wzdychnął i wstał z krzesła. Podszedł do urządzenia, a potem kazał mi się tam położyć.
- Muszę zobaczyć co z twoimi kośćmi, bo nawet nie wiem co tam w środku masz pogruchotane.
Położyłam się na materacu, a on rozświetlił dwie z lamp i zaczął robić coś z moją ręką. Skupiłam się na wiszących na ścianie obrazkach. Pokazywały różne rodzaje złamań. Gdy skończył opatrywać moją rękę, poprosił, żebym wyszła na korytarz. Nie domknęłam drzwi, żeby usłyszeć o czym rozmawiają "Niestety, musimy ją ...... pielęgniarka z waszej ....... mogł .... utracić ...." To wszystko co usłyszałam. Nic już nie rozumiem. Wyszli, więc szybko odeszłam od drzwi i usiadłam na krześle, udając posłuszną dziewczynkę.
- Widzieliśmy cię. Nie ładnie tak podsłuchiwać. - lekarz uśmiechnął się do mnie i gestem ręki wskazał drogę, którą mieliśmy iść.
* * *
Koniec spaceru po szpitalu zakończyła się na końcu długiego korytarza, przed salą operacyjną. Pocieszałam się myślami, że może tylko chce coś stamtąd wziąć, jednak to wszystko było pomyłką.
- Sara.. Twoja ręka jest bardzo potłuczona. Nie możemy jej po prostu nastawić i wsadzić w gips. Nie boli cię, bo wasza pielęgniarka podała silne leki, za silne na twój organizm, ale jak na razie nic się z tym nie dzieje. Zgłoszę to do dyrektora szpitala i na pewno będzie zwolniona. - wziął oddech, a minę miał coraz poważniejszą. - Wrócę za 10 minut i zaczniemy operację. Nie możemy dłużej czekać. - ruszył prosto pustym korytarzem, a potem zniknął gdzieś za rogiem.
Podeszłam do okna, opierając się o parapet i spojrzałam na miasto. Było ciemno, choć latarnie, oświetlenie w domach, blokach biurach, światła samochodów wszystko rozświetlały. Kochałam miasto nocą, ale teraz widziałam w nim tylko pustkę. Sygnalizacja, raz czerwona raz zielona dla mnie była szara. Obserwowałam ludzi chodzących po chodniku, próbując chyba przypomnieć sobie sens życia.
- Boisz się? - Alan podszedł do mnie.
Odwróciłam się w jego stronę tylko patrząc. Nie odpowiedziałam na jego pytanie, a nawet gdybym chciała nie było czasu, bo lekarz zawołał mnie do środka. Przechodząc przez białe drzwi odwróciłam się. Doktor delikatnie pchnął mnie do środka, przekazując, żebym się pospieszyła. Jacyś ludzie zamknęli drzwi na kluczyk, a dalej wszystko przeobraziło się z szarości w ciemność, zasnęłam.
 

 

12.

Otwartymi oczami zobaczyłam nad sobą twarz Alana. Przekręciłam głowę na bok, zamykając oczy. O moje uszy obił się dźwięk otwierających drzwi i stukania obcasów. Ktoś wszedł do środka.
- To ja już pójdę. - męski, nieznany mi głos, a potem zamknięcie pomieszczenia. Wyobraźnią pracowałam na pełnych obrotach, ale i tak nie mogłam pojąć gdzie jestem i kto jest w środku.
- Śpi jeszcze? - usłyszałam kobiecy głos, a także coraz wyraźniejsze kroki.
- Nie.
Ktoś dotknął mojego ramienia. Otworzyłam oczy, przekręcając się w przeciwną stronę. Przede mną stała szkolna pielęgniarka. Dotknęła ręką mojej głowy i kazała mi usiąść. Podeszła do biurka i zaczęła szukać coś w różnokolorowych teczkach.
Podparłam się rękami leżanki. Poczułam silny ścisk w brzuchu i znowu leżałam. Alan podszedł do mnie, wyciągając rękę miał jakiś zamiar. Spojrzałam na niego złowrogim wzrokiem.
- Pomogę ci. - powiedział i wyciągnął dłoń bliżej mnie. Przez parę sekund patrzyłam na niego, aż w końcu uległam. Powoli podniosłam chudną rękę, drugą podparłam się materaca. Alan złapał mnie z tyłu podnosząc delikatnie do góry.
Lekarka dwoma dłońmi dotknęła skroni mojej głowy po czym zapisała coś w swoich papierkach.
- Idź z nią teraz na szpital. Na chirurgii wezmą jej rękę w gips i nastawią kości. - powiedziała do Alana, na co on tylko kiwnął, przekazując, że zrozumiał. Stanęłam na nogach bez większego problemu, chociaż i tak miałam przy sobie pomoc. Strasznie mnie irytował. Gdy tylko znaleźliśmy się za drzwiami, w wąskim korytarzu, popatrzył na mnie:
- Wszystko okej?
- Nic nie jest okej. Zostaw mnie w spokoju. - odparłam idąc dalej. Przy wyjściu ze szkoły chciałam udać się w stronę domu, jednak stanął przede taranując mi drogę.
- Musisz iść do szpitala. Masz złamaną rękę. - stanęłam na chwilę, patrząc mu prosto w oczy złośliwym wzrokiem.
- Ciekawe przez kogo. - dodałam i znów ruszyłam przed siebie.
* * *
Byłam już przy domu, chyba udało mi się go zgubić, bo jakiś czas szedł za mną.
- Nie radziłbym związku z Alanem. - usłyszałam jakiś głos, gdy wchodziłam do budynku. Odwróciłam się.
Przy ścianie stał wyższy chłopak w ciemnej bluzie z kapturem na głowie. Jego ręce były w kieszeniach czarnych spodni. Opierał się o ścianę i patrzył na mnie.
- Ja i Alan? - zapytałam nie dowierzając.
- Prędzej czy później i tak mu ulegniesz. - zaśmiał się. - On cię wykorzysta, tylko to potrafi.
- Kim jesteś? - patrzyłam zmęczonymi powiekami.
- Nikim. Powiedzmy, że dobrowolnie chcę ci pomóc. - kąciki jego ust podniosły się, tworząc delikatny uśmiech. Nie wiedziałam, czy mogę mu zaufać. Pierwszy raz widziałam go na oczy, skąd on w ogóle mnie zna. Zaraz, zaraz... Zacznijmy od tego, że nigdy nie będę z Alanem, to nie możliwe.
Przerwałam myślenie lub może, przełożyłam je na kiedy indziej. W ciszy wpatrywałam się w chłopaka stojącego niedaleko mnie. Miał w sobie coś co nie pozwoliło mi wejść do środka i go tu zostawić, przyciągał mnie. Zaciekawił tym co powiedział.
- Nie byłaś w szpitalu? - przerwał milczenie.
- Nie. - krótka odpowiedź. Nawet nie umiałam jej rozwinąć.
- Widzę, że rozmowna nie jesteś. Pójdę już. Do zobaczenia. - odpychając się nogą od ściany, stanął prosto i odszedł. Zniknął gdzieś po między budynkami.
Odprowadziłam go wzrokiem i chwilę postałam przed kamienicą. Niedługo potem weszłam do środka. Obniżyłam klamkę i otworzyłam skrzypiące drzwi.
Przy kanapie leżały szklane butelki po piwie. Dom był pusty, mama pewnie sprzedała się na dworcu albo pani Kasia przysłała nam pieniądze, tak czy inaczej kasy już nie ma. Postanowiłam posprzątać w domu. Wzięłam wszystkie pozostałości i śmieci z salonu, a także sypialni mamy. Zaniosłam je do kuchni i włożyłam do szafki w której mama zawsze zostawiała butelki. Zawsze je liczyła, sprzedawała, a za to kupowała nowe. Łańcuch, ciągnący się już kilka lat. Ale co ja mogłam poradzić. Wstawiając ostatnią butelkę, usłyszałam pukanie do drzwi. Nie spodziewałam się nikogo, oprócz mamy. W głębi duszy, wiedziałam, że to nie ona, bo kto normalny puka do swojego domu? Domknęłam szafkę i podeszłam do wyjścia z mieszkania. Otworzyłam drzwi. Brunet stojący za nimi wkurzył mnie do reszty. .
- O nie. - szybko je zamknęłam, ale przytrzymał je nogą i wtargnął do środka.
- Poczekaj.
- Czego znowu chcesz? - ze złością padło pytanie w jego stronę. - Przyszedłeś mnie gnębić? Zbijać się, że nie mam tyle forsy co inni? Podchodzę pod patologię, albo nawet jestem w nią zamieszana? W ogóle skąd wiesz gdzie ja mieszkam?! - krzyczałam bez opamiętania.
- Sara spokojnie. Musisz iść do szpitala, tylko po to tu jestem. - powiedział Alan, całkiem opanowany. Rozejrzał się wkoło, ale nie zwrócił na to uwagi. Nie komentował sypiącego się sufitu, pozdzieranego lakieru, dziur, czy widocznych pustaków na ścianach. Złapał mnie za ramiona i spojrzał głęboko w oczy. Tak bardzo chciałam tego uniknąć. Miał jasno niebieskie oczy, z małą brązową plamką na każdym. Uspokoiły mnie.
- Nie chcę. - szepnęłam.
- Chodź. - uległam.
Uległam największemu wrogowi. Dlaczego ja taka jestem?
___________________________________________________

Eh.. łapcie rozdział. Jak zwykle przepraszam, że tak długo, nie daje rady wcześniej dodawać.
Mam dużo kompleksów przez prolog Desolation. (kiniuaa.pinger.pl). Rozwalił mnie doszczętnie. Zapraszam do Niej. Jedna z najlepszych.
Co więcej...
Chciałabym pod tym wpisem dostać od każdego co przeczytał ten rozdział komentarz, najlepiej rozwinięty. Proszę napiszcie taki szczery, żebym wiedziała co poprawić. Nikt mnie tu nie urazi, jeśli o to się ktoś boi, biorę krytykę na klatę i postaram się ulepszyć to wszystko. Kto nie chce się rozpisywać, niech napiszę chociaż kropkę, tak dla sprawdzenia ile osób to przeczytało.
+ Napiszcie coś co chcielibyście w opowiadaniu. Coś może wykorzystam, jakiś wątek, pomysł cokolwiek. Nie obiecuję, że to się pojawi, ale zawsze możecie w taki sposób pomóc.
Pytania:
http://ask.fm/HipHopowa10
  • awatar Gość: Świetny. Czekam na więcej <3
  • awatar Taki tam raps. ^^: Zaje. *-*
  • awatar track13: noo to Gratuluje świetnej płytki na półce!:) hehe co do zdj to Dziękuje!:*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›
 

 

11.

*Następnego dnia*
Weszłam do szkoły. Normalny dzień, niczym nie różnił się od wcześniejszych, może tylko więcej osób przyglądało się mojej poobijanej twarzy i rękom, które całe były w siniakach i strupach. Widać było, że są dumni ze swojego dzieła. Przechodząc korytarzem centrum uwagi padło na mnie, chyba jak w większości sytuacji. Właśnie byłam na parterze i szłam do szatni, żeby zostawić parę książek w szafce. Skręciłam w stronę schodów i wpadłam prosto na Krystiana. Stanęliśmy przy sobie blisko, lekko się dotykając. Zrobiłam krok w prawo, żeby go ominąć, ale on ruszył się w tym samym kierunku. Spróbowałam w drugą stronę, to on też. A kiedy wróciłam z powrotem do prawej, złapał mnie za rękę i gwałtownie obrócił. Z bólu nogi ugięły mi się w kolanach. Przywarł mnie do ściany i trzymał za szyję. Nie mogłam przełknąć śliny. Usłyszeliśmy dzwonek, więc wiedziałam, że albo załatwi to szybko i pójdzie na lekcje, albo zostanie ze mną całe 45 minut..
- Zapłacisz mi za te buty. - powiedział przybliżając twarz do mojej, groził mi, a moje serce waliło tak mocno, że byłoby wstanie obudzić ludzi w mieście obok (gdyby była to noc).
Nagle jeden z chłopaków stojących za nim, postukał go w ramię. Wziął ręce z mojej szyi i poprawił swoją bluzę. Stałam przy tej ścianie, nie miałam zamiaru się ruszyć. Ich było znacznie więcej. Po chwili zrozumiałam o co im chodzi. Na korytarzu pojawiła się moja pani od angielskiego.
- Dzień dobry. - powiedział Krystian dodając sztuczny uśmiech. - Wygląda pani jak zawsze, pięknie. - wyszczerzył zęby i uniósł jedną brew, a później puścił jej oko.
- Śmigaj na lekcje, już po dzwonku. - poczochrała go po włosach, uśmiechając się i poszła na górę.
Jego oczy skierowane na jej dupę, to żałosne. Im wszystkim w głowie tylko jedno, a chłopaki, którzy patrzą nie tylko na dupę i cycki są już na wymarciu. Gdy tylko znikła na schodach, swój wzrok przeniósł na mnie, a z twarzy momentalnie zniknął sztuczny uśmiech. Lekko przymrużył prawe oko, po czym wziął zamach ręką. Jego celem był mój brzuch. Strach przeleciał mnie (bez skojarzeń zboczuszki ^^)tak, że drgnęłam w miejscu i zamknęłam oczy.
- Zostaw ją. - ktoś zablokował jego pięść, która za chwilę miała walnąć w moje poobijane ciało. Otworzyłam oczy. Moją uwagę zwróciła zielona bluza, a potem popatrzyłam na twarz. Alan... Znowu on. Stałam przyglądając się im, nawet nie miałam jak się ruszyć. Byłam zablokowana przez Krystiana. Mierzyli się wzrokiem, jakby pierwszy raz się widzieli. Nagle Krystian odszedł ode mnie i powolnym krokiem podchodził do Alana.
- Taki z Ciebie kozak? - Lekko przechylił głowę w prawą stronę i zmarszczył czoło. - To patrz. Zrobię z tą szmatą co tylko będę chciał. - Zrobił krok w tył i szarpnął mnie za włosy. Runęłam na ziemię obijając sobie kolana. Najgorsze było to, że ich nie puścił. Myślałam, że urwie mi włosy razem z całą czaszką. Z bólu jedna łza wylała się moim okiem i spłynęła delikatnie po policzku. Poczułam mocne pociągnięcie, ale po niej niesamowitą ulgę. Kopnięcie w brzuch i głowę. Padłam na ziemię, nie miałam siły. Spojrzałam w górę z podłogi. Stali przy ścianie. Alan przyciskał go do niej, trzymając za szyję.
- Stary, co ci odwala? - zapytał, ledwo wyduszając z siebie dźwięk.
- Odpierdol się od niej, rozumiesz? - przybliżył swoją twarz do jego i spojrzał mu prosto w oczy. Widziałam w Krystianie opanowanie, ale też zaczerwienienia z braku powietrza. Przewróciłam oczami, nie miałam siły utrzymać głowy ku górze. Zrobiło mi się słabo. Oczy do połowy otwarte. Usłyszałam jeszcze tylko głos Krystiana... "Jeśli będę chciał potnę jej twarz, przelecę ją, spalę, co tylko będę chciał" Poczułam jak ktoś stanął na moją rękę. Policzkami dotknęłam zimnych płytek na podłodze, a moje oczy już prawie zamknęły się. Uchwyciły tylko przede mną jakąś osobę, uklękła, kucnęła, nie wiem. Pamiętam tylko, że dotknęła mnie, ale straciłam już kontakt. Po prostu nie miałam już siły. Czułam tylko ból.
* * *
Ocknęłam się. Leżałam na czymś twardym, ale na pewno nie była to podłoga. Początkowo otworzyłam tylko oczy. Czułam, że nie ruszę żadną częścią ciała. Ale jednak udało mi się podnieść głowę. Wszystko wkoło było białe, ale jakoś nie to najbardziej zwróciło moją uwagę. Byłam położona na łóżku. Przy szafce z jakimiś flakonikami stał Alan, a dalej ktoś jeszcze. Oboje byli odwróceni plecami do mnie. Byłam wykończona, nawet nie chciało mi się myśleć. Położyłam się z powrotem. Łóżko lekko zaskrzypiało. Chłopaki natychmiast się odwrócili...
____________________________________________________

Zdjęcie nie pasuje, ale takie na szybko.
Dedykacja dla kogoś kto mnie tak na asku męczył. Dziękuje, bo to motywuje. ;*
  • awatar i prosisz Boga o koniec wszystkiego.: wpis <3
  • awatar Fuck Yeah ♥♥: Jak ja kocham Twoje opowiadanie *.*
  • awatar Mój śmiech rozbierasz .: Nono, już zapomniałam jak potrafisz wciągnąć i zachwycić. A wiesz co najbardziej mi się spodobało? Właśnie ten Alan, który też istniał w moim opowiadaniu :P. Zakochałam się w imieniu jak i twoim opowiadaniu. Siedziałam nad nim przez dłuższy czas i pomimo tego, że jest już późno to tak mnie wciągnęło, że odechciało mi się spać. Myszka! jak ty to robisz? Czytelnik po prostu odpływa ;) Aż miło gdy ma się tą świadomość iż istnieją takie osoby z takim talentem! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›
 

 

10.

Ocknęłam się. Poczułam ciepło i otworzyłam oczy. Byłam w jakimś pokoju, leżałam opatulona białą kołdrą. Tylko czyj to pokój? Czyje łóżko i czyja kołdra? Podniosłam się, podpierając z tyłu rękami. Rozejrzałam się dookoła. Nikogo tu nie było. Do czasu, gdy drzwi się nie otworzyły.
- O już wstałaś. - zobaczyłam Alana. Myślałam, że krew mnie obleje od środka, że wybuchnę jak wulkan. Wzięłam głęboki oddech i energicznie wstałam z łóżka. Poczułam dotyk lekkiego materiału. Rzuciłam okiem na bluzkę. Na pewno nie była moja, a z pewnością nie mój rozmiar.
- Co to kurwa ma znaczyć? - podniosłam jej dolną część lekko do góry, żeby pokazać o co mi chodzi. - W ogóle co ja tutaj robię? - pytałam nieźle oburzona.
W pewnym momencie usłyszeliśmy zgrzyt klucza w zamku, przy wejściowych drzwiach.
- Pod kołdrę, szybko! - rozkazał mi, ale szeptem. Niechętnie weszłam pod kołdrę. Nie wiedziałam o co chodzi, ale wolałam nie mieć problemów. Zakryłam się cała i leżałam kilka sekund, bo zaraz Alan położył się obok mnie, ale głowę zostawił na powierzchni. Poczułam się bardzo dziwnie. Starałam się go nie dotykać, chociaż dzieliły nas milimetry. Wstrzymywałam oddech i byłam bardzo spięta.
- O jeszcze śpisz. - usłyszałam denerwujący mnie, ale ciepły głos babci Alana. - Kupiłam drożdżówki, leżą na stole. Jak wstaniesz zjedz sobie, ja lecę do Krysi.
- Dobrze. - powiedział i przewrócił się na bok, udając, że ponownie zasypia.
Drzwi zamknęły się. Odkrył siebie i mnie przy okazji też. Cieszyłam się powietrzem jak niektórzy wodą na pustyni.
- Co ty odpierdalasz? - spytałam, chociaż stwierdziłam, że nie potrzebna mi odpowiedź, więc chciałam opuścić jego dom. - Albo wiesz co? Nie odpowiadaj. Nie obchodzi mnie to.
- Usiądź. - przeniósł wzrok ze mnie na łóżko.
- Nie obchodzi mnie to wszystko, wiesz? - powiedziałam, ale jednak zajęłam kawałek miejsca na łóżku. Spojrzałam na niego. Wziął głęboki oddech i złapał się za ręce, które łokciami oparł o kolana. - Przepraszam.
- Em, za co? - spytałam, tylko po to, żeby to usłyszeć.
- Za wszystko. - uniosłam pytająco brew. - Byłem chamski, powiedziałem nie raz nie odpowiednie słowa, nie szanowałem cie po prostu. - myślałam, że wybuchnę śmiechem, ale powstrzymałam się.
- I myślisz, że ja jestem jakaś głupia? Że uwierzę Ci w to wszystko? Pogrążasz się. - odparłam pewna siebie, ze spokojem.
- Chodź. - spojrzałam dziwnie na niego. - No chodź. - powtórzył i wyciągnął do mnie rękę. Podniosłam tyłek z łóżka, bez jego pomocy i poszłam za nim, lekko kuśtykając na prawą nogę. Doszliśmy do łazienki, gdzie zobaczyłam w lustrze swoje odbicie.
- Boże.. - powiedziałam cicho, pod nosem. Przeraziłam się. Prawie całą twarz miałam czerwoną od zatarć, świeże rany i siniaki, wyglądałam koszmarnie. To nie byłam ja... Spojrzałam na moje ręce, jeden siniak, drugi i strupy. Gdy tylko je dotknęłam bardzo bolały. Pamiętałam co nieco, wiem, że mnie pobili, ale nie wiem kto dokładnie tam był. Jeszcze nigdy tak nie wyglądałam, bałam się wyjść gdziekolwiek, bałam się wszystkiego. To on mnie pobił? Spojrzałam na niego smutnymi oczami. Nie mogę tu zostać, ani chwili dłużej. Najszybciej jak tylko mogłam wyszłam z łazienki i doszłam do przedpokoju. Otworzyłam drzwi, a on próbował mnie zatrzymać, znowu. Wkurwiał mnie tak samo jak jego babka.
- Daj mi spokój. Nienawidzę cię. - wyszłam i szybko odwróciłam głowę. Do oczu cisnęły się łzy, jedna zaczęła spływać po policzku. Przetarłam ją i schodami udałam się na dół.
* * *
Weszłam do domu, mamy nie było. Może i dobrze. Przede mną cały dzień i totalny brak planów. Zmieniłam koszulkę Alana, na moją, lekko brudną, ale tylko taką miałam. Przeczesałam palcami włosy i głęboko odetchnęłam. Miałam w sobie wiele uczuć, coś mnie bolało, coś cieszyło. Było mi źle, chyba tak bardzo, że nie miałam siły płakać. Tak dużo myśli i problemów, tak mało rozwiązań... Wszystko jest bez sensu, wszystko. Wyszłam z domu. Założyłam kaptur na głowę, żeby tylko nikt nie zauważył mojej twarzy, wstydziłam się jej. Poszłam na cmentarz. Poszłam do babci. Podeszłam do grobu gdzie leżały jesiennie liście, które delikatnie zsunęłam z płyty. Nie miałam nawet pieniędzy na jednego znicza, ale mimo wszystko przychodziłam tu. "Cześć babciu" szepnęłam przełykając ślinę i powstrzymując się od łez. "Tęsknię za tobą" mówiłam już płacząc. Przypominałam sobie jak często dzięki niej się śmiałam. Mogłam powierzyć jej każdy sekret. Zawsze potrafiła mi doradzić. Przytulała. Widziała kiedy coś się działo. Dlaczego tak szybko ją zabrali? Dlaczego, kurwa?!
__________________________________________________

Jakoś z tym rozdziałem się uporałam... Przy końcówce się rozkleiłam, ale wtedy się słowa posypały i szybko poszło. Może nie jest aż tak źle.
 

 

9.

Weszłam do delikatesów. Sięgnęłam po koszyk i zaczęłam czytać daną mi listę. Śmietana. Ruszyłam po nią, a kiedy już ją miałam zaczęłam szukać jabłek. Potem innych składników, a po paru minutach byłam już gotowa iść do kasy. Podeszłam. Zapłaciłam i wyszłam, bez podziękowania. No bo za co?
Przy wejściu stała banda pedałów z mojej klasy. Zebrałam się na odwagę, zarzuciłam kaptur na głowę i omijałam ich tak jak tylko mogłam. Jednak pech był mi dany.
- Sarcia, dupcia szkolna. Co tam? - spytał jeden z nich, ze swoim żałosnym akcentem. Przyśpieszyłam kroku.
- No poczekaj! - jakiś z nich biegł za mną, skręciłam w bloki i pomieszałam te wszystkie skróty tak, by zgubić go jak najszybciej. W końcu udało mi się.
***
Szwendałam się między blokami dobre dwie godziny, nigdzie mi się nie śpieszyło. W końcu doszłam do głównej. Skąd udałam się, niestety do domu Alana. Zastanawiał mnie fakt, że mieszka z samą babcią, a może on tam nie mieszka, tylko śpi u babci, bo jego rodzice gdzieś wyjechali? Z resztą... Co mnie to obchodzi. Alan jest dupkiem i wiem, że się nie zmieni. Przeszłam przez ulicę, a później weszłam do budynku. Nie zaufałam windzie i weszłam po schodach. Stanęłam przed drzwiami i zadzwoniłam dzwonkiem dwa razy. Drzwi uchyliły się z lekkim skrzypnięciem. Przede mną pojawił się Alan. Dlaczego?! Setki myśli przeleciało mi przez głowę. Z siatką z zakupami w ręku postanowiłam nie uciekać. Przypadkowo spojrzałam prosto w jego oczy. Gdy tylko okazało się, że też spogląda w moje, zrzuciłam wzrok na ścianę i przerwałam niezręczną ciszę.
- Jest Twoja babcia? Przyniosłam jej zakupy.
- Nie, jeszcze jej nie ma. - odpowiedział spokojnie, co było bardzo dziwne. - Wejdź. - uchylił drzwi. Co? Wytrzeszczyłam oczy jakbym zobaczyła ducha. Mój największy wróg zaprasza mnie do mieszkania? To przecież nie może skończyć się dobrze.
- Żebyś mnie jeszcze zakatował, albo wypchnął przez okno na dół? Nie, dzięki. Daj jej to. - wyciągnęłam rękę z zakupami do niego. Wziął i odstawił ją na bok.
Odwróciłam się i zaczęłam schodzić na dół, kiedy złapał mnie za rękę.
- Poczekaj. - odwróciłam się. - Możemy pogadać?
- Nie mamy o czym. - powiedziałam stanowczo.
- Chciałem cie za wszystko prze...
- Tak super, zajebiście. To tyle? - zbiegłam na dół i nie pozwoliłam mu dokończyć. Bałam się być sam na sam w jego towarzystwie, bałam się jego osoby, ale nie dawałam po sobie tego poznać.
Przy drzwiach wyjściowych próbował mnie zatrzymać.
- Czego ty ode mnie chcesz? - gwałtownie obróciłam się w jego stronę i podniosłam głos. Wzrok przeniosłam na jego oczy. Tym razem nie stchórzyłam. - Chodzi o to zdjęcie, tak?
- Usuń je, proszę.
- Pewnie - zaśmiałam się. - Jak mi powiesz, że mam dać ci dupy, to też mam tak zrobić? - włożyłam ręce do kieszeni i próbowałam odejść. Niestety... Alan nie dawał za wygraną.
- Wejdź do środka, chcę tylko pogadać. - trzymał mnie za rękaw bluzy i nalegał.
- Odpieprz się. - szarpnęłam ręką, a później odeszłam szybkim krokiem.
Już po kilkunastu minutach przekonałam się, że było to błędem. Chciałam skrócić sobie drogę i przejść między blokami.
- Sarcia.. - usłyszałam drażniący mnie głos Krystiana. Starałam się iść szybciej, chociaż nic mi to nie dało. Z drugiej strony wyszło parę chłopaków ze szkoły, złapali mnie za ręce i wykręcali je do tyłu. Zaciskałam zęby, żeby tylko nie poleciały łzy. "Masz być kurwa silna" - powtarzałam sobie w duchu. Jeden z tej całej paczki kopnął mnie w piszczel, a drugi w rękę. Nie miałam gdzie uciec. Nic nie mogłam zrobić.
- Pogrążasz się dziewczynko! - któryś kopnął mnie w udo, a później kolejny z nich to poprawił.
- Chcesz zniszczyć Alana, masz usunąć to zdjęcie szmato! - krzyknął, a swoją ostrość i odwagę, że jest gotów mnie zniszczyć zaprezentował kopniakiem w brzuch. Zrobił to tak mocno, że zwymiotowałam. Co najgorsze... na jego buty. Wyzywał mnie od kurw, poprawiając kolejnymi ciosami. Leżałam na ziemi. Wszystko było mi obojętne. Z twarzy leciała krew, a cała byłam brudna od kurzu i śmieci leżących na ziemi.
- Zostaw ją! - nie wiem, kto to powiedział. Oczy zamykałam do połowy, nie czułam nic. Ból był za silny, nie dało się go bardziej przebić.
Sprzed moich oczu zniknęły buty Przemka, jednego z chłopaków, którzy chcieli się trochę zabawić, a śmiechy i wyzwiska ucichły. Pomyślałam, że mogę umrzeć w spokoju. Po chwili poczułam, że ktoś mnie podnosi. Nie mogłam z nim współpracować, bo moje nogi nawet na to nie pozwalały. Jakoś po paru minutach stałam na dwóch nogach, przyparta do ściany, a jedna ręka położona na czyimś ramieniu. Leciałam w dół, a przed oczami miałam ciemność. Czułam jak z ust wypływa mi krew. Ten ktoś trzymał mnie i nie pozwalał zejść na ziemię. Delikatnie dotknęłam go i przysunęłam się, a później złapałam mocniej rękę, tej osoby, żeby znów nie upaść... Byłam do połowy przytomna, ale nagle nie widziałam nic, tylko ciemność.
__________________________________________________

Jakoś mi się nie podoba ten rozdział ;x
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 

8.

Odwróciłam się. Przez myśli przeleciały miliony przekleństw.. Czemu?! Czemu?! Czemu?! Ubrany był w bokserki, jakąś bluzkę i miał zarzuconą czerwoną koszulę w kratę. Włosy potargane, które cały czas poprawiał ręką. Wyglądał jakby nie spał parę dobrych nocy, albo wrócił z jakiejś wojny. Patrzyliśmy na siebie dłuższą chwilę, dopóki nie spojrzał na mnie wrogo. Uciekłam wzrokiem i szybko dokończyłam składnie kołdry.
- O Alan wstałeś już. Zaraz będzie śniadanie. A przy okazji powinieneś kogoś po..
- Co ona tu robi? - zapytał ni stąd ni zowąd, jakby słowa kobiety w ogóle do niego nie dotarły.
- To jest Sara. Sara to mój wnuczek Alan. Myślę, że się polubicie. Siadajcie zaraz będzie śniadanie. - uśmiechnęła się, po czym wzięła pościel i zaniosła ją do innego pokoju.
Stało się to czego najbardziej się bałam. Zostaliśmy sami. Oczy wlepione w siebie nawzajem.
- Co ty tu kurwa robisz?! - krzyknął szeptem, jakby chciał, żeby jego babcia tego nie usłyszała. - Swojego domu nie masz?! - był oburzony. Przewróciłam oczami i jak najszybciej wyszłam z domu. Nie miałam zamiaru czekać na windę. Zbiegłam po schodach, przeskakując kilka co jakiś czas. Chciałabym być jak najdalej od niego. Jak ta jego babka powie mu dlaczego tam jestem to będzie dopiero piekło. Odepchnęłam wejściowe drzwi i dostałam światłem po oczach. Wyszłam na zewnątrz. Usłyszałam trzask drzwi za sobą, szedł za mną. Właściwie biegł. Tylko po co?
- Zaczekaj! - krzyknął. Jednak ja nie miałam zamiaru się zatrzymać. Po chwili dogonił mnie i złapał za rękę.
- Poczekaj. - powiedział spokojnie. Zatrzymałam się, spojrzałam na niego chłodno, tym razem miał na sobie spodnie. Przeniosłam wzrok na jego twarz, a ręce skrzyżowałam na klatce piersiowej - Trzymaj. - podał mi jakieś pudełko. Wzięłam je. To telefon, nareszcie. - Sorry za tamto.
Nie odpowiedziałam nic. Sięgnęłam tylko do kieszeni po telefon, który zabrałam wczoraj komuś na imprezie i znalazłam zdjęcie które mu zrobiłam. Wahałam się. Zaszantażować go, czy lepiej wyjść z tego zdrowo? Pokazałam mu zdjęcie przed oczami, a potem odruchowo schowałam komórkę do kieszeni. Po minie Alana widziałam, że jest zaskoczony. Dziwiło mnie tylko to, że jeszcze nie złapał mnie za włosy i nie rzucał po ziemi.
- Byłaś tam? - spojrzał w moje oczy.
- Spróbuj komukolwiek powiedzieć o tym wszystkim dzisiaj to pokarzę to Natalii. - odwróciłam się i szybkim krokiem szłam w stronę kamienic, w których "mieszkałam".
- Ja i Nata to już koniec, jakbyś nie wiedziała! - usłyszałam z oddali.
Po chwili odwróciłam się. Stał tam. Trzymał się za głowę, ale chwilę później wszedł do budynku. Udało się? Zaszantażowałam Alana Ruwikowskiego.
***
Weszłam do domu i od razu rozpakowałam telefon. Był trochę nowszy, niż tamten, w sumie bardzo dobrze. Włożyłam kartę pamięci i słuchawki, a potem zatonęłam w kawałku Eminema.
***
Dochodził wieczór. Byłam trochę głodna, więc wstałam i z nadzieją ruszyłam do lodówki. Dziwne, że znalazłam w niej jakiś jogurt. Sprawdziłam datę, a później zjadłam go. Ciekawe skąd się tu wziął.
Gdy tylko skończyłam, wyszłam na miasto. Teraz czułam się bezpiecznie, wolno. Nawet humor miałam wyjątkowo dobry.
Szłam przed siebie, jak zwykle z głową spuszczoną lekko w dół. Ktoś nagle mnie zaczepił. Spojrzałam przed siebie. To babcia Alana.
- O dzień dobry. - powiedziałam z grzecznością, co naprawdę zdarzało się rzadko.
- Cześć Sara. Coś się stało, że tak szybko wyszłaś? Nie zaczekałaś na śniadanie.
- Nie, nic. Tylko... Nie chciałam, żeby mama się martwiła. - skłamałam. - I dziękuje pani za to wszystko. Mogę się jakoś odwdzięczyć? - spytałam, chociaż wcale nie miałam na to ochoty. Ta kobieta była mi zbędna, jednak coś mnie poruszyło.
- Nie trzeba. Przepraszam, muszę już lecieć. Trochę się spieszę. Do zobaczenia. - odparła i oddaliła się trochę. Parę sekund później wróciła.
- Albo... Mam do ciebie prośbę. Zrobiłabyś mi zakupy?
- Dobrze.. - odparłam cicho.
- To wpadnij wieczorem. - podała mi kartkę i pieniądze, a później znikła gdzieś w kolejnej alejce parku.
__________________________________________________
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 

7.

- Może nie mój, ale nie wyglądasz na zadbaną dziecinę. Gdzie twoi rodzice? - spytała ponownie, myślałam, że wyprowadzi mnie z równowagi, ale nawet nie dała czasu na odpowiedź. - Chodź, porozmawiamy u mnie. Zrobię Ci coś do jedzenia i wszystko mi wytłumaczysz, w przeciwnym razie dzwonię na policję. - Boże co za baba. Nie miała się do kogo przyczepić tylko akurat do mnie. Wstałam z ławki i poszłam za nią. Zadawała mi jakieś pytania, jednak ja milczałam, nie mówiłam zupełnie nic.
***
Weszłyśmy do jednego z wieżowców i dojechałyśmy windą na drugie piętro. Stanęłyśmy przed brązowymi drzwiami, a po chwili byłyśmy za nimi.
- Ściągaj buty i zapraszam. - starsza kobieta posłała mi uśmiech. Przytrzymując jedną nogą buta ściągnęła je i poszłam za nią. Rozglądałam się dookoła. Mieszkanie całkiem duże, ładnie urządzone. Należało do bardziej nowoczesnych, ale nie przesadzałabym.
- Usiądź, zrobię Ci naleśniki.
Zajęłam miejsce przy stole. Czułam się dziwnie. Po co ja tu przyszłam? Nie znam tej babci, nie mam pojęcia kim jest, ale weszłam tu i czuję, że tak szybko się nie wydostanę.
- Jak masz na imię? - spytała, rozbijając jajko.
- Sara. - odparłam cicho.
- Sara... - westchnęła. - Jak moja córka. Też lubiła chodzić się po nocy, aż w końcu skończyła z tym. Dlaczego nie jesteś w domu? - tak nagle zmieniła temat.
- Byłam na imprezie. - powiedziałam, prawie, że szeptem.
- A co na to twoi rodzice?
Nie odpowiedziałam nic, nie powiem jej prawdy. To nie jest jej sprawa.
- Widzę, że jesteś cichą dziewczyną i nie lubisz o sobie mówić, ale jak chciałabyś porozmawiać to mów śmiało.- zrzuciła ostatni naleśnik na talerz i postawiła mi go przed nosem. - Smacznego. - posłała ciepły uśmiech i odeszła, do innego pokoju.
Wzięłam się za jedzenie. Po 10 minutach kobieta wróciła. Przyniosła ze sobą kołdrę i dwie poduszki, które położyła na kanapie, a później podeszła do mnie, akurat gdy kończyłam jeść.
- Chcesz dokładkę? - spytała zabierając pusty talerzyk.
- Nie, dziękuje. - rzuciłam krótko.
- Ale na pewno? Może zjesz jeszcze?
- Naprawdę nie. - coś wkurzało mnie w tej kobiecie. Nalegała, była bardzo uparta, mimo wszystko przekonałam ją, że nie jestem już głodna.
- Pościeliłam ci w moim pokoju, chcesz się teraz wykąpać?
- Nie. Bardzo dziękuję pani za to wszystko, ale muszę już iść. - wstałam z krzesła i udałam się do przedpokoju.
- Zaczekaj. Wróć i usiądź. - powiedziała stanowczo. Weszłam z powrotem do pokoju i usiadłam.
- Gdzie teraz pójdziesz? - zapytała. - Dziecko jest środek nocy. - spojrzała na mnie przekonująco. - Poczekaj, zaraz dam Ci jakąś koszulkę do spania. - wstała z krzesła.
- Nie mogę tu zostać. Dziękuje pani za wszystko. Do widzenia. - wstałam i znów ruszyłam do drzwi, ale jednak nie udało mi się wyjść, gdyż kobieta stanęła przede mną.
- Nie wypuszczę Cię stąd w środku nocy. Wracaj do pokoju. - jej miły uśmiech zniknął z twarzy, była całkowicie poważna.
- Nie, naprawdę nie mogę. Nie będę robić pani problemów.
- Kochanie, nie stwarzasz żadnych problemów, wracaj. - objęła mnie i zaprowadziła z powrotem do środka.
Usiadłyśmy na pomarańczowej kanapie.
- Pościeliłam Ci w moim pokoju, będzie Ci tam wygodnie. Chcesz, możesz wziąć ciepłą kąpiel, a rano po śniadaniu pójdziesz do domu, dobrze? - nie mogłabym zaprzeczyć, wiem, że by się nie zgodziła.
- No dobrze, dziękuję pani bardzo, ale ja prześpię się na kanapie.
- Jak wolisz. - odparła. - To pokażę Ci gdzie jest łazienka. Chodź za mną. - ruszyłam tyłek i poszłam za nią. Stanęłam przed drzwiami, bo kazała mi zaczekać.
- Proszę. - podała mi niebieski T-shirt. - Możesz korzystać ze wszystkiego czego chcesz. - uśmiechnęła się i zamknęła za mną drzwi.
Zostałam sam na sam ze swoim odbiciem. Co ja do cholery wyprawiam? Nawet nie wiem kim jest ta kobieta. Spojrzałam w lustro i postanowiłam jej posłuchać, nie wygląda na żadną psychiczną. Odkręciłam wodę. Powoli ściągnęłam bluzkę, a potem całą resztę. Znowu schudłam - stwierdziłam patrząc w lustro. Przynajmniej jestem najedzona. Powoli weszłam do wanny. Ciepła woda delikatnie dotykała moje ciało. Sięgnęłam po mydło i zaczęłam się myć.
***
Wyszłam z wanny. Wytarłam się ręcznikiem, a później zawiesiłam go na kaloryferze, żeby wysechł. Założyłam bluzkę od kobiety i sięgnęłam po szczotkę, która leżała obok lusterka. Rozczesałam długie włosy, wzięłam głęboki oddech i wyszłam.
Doszłam do salonu. Starsza pani siedziała przy stole i rozwiązywała krzyżówki. Miała na sobie okulary. Gdy tylko mnie zobaczyła uśmiechnęła się szeroko i wstała z krzesła.
- Proszę kochanie, pościeliłam ci łóżko. Pójdę do siebie. Dobranoc. - zabrała swoją gazetkę wraz z długopisem i wyszła do innego pokoju.
- Dobranoc.. - odparłam cicho.
Położyłam się i okryłam białą kołdrą. Myśli "coby było gdyby" biły się w mojej głowie. Zamknęłam oczy i zasnęłam...
***
Ocknęłam, ziewnęłam i przeciągnęłam się niczym kot, mogę powiedzieć że wreszcie się wyspałam. Gdzie ja jestem? A, no tak. Zrzuciłam okiem na zegarek na ścianie. Była za piętnaście dziesiąta, więc postanowiłam wstać. Usiadłam na łóżku i jeszcze raz porozciągałam się. W kuchni zobaczyłam tą kobietę, która wczoraj mnie tu ściągnęła. Robiła coś w kuchni.
- Dzień dobry, kochanie. - przywitała mnie.
- Dzień dobry. - powiedziałam. - Mogę skorzystać z łazienki?
- Oczywiście. Zaraz będzie śniadanie. - powiedziała.
Wstałam i ruszyłam skorzystać z toalety.
***
Zamknęłam białe drzwi i udałam się do kuchni. Miałam już na sobie swoją koszulkę, a niebieski T-shirt starannie złożyłam.
- Dziękuję. - położyłam go na stole, po czym podeszłam do kanapy i zaczęłam składać kołdrę.
- Co Ty tu robisz?! - zza pleców usłyszałam znany mi głos.
__________________________________________________

Rozdział taki nudny, ale ten wątek musiał się pojawić. Miałam dodać go wcześniej, ale jakoś nie mogłam znaleźć odpowiednich zdjęć i jakoś zakończyć tego. Znów Was przepraszam, że tyle czekacie.. Staram się jak tylko mogę.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 

6.

Wróciłam do domu. Nie miałam innego wyjścia. Matka spała. Robiąc wszystko by jej nie obudzić dostałam się do łóżka, wtargnęłam pod podartą kołdrę i zasnęłam.
***
Gdy tylko zaczął się nowy dzień, światło dało mi po oczach i nie pozwalało spać. Irytująco raziło, więc wyszłam z pokoju. Brzuch krzyczał prosząc o jedzenie, którego jak zwykle nie było. Wyszłam z domu i od razu udałam się do babki, żeby zgłosić tą imprezę. Powiedziała, że wszystko załatwi. Podałam adres i wyszłam.
***
Cały dzień minął jak zawsze, szwędałam się po mieście, szukając nie wiadomo czego..
***
Czekałam w domu od kilku minut i powiem szczerze obawiałam się, że nikt nie przyjdzie... Jednak po kilkunastu minutach usłyszałam dzwonek, szybkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Chwyciłam za klamkę, a przede mną ukazało się parę osób, których nie znałam. W rękach trzymali alkohol. Rzucili krótkie "siema" i wtargnęli do środka. Usłyszałam kolejny dzwonek i ponownie podeszłam do drzwi. Znów ukazało się kilka osób, może nawet kilkadziesiąt. Przynieśli przekąski, ale też alko. Chwilę później nie wyrabiałam z otwieraniem drzwi dlatego zostawiłam je otwarte, a ludzie gromadzili się coraz większymi grupkami. Pojawił się nawet znany DJ z klubu, którego nawet nie trzeba było opłacać. Przyszedł sam z siebie. Impreza z początku była sztywna, ale po godzinie rozkręciła się na maksa. Niektórzy byli kompletnie pijani, a z sekundy na sekundę pojawiało się więcej osób. Muzyka tak głośna zbiła parę szklanek stojących przy głośnikach. Parę dziewczyn zrobiło striptiz, co zaczęło podniecać chłopaków, wtedy zaczęłam się bać.
- Hej, zatańczysz? - ujrzałam jakiegoś ostro nawalonego kolesia, który zaczął mnie obmacywać i całować po szyi. Odepchnęłam go i odeszłam jak najdalej. Przed moimi oczami pojawił się Alan, myślałam, że gorzej już nie będzie, ale to jednak możliwe jak mnie zobaczy. Oddaliłam się trochę i schowałam za tańczącymi ludźmi. Ciekawiło mnie jego zachowanie, całował się z dziewczyną, pewnie z Natą, w końcu to jego dziewczyna. Zdziwił mnie tylko jeden fakt... Przecież ona nienawidzi motocyklów i nie przyszłaby na tą imprezę. Dlatego też czekałam na moment w którym odwrócą się i będę mogła zobaczyć jej twarz. Kiedy odchyliła głowę dokładnie widziałam jej twarz. Na pewno nie była to Natalia. Szybko pobiegłam po jakiś aparat z nadzieją, że będzie gdzieś w szufladzie. Niestety zawiodłam się. Na pociesznie znalazłam czyjś telefon, który leżał na komodzie. Bez zastanowienia wzięłam go i pobiegłam zrobić im zdjęcie. Schowałam telefon do kieszeni i odeszłam dalej. Ktoś pociągnął mnie za rękę.
- Dziewczyno taka zabawa, a Ty nic nawet nie wypiłaś! Trzymaj! - jakaś dziewczyna podała mi butelkę wódki. Spojrzałam na nią.. - No pij! - przechyliła ją.
Przez cały czas bawiłam się z nowo poznaną dziewczyną, chociaż nawet nie wiem jak ma na imię. Nie piłam dużo, nigdy nie chciała, żeby urwał mi się film, tylko parę łyków, żeby nie wyjść na idiotkę. Po 4 godzinach zrobiło się naprawdę duszno. Wyszłam na zewnątrz, a później nie miałam ochoty wracać do środka, ale też nie chciałam iść do domu. Byłam strasznie zmęczona i głodna, chociaż przyznam, że bawiłam się naprawdę fajnie. Pozostał dylemat... Zostać czy iść? Wyszłam z podwórka i udałam się w stronę parku. Nie miałam zamiaru tam spać, chciałam tylko usiąść i popatrzeć na wszystko dookoła. Uspokoić się. Było po trzeciej, a na mieście ani żywej duszy. Jaki to wszystko ma sens? Ludzie budzą się, idą do pracy czy szkoły, a potem idą spać i to taka codzienna rutyna. Zwariować można. Niektórzy mają lepsze życie... Imprezy, przyja...
- Dziecko co Ty tu robisz o tej porze? - myśli przerwała mi starsza kobieta. Stanęła przede mną i przyglądała się mojej twarzy.
- Nie pani interes. - rzuciłam groźnie, po chwili milczenia.

_________________________________________________
Nie wiem co napisać...
Przepraszam, że tyle czekacie, jeśli w ogóle jeszcze ktoś czeka...
Pytania.. : ask.fm/HipHopowa10
Tumblr.. : loseinlife.tumblr.com
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

5.

Nie będę już dawała piosenek, bo dużo miejsca zajmują i wgl.. ;/
Miłego czytania.

__________________________________________________
"Jak ona mogła?! Jak?!" Dotarło do mnie, że myślałam na głos, gdy ludzie zaczęli na mnie patrzeć. Spuściłam wzrok w dół. Nie mogłam opanować złości. Wkurzyła mnie jak nigdy! Skręciłam w stare kamienice, nie wiedziałam gdzie mam iść. Co ze sobą zrobić. Z całej siły walnęłam pięścią w ścianę. Z bólu przygryzłam wargę i mocno zacisnęłam oczy, z których zaczęły wypływać łzy. Weszłam w jakiś kąt, opuszczony, zaniedbany, zaśmiecony, ale kurwa bardziej przytulny niż ten w którym mieszkam. Oparłam się o szarą ścianę i powoli zsunęłam na dół, podsuwając kolana pod brodę. Schowałam twarz. Próbowałam powstrzymać łzy, ale to nic nie dało. Czemu akurat ja?! Czemu?!
Poczułam lekki dotyk na ramieniu, a po chwili męski głos:
- Stało się coś?
Uniosłam głowę, przede mną ukazał się jeden z moich wrogów - Alan. Gorzej być nie mogło. Odruchowo wstałam, otrzepałam spodnie i chciałam jak najszybciej się stamtąd ulotnić. Złapał mnie za rękę. Zdziwiło mnie jego zachowanie. Odwróciłam głowę i spojrzałam na twarz kolegi. Zrobił smutną minę, a po chwili popchnął mnie z dużym uśmiechem na twarzy.
- Rycz szmato, należy Ci się!
Oddalił się, a kiedy był już za rogiem wybuchłam. To zraniło, tak bardzo, zraniło. Nie mogę tego opisać. Co za dupek. Nienawidzę go. Nienawidzę nikogo. Nienawidzę świata i ludzi. Kopnęłam mocno w kosz na śmieci, z którego szybko wyskoczył czarny kot. "Przepraszam kotku, ale Ty też mnie teraz nienawidzisz, a nienawiść za nienawiść" - powiedziałam cicho. Nie wiem po co? To wszystko emocje. Kurwa. Mam dość. W mojej głowie panował niezły burdel, myśli z sekundy na sekundę mnożyły się podwójnie. To nie było do wytrzymania. Oparłam się o plecami o ścianę, czułam zimne oparcie. Powtarzałam w myślach te same słowa "No już, opanuj się". Wzięłam głęboki wdech i powoli wypuściłam powietrze ustami. Nie wrócę do domu, na pewno nie teraz. Odgarnęłam włosy i ruszyłam przed siebie...
***
Latarnie oświetlały mi drogę przez miasto, prowadzącą donikąd. Moje ręce grzały się w kieszeniach, a na głowie jak zawsze miałam kaptur. Brakowało mi tylko muzyki, jedyne co mogło mnie wtedy pocieszyć. Pojedyncze samochody jeździły co kilka minut. Gdy doszłam już do centrum miasta, na ratuszu jak zawsze zegarek wskazywał godzinę, w tej chwili trzecią szesnaście. Niebo ciemne, pustka w całym mieście, a gdzieś z ulicy Bohaterów Monte Cassino słychać było krzyki. Postanowiłam wracać do domu, jednak po drodze chciałam zahaczyć o miejsce kłótni. Tak z ciekawości. Skręciłam w lewo. Szłam powoli, bezszelestnie. Ta ulica należała do nieoświetlonych, ale ja ciemności się nie boję. Głosy były coraz bardziej słyszalne. To chyba jakieś małżeństwo. Tak, z pewnością wszystko na to wskazywało. "Ja nigdzie nie jadę! Zostaw to do cholery!" To raczej nie mała sprzeczka. Parę kroków dalej widziałam już wszystko dzięki oświetleniu przy drzwiach. Przed domem stał ciemno-szary minivan z otwartym bagażnikiem. Koleś wnosił do niego walizki, a przy drzwiach stała zapłakana kobieta. Możliwe, że jego żona. Nagle podeszła do niego, gdy on robił coś z przodu. Złapała za rączkę walizki i przyciągnęła do siebie, walizka spadła na ziemię, próbowała ją podnieść. Za dziewczyną momentalnie pojawił się chłopak. Swoją dłonią zdjął jej dłoń, zrobił to delikatnie. Spojrzał na nią, zupełnie przeciwnie jak ona. Jednak po chwili oboje byli zapatrzeni w swoje oczy. Przysunął ją do siebie, objął w tali i przetarł rękawem jej policzki z łez.
- Przecież wiesz, że musimy, kochanie... Wrócimy za dwa dni. - zatopił swoją rękę w jej włosach - Nie zostawię Cię samej. Weźmiemy wypłatę, zapłacę i przestanie nas nachodzić, dobrze? - spojrzał na nią i ponownie spytał - Dobrze?
Dziewczyna zacisnęła oczy i pokiwała głową na tak.
- Mój skarb. - przytulił ją czule.
Oh, ah miłość.. Ale zaraz, zaraz... Wyjeżdżają na dwa dni... Przecież nic się nie stanie jeśli użyczą mi domu. Imprezę zorganizuję jutro, a posprzątam następnego dnia i wszystko wróci do normy, nie mam nic do stracenia.
__________________________________________________

Przepraszam, przepraszam, przepraszam... Wiem, że wszystko jest dodawane rzadko.. Miesiące przerwy pomiędzy rozdziałami, a w dodatku takie krótkie. Jestem na siebie zła, ale nie chcę zawieszać, ani usuwać bloga, więc rozdziały będą tak jak są.. Chyba, że przypłynie wena
Dziękuje, że mnie jeszcze nie opuszczacie..
Miłych wakacji.. (piszę to w połowie wiem, ale miłych XD)

Pytania: http://ask.fm/HipHopowa10
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

*Możesz włączyć sobie muzykę xd..

__________________________________________________

*Chciałam złożyć Ci życzenia,
żebyś spełniła wszystkie marzenia.
Nigdy w życiu się nie poddała
i Eminema w końcu spotkała.
Powiedziała mu te kilka słów,
dziękując za to, że jest i znów
łzy po policzkach by Ci spływały,
tym razem ze szczęścia potokiem się lały.
Chcę byś pod samą sceną stała
i genialny widok na Niego miała.
Wierzę, że to się kiedyś stanie
a to wspomnienie do końca w sercu Ci zostanie.
Życzę Ci także dużo miłości,
przyjaciół prawdziwych i braku samotności.
Żebyś sobą zawsze była.
Jak najdłużej w szczęściu żyła.
NAJLEPSZEGO SIOSTRO <3*
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

4.

Ostatni był bardzo dawno więc trochę Wam przypomnę..
Sara (główna bohaterka) pierwszy raz w swoim życiu wsiała na motor, a w dodatku wygrała wyścig. Motor na którym jechała, był kradziony tak jak kombinezon.

*Dziś bez piosenki, bo nie wiem jaką wstawić xD*
__________________________________________________

Wahałam się, czy ściągnąć ten kask. Wszyscy wokoło zrobili taką sensację i byli zachwyceni jakby zobaczyli Rihannę. Robili mi zdjęcia. Bałam się go ściągnąć, bo jeśli właściciel motoru i stroju, mnie zobaczą? Mogli zgłosić to na policję. Minęła chwila, kiedy zdecydowałam. Złapałam go palcami i uniosłam go do góry. Ludzie byli zaskoczeni. Stali z otwartymi ustami. Czułam się dziwnie. Nagle ktoś z tyłu tłumu zaczął klaskać w dłonie, a po nim cała reszta. Gwizdali i piszczeli. Nie było to miłe, bo nienawidzę być w centrum uwagi. Sława nie jest dla mnie, tak samo jak te pieprzone nagrody. Co one mi tak naprawdę dadzą? Zajmą tylko miejsce na półce.
Z zamyślenia wyrwał mnie męski głos:
- Możesz na chwilę? - jakiś mężczyzna wyciągają do mnie rękę, pomagając mi zsiąść z motoru. Wyglądał na około trzydzieści parę lat, miał lekki zarost i był dobrze umięśniony. Oddaliliśmy się na bok. - No, dobra robota, ale kluczyki możesz mi już oddać. - zaśmiał się. To typek od tego motoru? Przecież to nie możliwe. Wściekłby się. W końcu ukradłam mu motor. - Hej - pomachał mi ręką przed oczami. - Kluczyki malutka. - wyciągnął rękę.
- Kim Ty w ogóle jesteś? - wpatrywałam się w szary, wysoki mur, tak jakbym mówiła to do niego.
- Zabrałaś mi motor, hello.. - scharakteryzował ostatnie słowo i cicho się zaśmiał.
- Udowodnij to jakoś. - odparłam dość poważnie, kierując wzrok na kolesia.
Sięgnął do kieszeni, wyjmując z niej czarny portfel. Otworzył go i wyjął dokumenty, które podał mi do ręki, uśmiechając się, jak debil. Oddałam mu kluczyki.
- Dzięki. No i powodzenia, dobra jesteś. - rzucił krótki test, a później odjechał. Myślałam, że to koniec sensacji i jarania się mną, ale jednak nie.. Znów zaczęli piszczeć i wgl. Zadawali mnóstwo pytań, typu: od kiedy jeżdżę?, jakie to uczucie pokonać mistrza? Nie odpowiedziałam na żadne.
- Kiedy impreza? - zapytał ktoś z tyłu
- Właśnie! - poparli to pytanie inni.
Podeszła do mnie kobieta z mikrofonem. Była jedną z prowadzących całe to wydarzenie.
-No kochanie, kiedy zamierzasz to uczcić? - spytała, podsuwając mikrofon pod moje usta.
- Nie zamierzam - rzuciłam krótko i na temat, tak aby mój głos nie dotarł do czarnego urządzenia.
- Wiesz jaki to był ważny wyścig? W dodatku wygrałaś go będąc dziewczyną, pierwszy raz w historii. Chyba nie chcesz być tą jedyną, która nie zrobi małej wixy? - naciskała.
- Laska nie daj się prosić - krzyczeli inni.
- Udostępnij im chatę, niech się bawią, a my zabawimy się razem - taki tekst obił mi się o uszy. Spojrzałam w tłum, jeden z typów puścił do mnie oko. To on to wykrzyczał. Był obleśny. Przeraziłam się, mówiąc szczerze...
Krzyki były coraz głośniejsze , więc po jakimś czasie zapomniałam o tym.
- Sara! Sara! Sara! - krzyki i wrzaski. To wszystko robiło się nie do zniesienia. Wyrwałam mikrofon jednej z dziewczyn i krzyknęłam, że się zgadzam.
Rzucili się na mnie. Przytulali i dziękowali. Doznałam szoku, gdy wznieśli mnie nad tłum. "Płynęłam" sobie po ich rękach, choć niektóre nich znajdowały się tam gdzie nie powinny.
* * *
Wróciłam do domu, jeżeli w ogóle mogę nazwać tę ruinę domem. Datę i miejsce imprezy mam podać jutro. Miejsce... Myślałam o tym całą drogę. Przecież nie zaproszę ich tu. Na pewno nie! Zresztą, co ja się przejmuję, nie zrobię tej imprezy. Odwalili się już, a przecież o to chodziło.
Położyłam się na łóżku. Nie odzyskałam jeszcze telefonu, więc nie było co robić. Gapiłam się w ścianę, próbując zasnąć.
Nagle drzwi zaskrzypiały. To mama. Weszła do środka, zaświecając światło w kuchni i udając się do niej. Dotarł do mnie trzask zamykającej lodówki. Mocno zacisnęłam oczy i prosiłam Boga o lepsze życie. Robiłam tak bardzo często, ale nie skutkowało. Chyba ma poważniejsze sprawy, np. miłosne problemy 12-latki - pomyślałam sarkastycznie. Kiedy tylko otworzyłam oczy, mama stała na przeciwko mnie. Jak zwykle była brudna, zaniedbana. Miała szczupłe ciało i brązowe włosy, sięgające do ramion, które znów nie były uczesane. Jednak w tej chwili moją uwagę najbardziej zwróciły jej oczy. Były czerwone, jakby płakała, lub piła, co jest bardziej prawdopodobne. Usiadła obok mnie. Westchnęła głaszcząc mnie po włosach. O dziwo nie była pijana.
- Sara kochanie, wiesz jak jest ciężko - spojrzała na okno. Może się zmieniła i chce wszystko odbudować...? - nie mamy na pieniędzy, a na dole jest jeden pan. On jest bogaty - nie wiedziałam do czego zmierza, a takim przeciąganiem tylko wzbudzała moją ciekawość - a sama...
- Mamo - spojrzała na mnie - przejdź do rzeczy.
- Ten pan zaproponował mi pracę, znaczy Tobie... - zamilkła.
- Jaką?
- Jakby Ci to wytłumaczyć - zamyśliła się - Kiedy ludzie się kochają zostają ze sobą sam na sam, robią też tak za pieniądze.
- Dobra, skończ i nie rób ze mnie idiotki, okej? - podniosłam głos, ale nadal zachowywałam się spokojnie, nie chciałam kolejnej awantury. - Mam robić z siebie dziwkę, bo nie masz za co pić?! - mówiłam co myślę, nie mogłam opanować emocji.
- Ale kochani te pieniądze będą też dla ciebie. - odpowiedziałam jej głośnym śmiechem - Weźmiesz trochę proszków i nie będziesz nic pamiętać.
- Ty w ogóle słyszysz co mówisz?! - wstałam z łóżka.
- Proszę...
- Nie jestem jakąś szmatą, kurwa zrozum! Nie będę się upokarzać, bo sama nie potrafisz sobie zarobić! Nienawidzę Cię! Jesteś pieprzoną egoistą! - z sekundy na sekundę miałam większą ochotę jej przyłożyć. Jak mogła?!
- Nie tym tonem, gówniaro! Nigdy w życiu niczego nie osiągniesz, to co Ci zależy?! Które dziecko nie pomogłoby własnej matce? Wstyd mi za taką córkę!
Przekroczyła granice. Nienawidzę jej. Wybiegłam z domu, mocno trzaskając drzwiami.
__________________________________________________

PRZEPRASZAM...
Nie miałam jak dodawać. :c
Zaniedbuje bloga...
Wszystko jest chujowe...
Ale dziękuje Wam, bardzo za Waszą motywację, za te wszystkie komentarze, prywatne wiadomości. Za to, że mimo wszystko czekacie. Kocham Was.
Następny postaram się dodać szybciej.
No i udanych Wakacji
  • awatar мєσω.ღ: Rozdział świetny :D Z resztą jak każdy, który czytałam :) Nie mam sensu się rozpisywać o tym jak genialnie, bosko, cudownie, fajnie, biście piszesz, bo mam nadzieję, że o tym już wiesz ;* Te motocykle *-*
  • awatar Życie depcze wyobraźnie: Cudowne ♥ I jeszcze motocykle ♥ Wielbię ! :* Świetny bloog ;) obserwuję ; )
  • awatar s i n i s t e r: Motocykle. <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›